W 1932 roku podjął się wykonania projektu wnętrza świątyni: polichromii, witraży, stacji Drogi Krzyżowej i elementów umeblowania. Jest to jedyny przykład na świecie, gdzie Mehoffer w całości zaprojektował i nadzorował wystrój kościoła. To właśnie Turek, a nie Katedra św. Jana we Lwowie, kościół w szwajcarskim Fryburgu czy Kościół Mariacki w Krakowie, może poszczycić się kompleksową realizacją Mehoffera, z czego jesteśmy bardzo dumni. Mehoffer mieszkał na plebanii kościoła aż do 1936 roku, a gdy wybuchła II wojny światowa, prace zostały przerwane.
Skąd więc pomysł na projekt promocyjny „Turek – miasto w klimacie Mehoffera” i Festiwal „Mehofferowskie Klimaty”?
Po prostu większego i cenniejszego dziedzictwa narodowego w Turku nie mamy. Jednak całe to pozytywne zamieszanie z Mehofferem w roli głównej zaczęło się prawie dziesięć lat temu, kiedy okazało się, że ocalały projekty witraży wykonane przez artystę dla kościoła w Turku, z jednym witrażem niemal całkowicie gotowym do montażu. Stało się możliwe kontynuowanie zamierzeń artysty, i to w nadal działającej pracowni witrażu Żeleńskich w Krakowie, gdzie powstawały pierwsze okna. Był to rok 2002. Stan polichromii wołał o pomstę do nieba i szukaliśmy okazji, żeby się za nią zabrać. Jej renowacja to już znacznie poważniejsze przedsięwzięcie, wymagające zaangażowania ogromnych środków.
Skąd na to wszystko pieniądze?
Siedemdziesiąt procent środków pochodzi z Unii Europejskiej. Dodatkowo otrzymaliśmy siedemset tysięcy zł z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego jako promesę. Wkład kościoła to około milion czterysta pięćdziesiąt tysięcy zł, resztę wydatków – ponad trzy miliony dwieście tysięcy zł – pokryło miasto. Łączny koszt tego projektu wynosi 11 mln zł. To nie tylko renowacja polichromii, ale też modernizacja Ratusza, który jest obiektem z lat sześćdziesiątych XIX stulecia. W tej chwili kończą się już prace. Docelowo będzie się tu znajdowała ekspozycja mehofferowska z dziełami mistrza i pamiątkami po nim.
Aspirują Państwo jeszcze do środków z programów Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Na jaki cel?
Chcemy doposażyć muzeum w Ratuszu, zakupić dzieła, które znajdują się jeszcze w rękach spadkobierców Mehoffera. Wkrótce nastąpi przeprowadzka z tymczasowej siedziby, a oficjalne otwarcie przewidziane jest na maj. Będzie tu można spędzić nawet kilka godzin. Muzeum to nie tylko ekspozycja Mehoffera, ale i warsztaty, po których wyjedziemy z własnoręcznie wykonanym witrażem, a także pracownia multimedialna z projekcją 3D przenoszącą w czasy Mehoffera.
A propos, niedawno zorganizowali Państwo dwudniowy Festiwal „Mehofferowskie Klimaty”. Co działo się podczas imprezy?
Cały festiwal utrzymany był w stylu lat dwudziestych i trzydziestych ubiegłego wieku. Pokazaliśmy, jak wyglądał wtedy Turek, życie mieszkańców; były różne występy, w tym koncert niezastąpionej Hanny Śleszyńskiej, która przeniosła nas w międzywojenny czas. Mieszkańcy ubrali się w stroje z epoki, a wśród nich przechadzał się starszy jegomość w surducie i binoklach, bohater imprezy – Józef Mehoffer. Biegali gazeciarze, chłopcy jeździli na rykszach, bicyklach i tricyklach, grał kataryniarz. Pucybut czyścił buty. Były kapele, które przygrywały ludziom do tańca. Ustawiliśmy monidła, czyli plansze z wyciętym miejscem na twarz, tak więc i ten, kto nie był przebrany, mógł choć na chwilę przywdziać strój z dawnych lat. Przygotowaliśmy konkursy i zabawy dla dzieciaków i dorosłych, ale nie współczesne, tylko rodem z czasów Mehoffera, jak rzut kapustą do celu czy bieg w workach. Nie mogło zabraknąć warsztatu witrażu. Ludzie bawili się wspaniale – ci starsi wycinali szkiełka, malowali je i składali, a dzieci przygotowywały witrażowe dzieła z papieru. Uczniowie liceów plastycznych z Koła i Poznania malowali na naszych oczach najważniejsze miejsca w Turku. Był też piękny spektakl w kościele, światło i dźwięk z wykorzystaniem polichromii i witraży.
Pojawili się Państwo na tegorocznym Tour Salonie w Poznaniu. Głównym powodem pewnie był Mehoffer…
Chcemy promować Turek jako miasto w klimacie Mehoffera, ale też miasto sera. Coraz bardziej znane są organizowane przez nas Dni Sera. Turek kojarzy się z serami „Turek” i jest naturalnym miejscem na tego typu imprezy. Mamy konkursy na potrawy z serem. Ludzie przynoszą serniki, które później oceniają specjaliści tacy, jak Robert Makłowicz, Karol Okrasa czy Paweł Loroch. Nawet całkiem dobrze idzie turowianom-seromaniakom w tych serowych szrankach. Są konkursy wiedzy serowej, warsztaty, jak w warunkach domowych zrobić ser podpuszczkowy. Są pokazy kulinarne, publika zagląda do garnka, każdy może wejść na scenę i gotować razem z mistrzami. Jest jarmark produktów regionalnych z doskonałymi wędlinami, pieczywem, rybami, piwem regionalnym.
Nie można zapomnieć, że znajdujemy się na szlaku turystyki sakralnej niedaleko Lichenia. Po drodze można zobaczyć u nas, poza kościołem Mehoffera, kościół ewangelicko-augsburski, stworzony według projektu Henryka Marconiego. Na uwagę zasługują też autentyczne domy tkaczy, niestety niedostępne do zwiedzania z uwagi na to, że są zamieszkane – oglądać je można jednak z zewnątrz.
Nie pozostaje mi nic innego, niż zaprosić do Turku. Kościół, Ratusz, ławeczka Mehoffera – nie wyobrażam sobie wyjazdu z Turku bez zrobienia zdjęcia z Mehofferem.

























