czwartek, 27 czerwiec 2019 22:58

100 lat Akademickich Studiów Leśnych w Poznaniu

 Z dr hab. Jarosławem Szabanem o historii jednego z najstarszych wydziałów Uniwersytetu Przyrodniczego rozmawia Viola Ordon

Wydział Rolniczo-Leśny – bo tak wówczas się nazywał, powstał w roku 1919. I tutaj warto wrócić do historii, ponieważ należałoby się zastanowić jak to się stało, że w Wielkopolsce, która nie była rejonem o dużej lesistości – powstał Wydział Leśny. Musimy się cofnąć do początków XIX wieku. 

 To wówczas grupa światłych ludzi próbowała utworzyć uczelnię leśną w Wielkopolsce. To się w pewnym sensie ziściło, nie powstała wprawdzie uczelnia, ale Wydział Leśny przy powołanym do życia sześć lat wcześniej Centralnym Towarzystwie Gospodarczym. W 1866 r. w historycznym Bazarze w Poznaniu zebrali się leśnicy i ziemianie wykształceni na zagranicznych uczelniach a przywitał wszystkich Hipolit Trąmpczyński, który zwrócił się do zebranych tymi słowy: „cieszę się, że mogłem dożyć tej chwili, że wszyscy tutaj się spotkaliśmy i że możemy wspólnie coś zrobić”. To była grupa, która miała na celu podniesienie kultury leśnej w Wielkopolsce. I tak 21 listopada 1870 roku staraniami Augusta hr. Cieszkowskiego powstała w Żabikowie Szkoła Rolnicza im. Haliny a przy niej mały oddział leśny. Wkrótce szkołę przemianowano na Wyższą Szkołę Rolniczą im. Haliny. Zebrano w niej wykształconych leśników i rozpoczęto kształcenie kadr leśnych, głównie Polaków. Szkoła została szybko zamknięta przez władze pruskie, ale dążenia do utworzenia studiów leśnych w Wielkopolsce cały czas trwały. 

Postacią, którą uważamy za „ojca” naszego wydziału jest Józef Rivoli, ale także nasz patron August hr. Cieszkowski. Należy wymienić też innych: Jana Działyńskiego, Seweryna Mielżyńskiego, Dezyderego Chłapowskiego czy Hipolita Cegielskiego. Te osoby dążyły do tego, aby powstała uczelnia leśna w Wielkopolsce. Stało się to dopiero po odzyskaniu niepodległości w 1919 roku. Należy wspomnieć o bardzo ciekawej sytuacji, otóż niewiele brakowało, a w Poznaniu nie powstałby wydział na zasadzie uczelni, tylko szkoła. Ponieważ zrzeszeni w Izbie Rolniczej ziemianie nie byli zainteresowani tym, aby został utworzony Wydział Leśny na Uniwersytecie Poznańskim. To były czasy tuż po pierwszej wojnie światowej i właściciele lasów pilnie potrzebowali fachowej szybko wykształconej kadry do pracy. 

Pod wpływem tych rozbieżności, nastąpił konflikt pomiędzy ziemiaństwem a profesorami Kozikowskim, Niklewskim – i uwaga! – żyjącym jeszcze wówczas profesorem Rivolim, który w tym momencie miał 81 lat. Przez trzy i pół miesiąca toczyła się batalia. Jedni chcieli, żeby to była szkoła. Drudzy – uniwersytet. 

Można było spełnić oba…zamiary

Ziemianie naciskali, aby uczelnia powstała w Bydgoszczy. Jednak zręczna polityka profesora Niklewskiego, Józefa Rivolego i znanego leśnika Antoniego Pacyńskiego, doprowadziła do tego, że powstał Wydział Rolniczo-Leśny. Pierwszego października 1919 roku rozpoczął swą działalność, ale był to czas, że tak powiem pustki, trzeba było zbierać kadrę, zaplecza naukowego żadnego nie było, laboratoriów brak, wszystko to tworzono od podstaw.

 Niejeden z naszych studentów po pierwszym roku studiów, zdejmował czapkę studencką, zakładał mundur i szedł na wojnę w 1920 roku. To były czasy naprawdę bardzo ciężkie. Leśnictwo jest nauką stosowaną, musi się mocno opierać o praktykę i na obserwacjach, dlatego potrzebowaliśmy obiektu, gdzie moglibyśmy prowadzić swoje badania. Były różne pomysły. Malutki lasek golęciński, który jest kawałek dalej, nie spełniał tej roli, dlatego wydział uzyskał na swoje potrzeby spory fragment lasu w Zielonce, gdzie prowadzono badania i terenowe zajęcia dydaktyczne. W okresie tworzenia uniwersytetu zrodził się pomysł, aby Wydział Leśny powstał w Kórniku. Między innymi Władysław hr. Zamoyski był jednym z pomysłodawców, aby tam powstała uczelnia leśna… i były to początki tworzenia obecnego Instytutu Dendrologii Polskiej Akademii Nauk. 

…miał fantazję, w końcu to tam rosną przysłowiowe gruszki na wierzbie…

…miał fantazję i możliwości… widział przyszłość, która się gdzieś daleko rysowała, a nie tylko, jak to często dzisiaj obserwujemy, partykularne interesy.

…to były inne czasy…

Tak, to były inne czasy. 

Już w 1919 r. przyjęto, że siedzibą Sekcji Leśnej Wydziału Rolniczo-Leśnego będzie Sołacz. Wydział nie zmienił swojego lokum, cały czas jest w tym samym miejscu zwanym dzisiaj Kolegium Cieszkowskich i Kolegium Minus, choć na początku spotkania odbywały się jeszcze w centrum miasta w Collegium Minus. I tak rozpoczęła się praca od podstaw czyli zbieranie materiałów, kontaktów, szukanie profesorów z różnych dziedzin. Trzeba było znaleźć dla nich mieszkania, kupowano domy w okolicy na potrzeby wydziału. Powolutku, powolutku dźwigał się bardzo zniszczony Sołacz – i dwór sołacki, który był w zasadzie ruiną. Zaczęły się remonty i adaptacje różnych podworskich obiektów na sale wykładowe. Vis a vis dworu stała stara gorzelnia też ruina, również ją przebudowano na potrzeby uczelni. Ciekawostką jest to, jak te czasy wspomina profesor Stecki – jeden z wykładowców: „Gdy porządkowaliśmy obejście budynków Sołacza, teren przed dworem był zasadzony kartoflami, a nieco wyżej wznosiły się ruiny gorzelni przebudowane później na zakłady wydziału”. 

To był okres ogromnego działania i rozkwitu a studenci chętnie zapisywali się na leśnictwo. 

…nawet teraz „pachnie” u państwa…historią

…tak…tu jest wszystko nią naznaczone i co więcej nie do końca wszystkie sprawy są wyjaśnione. Czasami wpadnie w ręce jakaś informacja, jakiś nieznany dokument...

W tym kontekście warto wspomnieć o ówczesnym środowisku studenckim. Ogromna potrzeba zrzeszania się spowodowała, że studenci miesiąc po powstaniu wydziału, utworzyli Koło Leśników. I jaka była potęga tamtych organizacj i, jaka chęć do działania niech świadczy fakt,że studenci ze składek społecznych prowadzili budowę akademika! Powstał przepiękny obiekt w stylu pałacowym. To jest godna podziwu historia. Wracając do tych spraw niewyjaśnionych, dopiero niedawno udało mi się dotrzeć do materiałów, które wskazały, że budynek ten w czasie II wojny został spalony dokładnie nie wiadomo czy przez Niemców czy Rosjan.

Jakie państwo macie plany w związku z tą wspaniałą rocznicą?

Nasze obchody toczą się od jakiegoś czasu. Na Uniwersytecie Przyrodniczym rozpoczęło się wszystko wernisażem „Sto lat Wydziału Rolnictwa i Bioinżynierii” i następnie 30 września 2018 roku odbyła się uroczysta msza święta, w kościele Św. Jana Vianney’a na Sołaczu. W październiku ubiegłego roku odbyło się posiedzenie połączonych Rad Wydziałów: Rolnictwa i Leśnictwa, ponieważ zaczynaliśmy razem. Był koncert galowy z okazji dnia patrona Augusta hr. Cieszkowskiego i bal przyrodnika. W kwietniu w Auli Uniwersytetu Adama Mickiewicza odbył się cudowny koncert uczelnianego Zespołu Pieśni i Tańca Łany. W czerwcu tego roku planujemy piknik leśników w naszym, przepięknym ogrodzie dendrologicznym i uroczyste, jubileuszowe obchody, które będą polegały m.in. na przekazaniu wyremontowanych budynków, ponieważ na stulecie udało nam się wyremontować dwa budynki – dawną gorzelnię, która przez wiele lat pełniła funkcję uczelnianej biblioteki i spichlerz, gdzie mieściła się Katedra Hodowli Lasu, a obecnie będzie funkcjonował Dom Absolwenta. Studenci w dniach 20-22 września planują święcić stulecie swojej organizacji czyli Koła Leśników. W związku z tym organizujemy konferencję naukową, spotkanie towarzyskie oraz bal leśnika. Bal odbędzie się w Sali Białej poznańskiego Bazaru i będzie to nawiązanie do przedwojennej tradycji. Warto bowiem przypomnieć, że bale, które organizowali studenci w okresie międzywojennym właśnie w Bazarze należały do najbardziej znamienitych w Poznaniu.

Czym się różni gospodarka leśna sto lat temu a dzisiaj?

To ogromna różnica. Sto lat temu podstawową funkcją lasu było dostarczenie surowca. Las miał produkować drewno, służyć polowaniom, w niewielkim stopniu odpoczynkowi. Wówczas w większości były w rękach prywatnych i nie było do nich wstępu. 

Dzisiaj pełnią zupełnie inną rolę. Stopniowo na znaczeniu zyskują funkcje pozaprodukcyjne i my naprawdę mamy tego świadomość. To, do niedawna podstawowe zadanie ewoluuje w kierunku stworzenia tzw. wielofunkcyjnej, harmonijnej gospodarki leśnej. Dużą wagę przywiązujemy do działalności naukowej i dydaktycznej wskazującej np. w jaki sposób najlepiej pobierać surowiec drzewny aby nie powodować nadmiernych szkód w środowisku. Nie można powiedzieć, że doprowadzimy do tego, że lasów nie będziemy użytkować. Nawet najbogatsze państwa na świecie sobie na to nie mogą pozwolić. Drewno jest potrzebne, polski przemysł drzewny zatrudnia około 300 tysięcy osób. A do tego jesteśmy potentatem, jeżeli chodzi o przemysł meblarski. Jednak zdajemy sobie sprawę już od dawna, że musimy zachować najcenniejsze fragmenty lasu, pozostawiając je w nienaruszonym stanie. Jest też coraz więcej terenów chronionych. 

Gospodarka leśna przed 1989 rokiem miała służebną rolę wobec przemysłu drzewnego, który potrzebował surowca i Lasy Państwowe musiały go dostarczyć. 

Tak, dochodziło do takich sytuacji, że tereny, które były niedostępne, zabagnione, meliorowano, byle pozyskać drewno.

 W momencie, gdy zmieniła się gospodarka w Polsce, jest dokładnie odwrotna sytuacja. Ale musimy mieć też świadomość, jaki chcemy cel osiągnąć. Bo jeżeli np. w lesie rośnie roślinka, która jest chroniona, bardzo cenna, już ginąca, to trzeba pamiętać, że bywają takie sytuacje, że trzeba czasami przeprowadzić zabieg usunięcia części drzew, bo inaczej drzewa rozbudowując korony zablokują dostęp światła i chroniona roślinka zginie. Trzeba coś wybrać, mieć świadomość celu.

Straciliśmy sporo drzewostanów przez wojny. Czy już udało się uzupełnić? 

Ogromne straty zanotowaliśmy w czasie pierwszej i drugiej wojny światowej. Wojny zakłócały naturalny tok życia lasu. Żaden zaborca nie był zainteresowany, żeby chronić las, obojętnie, z której strony nas napadał. Nie tylko przesuwający się front czy bezpośrednie walki go niszczyły. Często mieliśmy do czynienia z planową, rabunkową działalnością. Odnowieniem i przywróceniem naturalnej harmonii w lesie nikt z zaborców czy najeźdźców się nie przejmował. Nawet dzisiaj po kilkudziesięciu latach od zakończenia działań wojennych spotykamy fragmenty drzewostanu, gdzie są zarośnięte odłamki bomb i kul karabinowych. 

Leśnicy zapisali piękną kartę po wojnie zalesiając trzy miliony hektarów. To one stanowią trzon dzisiejszych przepięknych drzewostanów, które właśnie dojrzewają. 

Czy macie państwo pomysł na uwzględnienie w swoich działaniach zmian klimatycznych?

Zmiany klimatyczne mocno przyśpieszyły. Ten świat, który obserwujemy, troszeczkę zaskakuje, nie tylko leśników. Symptomy zmieniającego się klimatu, już jakiś czas temu były widoczne i jednym z takich przykładów może być świerk. W XIX w. zachwycano się jego możliwościami produkcyjnymi czyli możliwością wyprodukowania dużej ilości dobrego jakościowo drewna w stosunkowo krótkim czasie i sadzono go w nadmiernych ilościach w monokulturach. Dzisiaj może się okazać, że świerk przy zmieniającym się klimacie, w naszej szerokości geograficznej nie przetrwa, dlatego od wielu lat trwa przebudowa tych drzewostanów...

Na jakie?

Na mieszane, głownie liściaste, wielogatunkowe bardziej odporne na zmiany klimatyczne. 

Kiedyś już były zmiany klimatyczne...

Tak, znamy je z literatury. Zimą zakwitały rośliny kwitnące zwykle latem, znamy też doniesienia, że Bałtyk zamarzał, a gdzieś,na środku była karczma i można było saniami do Szwecji pojechać, zmiany były zawsze. Podobnie jak katastrofy chociażby takie jak potężne burze czy wichury, jak ta, która zdarzyła się w Polsce dwa lata temu i dokonała chyba największych zniszczeń lasu od czasu wojny. Niedaleko, bo chociażby w powiecie gnieźnieńskim, mamy do dziś olbrzymie powierzchnie na których trwa mozolna praca nad odnowieniem zniszczonych powierzchni.

Co wydział wnosi do gospodarki leśnej

Myślę, że nowoczesne podejście oparte na stuletnich doświadczeniach..Chronimy najcenniejsze przyrodniczo leśne ostępy. 

Udostępniamy go w coraz większym stopniu społeczeństwu między innymi poprzez ścieżki dydaktycznych, materiały informacyjne, aplikacjie na telefon …

poprzez współpracę międzynarodową…

Granice od wielu lat są otwarte. Nasi studenci wyjeżdżają na studia do Szwecji, mamy wieloletnią wymianę studencką z Uniwersytetem w Irkucku, jeżdżą na konferencje do Niemiec, Czech, Węgier czy na Ukrainę. Przebywając za granicą czasami widzimy troszeczkę inny las, proszę jednak pamiętać, że się nie da pewnych dzialań czy doświadczeń przenieść na nasz grunt. Coś co rośnie w Szwecji czy Wielkiej Brytanii niekoniecznie przyjmie się w Polsce …i odwrotnie

 Wielka Brytania na przykład jest takim krajem, gdzie przez wiele lat zwożono z całego świata i sadzono różne obce gatunki. Dzisiaj okazało się, że pewne rośliny znalazły na tyle dogodne warunki do rozwoju, że stały się zbyt ekspansywne. Podam przykład różaneczników które tak lubimy i które pięknie kwitną w naszych ogrodach, tam w lasach są zwalczane chemicznie. Widziałem egzemplarze wielkości sporego domu. 

Pięknie to musi wyglądać…

Przepiękne, na siedem, osiem metrów wysokości… ale co za dużo to niezdrowo…

Osobiście jestem zwolennikiem nierozprzestrzeniania obcych gatunków. Natura sama wskazała nam kierunek i nie poprawiajmy Pana Boga. Co innego las, a co innego plantacja. 

Kiedyś była taka moda, z zagranicy trzeba było coś przywieźć, jechał Chłapowski do hrabstwa Norfolk, uczył się rolnictwa i pewnie też coś przywiózł… poza wiedzą i maszynami.

Znaleźliśmy artykuł jednego z leśników, który wspomina, że Fryderyk Chopin przyjeżdżając do Polski z podróży po Francji, przywiózł sadzonkę – sosnę wejmutkę. To była wtedy egzotyczna rzadkość. Dzisiaj jest bardzo popularna, zwłaszcza w ogrodach. Zachowała się informacja, że w obecności kompozytora sosenka ta została posadzona, przy pałacu arcybiskupim w Poznaniu. Policzyliśmy, gdyby do dzisiaj rosła, musiałaby mieć około dwustu lat. Więc studenci z naszego Koła Leśników, udali się do pałacu arcybiskupiego, poprosili o możliwość przeprowadzenia wizji lokalnej. Otrzymali stosowną pomoc miejscowego ogrodnika i przeszli cały teren. Jest tam kilka innych wejmutek, ale ta się nie zachowała, prawdopodobnie została zniszczona przy rozbudowie ul. Kard. Wyszyńskiego. Szkoda…

...ale historia jest...

Warte uwagi

Organizujemy eventy firmowe

event1

Dom Wydawniczy Netter – wydawca magazynu Merkuriusz Polska prowadzi również działalność w obszarze organizowania konferencji, zjazdów, jubileuszy oraz „lecia” firm. Możemy pochwalić się ciekawymi rozwiązaniami, pełnym oddaniem w realizację danego projektu i fantazją. Najważniejszy dla nas jest zleceniodawca i to jemu służymy całą naszą wiedzą, dlatego uważamy, że warto być właśnie z nami.

Więcej…

 © Merkuriusz Polska | Redakcja: tel. +48 501 180 575, +48 515 079 888, Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.