Te dwa aspekty wypada jakoś ze sobą łączyć. Nie ma wątpliwości, że myślenia o tradycji uniwersyteckiej w Poznaniu nie budujemy od dzisiaj. Jeśli weźmiemy do rąk szkic historyczny pt. Akademja Poznańska napisany przez Władysława Pniewskiego w roku 1919, to pewien podstawowy schemat rozumowania natychmiast zostanie zdefiniowany: „Poznań nie mieścił w swych murach nigdy dotąd uniwersytetu (Universitas litterarum) w pełnym tego słowa znaczeniu. Miał jednak zakłady naukowe, jak Akademię Lubrańskiego, Kolegium Jezuickie, później Szkołę Narodową, wreszcie za czasów pruskich Królewską Akademię, wszystkie nieomal z pewnym zakrojeniem uniwersyteckim. A miał Poznań zawsze wysokie aspiracje, pretensje do uniwersytetu, i walczył też o niego. Ma więc tradycje”.
Kiedy w 1935 roku Adam Poszwiński przypomniał pewne fakty według tego samego schematu, nadał swej wypowiedzi tytuł: Z walk o uniwersytet w Poznaniu (Poznań 1935). Nie chodziło mu więc o dowiedzenie, że Poznań miał uniwersytet od XVI wieku, lecz że uporczywie o niego zabiegał.
Brak uniwersytetu instytucjonalnego nie oznaczał jednak braku szkół, które spełniały z powodzeniem standardy akademickiego kształcenia, w których pracowali badawczo i dydaktycznie wybitni profesorowie, do których ciągnęli studenci, wprowadzając do miejskiego pejzażu odpowiedni koloryt. Wszystko to tworzyło atmosferę, a w dłuższym trwaniu tradycję akademicką.
Konieczne jest przypomnienie kilku faktów.
W 1519 roku biskup poznański Jan Lubrański ufundował szkołę zwaną Kolegium Lubrańskiego, fundację tę potwierdził w roku 1520 król Zygmunt I. Szkoła pozostawała w pewnej zależności od Akademii Krakowskiej, stamtąd bowiem mieli pochodzić kolejni rektorzy i profesorowie.
Fakt fundacji utrwalił na swym obrazie Jan Matejko. Jeden z największych rektorów naszego uniwersytetu, profesor Jan Sajdak, kazał sporządzić powiększoną kopię i umieścić ją w Dużej Auli. Dzisiaj znajduje się ona w Auli Lubrańskiego.
Przyjęty statut nadawał Akademii strukturę pięciu katedr: matematyki i astronomii, retoryki i dialektyki, poezji, gramatyki i teologii. Programy nauczania świadczą, że do szkoły wkraczał nowożytny humanizm. Szybko osiągnięta sława doprowadziła do tego, że młodzież wybierała poznańską uczelnię chętniej niż inne uniwersytety.
Niestety, kiedy w XVI wieku pojawiły się ruchy reformacyjne, część szkół, w tym Akademia Lubrańskiego, zwróciła się ku scholastyce. Stało się to źródłem kryzysu.
Konkurencyjne w takiej sytuacji okazało się Kolegium Jezuickie założone w 1571 roku. Od początku uczyli w nim wielcy mistrzowie. Pierwszym rektorem został Jakub Wujek – wybitny filolog klasyczny, autor przekładu Biblii na język polski. Swą pracą ustabilizował wiele norm języka polskiego, a jego przekład zachowuje atrakcyjne piękno do dnia dzisiejszego. Jezuici zdobyli w Poznaniu taki autorytet i zaufanie, że wkrótce napisano: „Obywatele poznańscy przygotowują materiały, zwożą wapno i cegłę. Niektórzy przekazują nam w testamentach swoich pewne sumy pieniędzy […], nawet różnowiercy poważają nas”.
Ciesząc się środowiskowym zaufaniem, jezuici wpłynęli na senatorów wielkopolskich, którzy na sejmie walnym jesienią 1611 roku podnieśli sprawę uniwersytetu w Poznaniu. W takich okolicznościach król Zygmunt III Waza 28 października 1611 roku wydał odpowiedni przywilej.
Król postanawiał: „To, co z dojrzałej woli władców trwać ma w niezmiennym i chwalebnym zarządzeniu, spisywane jest z tej przyczyny w pomnikach literatury, by wskutek niegodziwości czasów nie popadło w zapomnienie, ale by w długowiecznej pamięci potomnych trwale znaczyło i było przestrzegane”. W dalszej kolejności Zygmunt III kreślił cel: „aby państwo za naszych rządów wyróżniało się wiarą szczerą względem Boga pobożnością i aby z ich wsparciem wszędzie krzewiło się katolickie życie obywateli”. Przedstawiał obowiązki nauczycieli, „którzy nie szukaliby i nie zabiegali o inne owoce swych trudów, jak tylko o większą chwałę Bożą i zbawienie tych, o których się troszczą”. Następują za tym liczne komplementy dla Ojców Towarzystwa Jezusowego.
Wreszcie we właściwym dla epoki stylu nadeszło postanowienie: „Przeto […] Kolegium poznańskie Towarzystwa Jezusowego do godności Akademii i Uniwersytetu podnosimy na mocy prawa przywileju i uprawnień, jakimi cieszą się pozostałe Akademie i Uniwersytety, zwłaszcza Akademia Krakowska”.
Zygmunt III zagwarantował również autonomię poznańskiego uniwersytetu, dając profesorom, doktorom, magistrom, bakałarzom i scholarzom immunitet sądowniczy. Wyłączył ich bowiem spod władzy sądów świeckich i duchownych, „aby nie byli przymuszani do dawania posłuchu i do ulegania niczyim poleceniom, zarządzeniom, postanowieniom, jak tylko rektora Akademii”.
Zarówno pod względem kancelaryjnym, jak i prawno-ustrojowym dokument spełniał wszelkie wymogi legalizmu; tym samym uniwersytet w Poznaniu powstał w dniu jego wystawienia, co wzbudziło opór środowiska krakowskiego, które skutecznie sparaliżowało rozwój tej instytucji.
Zamiar stworzenia uniwersytetu w Poznaniu nie został jednak złożony do grobu. Do tej idei powrócił w roku 1678 Jan III Sobieski. Również jego przywilej zachował się w archiwum. W dokumencie padają słowa: „A ponieważ uniwersytety i kolegia Towarzystwa Jezusowego są rodzicielkami i żywicielkami wszelkiej literatury i roztropności potrzebnej w działalności pokojowej i wojennej i jak gdyby służkami wiecznej mądrości kierującej światem, dlatego papieże pragnąc z wyjątkową pobożnością, a także przezornością o nie właśnie się troszczyć, w swych apostolskich listach szczególnymi prawami, przywilejami, zwolnieniami i immunitetami uposażyli, a także wszystkie uniwersytety i akademie w swej przychylności i przez rozszerzenie życzliwości równymi czynili i uświetniali. […] Pragniemy także osobno, by sławne poznańskie kolegium Towarzystwa Jezusowego stale wyróżniające się liczną i szlachetną młodzieżą, kształcące w naukach humanistycznych, a także Bogu poświęconych, w zakresie filozofii i teologii, dla nawróconych heretyków, a także dla ojczyzny z dawien dawna bardzo zasłużone, korzystało i cieszyło się z wymienionych wyżej prerogatyw, łask, przywilejów, i z obfitości władzy królewskiej na nie przyzwalamy, gdyż z dala od tej miejscowości [tj. Poznania] niech się nie znajdują Uniwersytety Katolickie”.
Znów jednak reakcja środowiska krakowskiego była tak gwałtowna, że w roku 1685 Jan III sam uznał przywilej za nieważny.
Starań o polski uniwersytet w Poznaniu nie zaniedbano w wiekach XVIII i XIX. Źródłem pewnego rozczarowania w tej materii były decyzje Komisji Edukacji Narodowej (1773).
Na to, aby Wielkopolanie doczekali się wypełnienia testamentu minionych pokoleń, pozwoliło dopiero odrodzenie Rzeczypospolitej Polskiej po I wojnie światowej. W pierwszej mowie inauguracyjnej wygłoszonej 7 maja 1919 roku przez arcybiskupa
Edmunda Dalbora padły słowa, które klamrowały te dzieje: „Reprezentanci władz naszych i Wszechnicy Piastowskiej, zapraszając mnie na tę pamiętną uroczystość, chcieli uczcić w mej osobie pamięć wielkiego poprzednika mojego, biskupa Lubrańskiego, twórcy akademii poznańskiej. […] Duchu Jana Lubrańskiego, patrząc na odwieczne źródło prawdy i sprawiedliwości Bożej, błogosław i patronuj tej najwyższej uczelni naszej”.
Profesor Kazimierz Ilski jest dyrektorem Instytutu Historii Wydziału Historycznego UAM.















