wtorek, 27 grudnia 2011 20:37

Taniec z Miłoszem

Z prof. Agatą Stankowską z Instytutu Filologii Polskiej UAM rozmawia Mariola Zdancewicz

W związku z Rokiem Miłosza zorganizowany został przez Poznańskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk, Instytut Filologii Polskiej i Instytut Filologii Słowiańskiej UAM oraz Teatr Ósmego Dnia festiwal „Miłosz: Wschód – Zachód”. Proszę opowiedzieć o tym projekcie.

Pragnienie, by włączyć się w obchody Roku Miłosza, było dość oczywiste. Długo poszukiwaliśmy formuły, w jaki sposób to uczynić, dotykając jakiejś zasadniczej dla dzieła poety kwestii. Ponieważ autor Rodzinnej Europy, choćby z racji biografii, bardzo wyraźnie odnosi się w swych tekstach do dwóch przestrzeni tradycji europejskiej, postanowiliśmy poświęcić nasz festiwal Miłoszowi „zawieszonemu” między Wschodem i Zachodem. Chcieliśmy ukazać poetę jako animatora kulturowego dialogu.

W jaki sposób kontestowane jest to połączenie?

Miłosz w całej swojej twórczości, zarówno poetyckiej, jak i eseistycznej, wielokrotnie podkreślał związki z ojczyzną lat dziecinnych – z Litwą, ale także z szeroko rozumianą słowiańszczyzną, do której odnosi się w tekstach i wykładach wygłaszanych w Berkeley. Postanowiliśmy te związki prześledzić i dokładnie opisać, nawiązując między innymi do ważnego dla twórczości poety mitu Wielkiego Księstwa Litewskiego, którego obywatelem Miłosz wielokrotnie się przedstawiał. Mit ten wydawał mu się ważny, ponieważ podsuwał formułę ocalenia dla nowoczesnego człowieka, bezdomnego duchowo, skazanego na los tułaczy, człowieka wykorzenionego. Z drugiej strony, tym wyprawom Miłosza w strony rodzinne towarzyszył stały namysł nad kondycją Europejczyka, ukształtowanego przez zachodnie kody kulturowe i cywilizacyjne, wyznającego „światopogląd naukowy” i zafascynowanego awangardową sztuką i poezją, stąd jego potyczki z poezją nowoczesną.

A ile Polski jest w jego poezji?

Polski jest również bardzo dużo. Jeden z dni naszej sesji poświęciliśmy Miłoszowi w polskiej poezji, wobec której wielokrotnie sam siebie sytuował. Mówił, że chce być jej swoistym gospodarzem. Poeci młodszych pokoleń bardzo wyraźnie się do niego odnosili. Wielu nie zawsze afirmatywnie. Ten spór, jaki z Miłoszem jest prowadzony, było widać podczas niektórych wygłaszanych na sesji referatów. Nie ma u niego oczywiście Polski w rozumieniu pewnych narodowych mitów związanych z polskością...

Mało jest miłości do tej Polski... Był wręcz taki moment bardzo nieprzyjazny i niechętny. Potem trochę się to zmieniło.

Myślę, że wszystko zależy od tego, jak pojmuje się polskość. Jeśli jako miłość do Polski rozumianej jako zamknięty zbiór myśli, praw, to tutaj Miłosz jest często wstrzemięźliwy. Raczej po gombrowiczowsku szuka Polski otwartej, która wyzwoli z Polaka człowieka. Nie powiedziałabym, że to jest związane z brakiem miłości, jak to Pani ujęła...

…prowokacyjnie troszkę. Generalnie on się czuł bardziej Litwinem niż Polakiem.

W Rosji często pojawia się taka myśl, że oto mamy uprawiać coś, co w osobie jego dziadka Knuta było ucieleśniane jako mit krajowców. Gente Lithuanus – natione Polonus. Urodzony jako Litwin, ale jednak narodowości polskiej. Tak, jak Mickiewicz, który mówił „Litwo, ojczyzno moja, Ty jesteś jak zdrowie”, Miłosz, szczególnie w powieści Dolina Issy, jest po stronie tego mitu Wielkiego Księstwa Litewskiego i wspólnoty narodu, którą często idealizuje, a często w swojej eseistyce opisuje również w stanie różnorodnych napięć, rodzących się nacjonalizmów – ale jednak ten mit uprawia. Przekonuje nas, że być może taka wizja przeżywania własnej narodowości jest lepsza, prowadzi nas dalej. Nie zamyka, ale otwiera.

Z tym bym polemizowała, bo w momencie, kiedy Miłosz przyjechał do Polski po odebraniu Nagrody Nobla, bardziej była nam potrzebna postawa wspierająca. W tej chwili to co innego, bo jest ogólny trend do rezygnowania z pewnego myślenia w kontekście narodowym. Porzuca się myślenie o kraju w sensie geopolitycznym na rzecz myślenia ogólnego. To może przynieść tyle samo pożytku, co szkody.

Możliwe. Wielu miało za złe Miłoszowi, że nie jest zanadto arcypolski. Wystarczy wspomnieć żenujące, jak sadzę, spory o miejsce pochówku poety. Przypomina mi się w tym kontekście fragment listu Miłosza do Konstantego Jeleńskiego, napisanego już po przyznaniu mu Nagrody Nobla. Miłosz pisał ten list pełen goryczy, w poczuciu ubrązowienia i zawłaszczenia. Miał świadomość, że robi się z niego wieszcza. Chciał protestować przeciw temu w przygotowywanym dla „Kultury” artykule, podkreślając: „Ani ja Polak-katolik, ani narodu czciciel, a raczej Żyd i mason”. Pisał, że chciałby zrzucić tę nakładaną mu przez wielu maskę. W następnych jednak zdaniach zauważał, że nie sposób tego zrobić, bo „zdzieranie tej maski będzie tłumaczone na opak, a poza tym nie mogę ludzkich uczuć obrażać. Jedyne, co mi pozostaje, to zachowywać się tak, jakby tamta sfera zapotrzebowania na wieszcza nie istniała i pisać na co mam ochotę”.

Rzeczywiście mentalnie był masonem i Żydem?

Oczywiście nie należy tych określeń traktować dosłownie. Myślę, że Miłosz używał wielu języków. Otwierał w ten sposób przestrzeń dialogu, podsuwał odmienne punkty widzenia, zbierał kontrargumenty przeciw temu, co byliśmy skłonni traktować jako jądro polskości, którą powinniśmy według niego rozważać i o którą winniśmy się spierać z poszanowaniem dla praw innych. W podobny sposób podkreślał zresztą swoje skłonności do manicheizmu i różnego rodzaju nieortodoksyjnych myśli. Jestem przekonana, że także używając tego obrazowania, poszukiwał przede wszystkim kodów, które pozwolą w języku literatury dwudziestego wieku, będącego – jak mówił – językiem niewiary, wyrazić trochę właściwego sobie „wierzącego temperamentu”. Przywiązywanie zbyt jednoznacznych i prostych znaczeń do tych wyznań jest z pewnością błędem.

Co chcieli Państwo powiedzieć o Miłoszu poprzez ten projekt?

Nie mieliśmy oczywiście jakiejś wyznaczonej i jasno sprecyzowanej tezy. Chcieliśmy spotkać się i porozmawiać. Myślę, że się to udało. Sesja naukowa „Dialogi z Miłoszem” była niesłychanie ciekawa, pojawił się cały szereg interesujących referatów. W dużej mierze stało się tak za przyczyną naszych gości slawistów, zaproszonych z wielu europejskich uniwersytetów, a także tłumaczy Miłosza z Rosji. Ich spojrzenie często okazywało się szersze niż widzenie polonistów. Spory i dyskusje uruchamiały inny tok myślenia i były, jak sądzę, wielce inspirujące. W efekcie pokazaliśmy Miłosza w perspektywie jego dialogów, przygód z poezją nowoczesną, a także rozmyślań o słowiańszczyźnie, szczególnie Rosji, bo ona interesowała nas najbardziej.

Dlaczego?

Ta formuła zrodziła się pod wpływem opublikowanego niedawno przez „Zeszyty Literackie” tomu Miłosz. Rosja, Widzenia transoceaniczne, zbierającego szereg znanych już częściowo tekstów Miłosza poświęconych Rosji. Jak wiadomo, Miłosz wykładał w Ameryce o Dostojewskim. Mało kto pamięta, że jako dziecko doświadczył też rewolucyjnej Rosji, podróżując z rodzicami. Miał nawet taki moment zagubienia, gdy w gruncie rzeczy mógł przepaść w Rosji i nie wiadomo, jak potoczyłby się jego los. Jako kilkuletnie dziecko zgubił się na dworcu w Orszy i odnalazł w ostatniej chwili. Pociąg już miał odjeżdżać. Po latach symbolicznie wracał do tego wydarzenia i mówił o otchłani, która mogła go tam spotkać, która mogła go pochłonąć. Stosunek Miłosza do Rosji jest – o czym zresztą wspomnieli jego tłumacze i przyjaciele stamtąd, którzy gościli na naszej sesji i Festiwalu – połączeniem grozy i fascynacji. Warto te wątki śledzić. Spotkanie z Natalią Gorbaniewską – słynną poetką, dysydentką, przyjaciółką Miłosza – i inni bliskimi mu osobami wiele nam pokazało. Często miały miejsce spory. Rosjanie nie ze wszystkimi ocenami Miłosza się zgadzają. Natalia Gorbaniewska powiedziała na swoim wieczorze autorskim, że niektóre teksty czy tezy głoszone przez Miłosza bolą ją, ale nadal go kocha.

Miłosz jako osoba, czy jako nazwisko, jest bardzo znany, ale czy jest czytany? Czy Państwa inicjatywa odpowiada na takie pytanie?

Mam nadzieję. Pomysł na to, żeby nie zrobić w Roku Miłosza tylko kolejnej sesji naukowej, ale obudować ją całym szeregiem wydarzeń o charakterze artystycznym, wspomnieniowym, przekładowym, okazał się bardzo owocny. Właśnie spotkaniami festiwalowymi, dyskusjami panelowymi, koncertami, projektami słuchania i czytania Miłosza chcieliśmy dotrzeć do szerokiego kręgu odbiorców, zaprezentować jego myśl, zachwycić poetycką frazą. Uczestniczyła w nich zarówno młodzież, jak i osoby, które były jakoś związane biograficznie z Litwą, z Wilnem. Ci ludzie przyszli szczególnie na spotkanie z profesorem Tomasem Venclovą – poetą, eseistą, tłumaczem, przyjacielem Miłosza, niezwykłą postacią. Podobał się film Joanny Helander i Bo Persona zatytułowany Walc z Miłoszem, na który zaprosił nas Teatr Ósmego Dnia. Podobał się monodram Janusza Stolarskiego Orfeusz i Eurydyka, oparty na ostatnim poemacie Miłosza. Wzruszył wieczór autorski Natalii Gorbaniewskiej. Zainteresowały koncerty: Ulica Mandelsztama i projekt interdyscyplinarny Słuchając Miłosza. Niewątpliwie było w czym wybierać.

A czy Miłosz jest czytany? Żywe zainteresowanie szerokiego, nie tylko akademickiego grona odbiorców świadczy, że tak. Chcielibyśmy oczywiście, żeby czytano go jak najwięcej. Być może kogoś udało nam się do takiej lektury zachęcić.

Mamy nadzieję, że to nasze spotkanie z autorem będzie miało nie tylko charakter święta związanego z obchodami Roku Miłosza, ale potrwa dłużej. Może gdzieś te myśli i frazy w nas zostaną, będą żyć. Może uda się ocalić żywego poetę, oddalić – z czego ucieszyłby się sam Miłosz – ubrązowionego wieszcza.       

Zostaw Komentarz

Wypełnij wszystkie pola oznaczone gwiazdką (*).

  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria

Facebook

 © Merkuriusz Polska | Redakcja: tel.+48 61 866 78 58; +48 501 180 575, +48 515 079 888, redakcja@merkuriusz.com.pl