wtorek, 27 grudnia 2011 20:52

Widziałem orła cień…

Napisane przez  Dariusz Buda – kibic

Po ostatnich meczach naszej reprezentacji z Węgrami i z Włochami nie jest zbyt optymistycznie. Mam na myśli nie najlepszą grę podopiecznych tego gościa bez matury. Pan trener Smuda mówi, że na Euro nam się uda! Biorąc pod uwagę drużyny, które zakwalifikowały się już do turnieju, na papierze wyglądamy najsłabiej. Jesteśmy w rankingu FIFA za takimi tuzami futbolu. jak Burkina Faso, Libia czy Sierra Leone. Ale to boisko zweryfikuje, na co tak naprawdę nas stać. Podczas turnieju będziemy musieli nastawić się na grę z kontry. Nie ma co się czarować, nie możemy pójść na wymianę ciosów chociażby z Hiszpanią.

 

Do dziś w głowach polskich piłkarzy siedzi pewnie hokejowy wynik 0:6 z meczu towarzyskiego. Siłą biało-czerwonych jest kolektywność i waleczność. Zarysował się już pewien trzon zespołu, ale wciąż mamy kłopoty z zestawieniem defensywy czy właściwym doborem ludzi od czarnej roboty w środku pola. Po co nam zaciąg z Niemiec w postaci Eugena Polańskiego? Słaby ten Gienek, a już na pewno nie lepszy niż na przykład Borysiuk czy Dudka. Stawiajmy na polskość!

Skoro uderzyłem w patriotyczne, wysokie tony, pozwolę sobie przytoczyć historię pewnego orła, który odfrunął na jakiś czas z koszulek polskich piłkarzy…

A było tak. Dawno, dawno temu, za pięknymi stadionami, do których prowadziły kręte, wąskie, dziurawe drogi, mieszkał Prezes Lato. Piastował on funkcję piłkarskiego władcy. Rządził królestwem mlekiem i miodem płynącym. Królestwo to PZPN-em się zwało. Jego podwładni byli gotowi zrobić dla niego wszystko. Dzięki wiernym giermkom prezesowi przez wiele lat „włos z głowy by nie spadł”, nawet gdyby choć jeden posiadał. Nikt nie potrafił z nim wygrać, mimo że wielu próbowało. Jest to człek, który w majestacie prawa robi wszystko na przekór. Poszukał też zwady z kibicami. Zabrał im to, co najcenniejsze, to, z czym się utożsamiali. Zabrał im białego orła w koronie, za którego Polacy przelewali krew. Rozwścieczeni i zdruzgotani fani zbojkotowali decyzję PZPN-u. Na meczu z Włochami we Wrocławiu panowała cisza, tylko od czasu do czasu słychać było okrzyki: „Gdzie jest orzeł? Gdzie jest orzeł?”. Z kolei w Poznaniu na meczu z bratankami Węgrami frekwencja nie dopisała. W Związku się dziwili: „Jak to? Dlaczego?”. W końcu komuś na Miodowej zaświeciła się lampka w głowie: „Musimy przywrócić godło na koszulki!”, ale nadszarpniętej reputacji tym gestem i tak nie naprawiono. Morał z historii płynie taki: nie niszcz symboli, chyba, żeś obywatel byle jaki.

Mówiąc bardziej serio i raczej ze smutkiem: przy całym godłowo-kadrowym zamieszaniu zastanawiająca jest bierna postawa piłkarzy. Skoro jednak skrzydlaty jegomość wrócił na trykoty kadrowiczów, dajmy sobie już z tym spokój. Do Euro zostało około dwieście dni. Uważam, że możemy być czarnym koniem tych rozgrywek. Gramy coraz lepiej. Może zaprocentować doświadczenie zdobyte w meczach towarzyskich z silniejszymi rywalami: Niemcy, Francja, Argentyna. Ładnie wyglądają akcje ofensywne w wykonaniu Błaszczykowskiego, Mierzejewskiego czy Lewandowskiego. Solidny Piszczek na prawej obronie. W bramce klasa światowa – Wojciech Szczęsny. Do tego wysyp młodych talentów w Legii Warszawa. Mimo wszystko widzę przyszłość kadry w różowych barwach. Gdy będzie 150% zaangażowania i zostawimy w szatni obawę nawet przed najlepszymi rywalami, możemy spać spokojnie.       

Powiązane artykuły (wg słów kluczowych)

Zostaw Komentarz

Wypełnij wszystkie pola oznaczone gwiazdką (*).

  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria

Facebook

 © Merkuriusz Polska | Redakcja: tel.+48 61 866 78 58; +48 501 180 575, +48 515 079 888, redakcja@merkuriusz.com.pl