niedziela, 10 marzec 2019 22:37

EMPATIA POLSKA

Z prezesem fundacji Empatia Andrzejem Walczakiem
rozmawia Merkuriusz

Zanim przejdziemy do konkretów proszę się przedstawić. 

Urodziłem się w Poznaniu, ukończyłem mechanizację rolnictwa na tutejszej Akademii Rolniczej więc techniczne zagadnienia, praca w stali były czymś, co zawsze mnie interesowało. Już w liceum chciałem dostać się na Politechnikę Gdańską na Wydział Budowy Okrętów no i ta pasja we mnie została. Tymczasem pracowałem w swoim zawodzie i w latach 1979-99 odbyłem praktykę mechanizacyjną na wielkiej farmie w Stanach Zjednoczonych. Zobaczyłem tam inny świat, w czasach, kiedy w Polsce jeździło się syrenką czy trabantem. Ponieważ miałem możliwość żeglowania jako skiper na dużych jachtach, połknąłem jeszcze bardziej bakcyla żeglarstwa na wielkiej wodzie... Po powrocie do Polski postanowiłem, że na pewno będę budować jachty. Czas płynął a życie ciągle przestawiało moje priorytety. Wreszcie zaczęła powstawać wymarzona jednostka typu Bruce Roberts 46 według projektu Bruce’a Robertsa. Przywiozłem od tego sławnego amerykańskiego projektanta stalowych jachtów dokumentację takiego właśnie dzielnego oceanicznego statku, a co ważne, w tamtych czasach, również papierowe szablony wręgów, w skali 1:1. Przewoziłem je w wielkiej tubie, której zawartość zaciekawiła celników na Okęciu, przez co zatrzymali mnie na 48 godzin dla zbadania, co może ta dokumentacja zawierać groźnego dla Polski. 

 Czy wcześniej spotykał Pan niepełnosprawnych?

Tak, spotykałem wielu z nich. Polubiłem tych ludzi, podziwiałem za to, że mimo ograniczeń, a byli to ludzie niewidomi, bez nóg, na wózkach inwalidzkich i z różnymi schorzeniami, mieli ten upór, chęć pokonywania barier i zamiłowanie do żeglarstwa oraz marzenie o żeglowaniu po morzu. Odwiedzali mnie w Pleszewie w wielkim namiocie, w którym prowadziłem budowę. Ciekawił ich duży morski akwen, nieograniczona przestrzeń, horyzont, większa fala i … sztormy. Pytali, czy zaproszę ich na pełne morze. Mój jacht ma czternaście i pół metra długości, waży dwadzieścia ton, jest ogromny i robił w swoim namiocie imponujące wrażenie. Ci niepełnosprawni, już przyjaciele, zarzucili mnie pomysłami i ciekawymi rozwiązaniami. Byłem zdumiony i oczarowany ich marzycielską postawą i pomysłowością. Mówili, że ‘‘niemożliwe jest możliwe‘‘, a to, co możesz wymyślić, możesz również zrealizować. Pokochałem tych ludzi bardzo i bardzo się z nimi zżyłem. Postanowiłem po kilku miesiącach, że jednak zmienię plan i nie popłynę w samotny rejs dookoła świata dla zaspokojenia własnych aspiracji tylko że będę żeglował z tymi niepełnosprawnymi marzycielami po Bałtyku, a może w przyszłości też gdzieś dalej. Kiedy moi nowi kibice za pomocą listów, internetu, smsów wymieniali się informacją (bo to środowisko jest ze sobą bardzo zżyte i zintegrowane), że powstaje w Pleszewie taka jednostka na której niepełnosprawni będą mile widziani, to z dnia na dzień zaczęli gremialnie przyjeżdżać z różnych stron Polski i oglądać z wielkim zaciekawieniem, postępy w budowie. Wtedy stwierdziłem, że mój projekt stał się ogromnie popularny. Do tego czasu pokazując go mówiłem: „patrzcie to mój jacht”, ale coraz częściej słyszałem, kiedy buszowali na pokładzie, albo pod nim, że to jest nie mój, ale „nasz jacht”. To mnie bardzo zaskoczyło, ale jednocześnie bardzo wzruszyło. W moich marzeniach już nie byłem sam, bo byłem z nimi, moimi ślepymi, kulawymi, garbatymi przyjaciółmi, którzy w swoim bardzo trudnym życiu zawsze szukali empatii innych. Utworzyli grupę zwariowanych fanów żeglarstwa, która mnie wspierała, a ja postanowiłem, że mój – nasz jacht powinien mieć piękną nazwę … Ta nazwa to Empatia Polska.

To brzmi wzruszająco, co było dalej?

Empatię Polską zwodowaliśmy w Szczecinie w drugiej połowie kwietnia 2015 roku. Była to niesamowita sobota – dzieło mojego życia stanęło na wodzie. Kiedy Mirek Marciniak postawił maszty, postanowiłem tego samego wieczora zostać na nim ze śpiworem i spędzić z moją ukochaną Empatią pierwszą noc na wodzie, tak zupełnie sam na sam. To była naprawdę niezwykła, magiczna noc. Wieczorem zachodni wiatr napierał na oba maszty i po raz pierwszy stojąc na cumach zaczął lekko się kołysać. Po chwili dało się słyszeć charakterystyczne dźwięki, wyraźnie poczułem że jacht ma duszę i stał się „żywą istotą”. Włożyłem w niego kawał mojego życia, całe moje serce i połowę duszy, aby w nim pozostała, bezpiecznie i dalej prowadziła po morzach i oceanach.

Powoli przygotowywaliśmy się do żeglowania, nie tylko po Bałtyku i w każdych warunkach pogodowych. W dniu 24 maja 2015 roku po przepłynięciu ze Szczecina do Gdyni odbył się uroczysty chrzest. Była to pięknie oprawiona przez Marynarkę Wojenną i harcerzy uroczystość w sobotnie południe. Zaproszeni goście dopisali fantastycznie. Prezes Pomorskiego Związku Żeglarskiego nasz ukochany przez osoby niepełnosprawne, Bogdan Witkowski i inne, równie ważne osobistości uczestniczące w tym wydarzeniu nie ukrywali zdumienia bo przybyli dwaj rektorzy, Komandorzy z Wyższej Szkoły Morskiej z Gdyni, był na chrzcinach rektor Politechniki Poznańskiej i rektorzy AWF z Poznania i Gdańska oraz pani rektor z Akademii Medycznej w Łodzi. Patronatu honorowego nad uroczystością chrztu jachtu Empatia Polska udzielił pan prezydent Gdyni, Wojciech Szczurek wraz z małżonką Barbarą. Wszyscy bardzo zainteresowali się tematem jachtu dla niepełnosprawnych, bo do tej pory nic podobnego w Polsce nie powstało. Zrozumiałem, że zrobiłem coś bardzo ważnego. Poczułem się spełniony, ponieważ umożliwiłem realizację marzeń osobom niepełnosprawnym:. Krąg zainteresowanych takim właśnie żeglarstwem był ogromny. Trzeba wiedzieć, że Polsce jest prawie 4 miliony takich osób…

Czy Pana działania ktoś dofinansowywał?

Dobre pytanie, byłem kiedyś człowiekiem dosyć zamożnym, w budowę jachtu włożyłem absolutnie całe oszczędności życia. Potem założyłem Fundację, którą nazwałem Empatia, jestem jej prezesem do teraz. Chciałem jakoś sformalizować kwestię pozyskiwania finansów od sponsorów. Wydawałoby się, że jacht powinien sam na siebie zarobić, ale często okazywało się, że osoby niepełnosprawne są biedne, bo otrzymują niewielką rentę, a ja i kapitan nie mieliśmy serca, żeby odmówić komuś kto przyjechał i nie miał pieniędzy, żeby zapłacił pełną opłatę za żeglowanie, która jest w granicach 70-100 złotych za tzw. dobo-koję. Na szczęście spotkałem wiele osób, które nas dofinansowywały mniejszymi lub większymi kwotami. Dzięki temu mogliśmy żeglować w pierwszym sezonie aż do grudnia, mimo że było zimno, padał deszcz, a czasem śnieg. To pokazało nam jak bardzo to środowisko potrzebuje żeglarskiej przygody. Mój przyjaciel, kapitan Andrzej Kwiatkowski, wraz z ukochaną Danusią Przewoźną zawładnęli jachtem i od początku do teraz zapewniali uczestnikom rejsów absolutne bezpieczeństwo i świetną atmosferę. Żeglowaliśmy w przeróżnych warunkach, nawet podczas sztormu, który miał 8 – 9 stopni w skali Beauforta, gdy wracaliśmy ze Szwecji do Gdyni. Jacht sprawdził się i okazał „suchym”, czyli takim, który nie nabiera wody na pokład, tylko odbija fale na boki. Uważam, że to niezwykle udana i bardzo bezpieczna konstrukcja, która na warunki Bałtyku przekroczyła moje oczekiwania. Do dziś na moim statku nikomu nic się nie stało. Proszę sobie wyobrazić, że każdego roku żeglowało na nim kilkaset niepełnosprawnych osób. Wiem już teraz, że potrafię zbudować większą i bezpieczną jednostkę a kapitan Kwiatkowski potrafi bezpiecznie żeglować z niepełnosprawnymi.

No właśnie, podobno ma Pan w planach budowę kolejnego jachtu?

Tak. Następny projekt powstał dzięki niepełnosprawnym na wózkach oraz niewidomym. To oni w pewnym sensie sprowokowali mnie do tworzenia nowego projektu, a może i wybudowania większej jednostki, na której byłyby wszystkie niezbędne udogodnienia, których jednak na Empatii Polskiej brakuje. Mam na myśli między innymi dostępną dla niepełnosprawnych pełnowymiarową toaletę z poręczami, z właściwej szerokości drzwiami. Taką, żeby osoba na wózku inwalidzkim mogła swobodnie wjechać i z niej korzystać. Zaczęliśmy nieśmiało tworzyć wstępną dokumentację, założenia projektowe i wykaz niezbędnych innowacji. Uznaliśmy, że będzie on o cztery metry dłuższy i dwa metry szerszy od Empatii. Wydłużony kadłub przy aż takiej dużej szerokości pozwoli na zaplanowanie na pokładzie i półpokładach bezpiecznych ciągów komunikacyjnych dla wózkowiczów, czy ludzi poruszających się o kulach. Chodzi o to, żeby nie potykali się na pokładzie o przeszkody, co jest normą. W ciągu tych kilku lat budowy pierwszego jachtu oraz przez cztery lata żeglowania spisałem setki stron notatek i rysunków, oraz spostrzeżeń, jakie przekazywali mi kapitan i żeglujący. Tak zgromadzona wiedza pozwoliła nam stworzyć koncepcję nowego, absolutnie innowacyjnego projektu, dedykowanego tym „najtrudniejszym” grupom niepełnosprawnych. Mając już doświadczenie wiedzieliśmy co i jak trzeba zmienić. 

Mamy w tej chwili wstępnie naszkicowane elementy dokumentacji i pewność, że wymyśliliśmy w Wielkopolsce, w Poznaniu, konstrukcję takiego jachtu, na którym możemy zrealizować bogaty program żeglowania z osobami o wszelkiego rodzaju niepełnosprawnościach. Nawet z rodzicami i ich małymi niepełnosprawnymi dziećmi oraz z seniorami. Niech powstanie w Poznaniu wyjątkowy jacht, który będzie podziwiał cały świat żeglarski a niepełnosprawni w szczególności.

Wspominał pan o współpracy z Rektorem Politechniki Poznańskiej, jego magnificencją profesorem Tomaszem Łodygowskim.

Tak, było to w roku 2014, kiedy byliśmy na etapie poszukiwania kilku rozwiązań technicznych ukierunkowanych na potrzeby niepełnosprawnych. Przykładowo chodziło o schody prowadzące pod podkład, nad którymi musi być zamontowana winda nadschodowa dla osób na wózku inwalidzkim. Rektor na naszym pierwszym spotkaniu 08 sierpnia 2014 roku stwierdził, że do rozwiązania wielu trudnych kwestii technicznych niezbędni są profesorowie z wiedzą, aparaturą pomiarową, umiejętnością liczenia, projektowania i takiego wykonywania dokumentacji, żeby wszystkie techniczne innowacje, które w warunkach morskiego rejsu są poddawane trudnym próbom wytrzymałościowym były niezawodne i jednocześnie proste w obsłudze.

Innym przykładem obiektów technicznych na jachcie może być wózek inwalidzki, który w warunkach morskich jest poddawany znacznie większym obciążeniom. Będą też zainstalowane specjalne instrumenty nawigacyjne, na przykład takie, jak mówiący kompas, żeby niewidomy, który stoi za sterami słyszał, jakim kursem płynie i z jakiego kierunku wieje wiatr. Będzie również autopilot, który pozwoli niewidomej osobie czuć się jak prawdziwy widzący żeglarz. Tych różnego rodzaju urządzeń, również dla niesłyszących będzie znacznie więcej.

Tego wszystkiego, co ma niepełnosprawnym umożliwić żeglowanie, dzięki profesorom i inżynierom – twórcom wskazanym przez rektora Tomasza Łodygowskiego będzie wiele. Będą to obiekty zaprojektowane i wykonane na Politechnice Poznańskiej, dlatego jestem panu Rektorowi za to niewypowiedzianie wdzięczny. Jacht, mimo że będzie naszpikowany elektroniką i hydrauliką, jest tak pomyślany, aby był konstrukcją bezpieczną. Nawet gdyby wszystkie systemy wspomagające funkcjonowanie niepełnosprawnych zawiodły, to nie spowoduje to w załodze paniki. Zawsze pozostanie w rezerwie manualny system ręcznego sterowania, który pozwoli żeglować w sposób tradycyjny, taki, jaki mieli na swoich łodziach i kutrach wikingowie i rybacy wieki temu.

Słyszałam, że miał pan kilku krytyków pana poczynań…

 Krytyki się nie boję.. Zwłaszcza, kiedy krytycy chcą krytykować prawie wszystko i dyskutować, zmuszają autora pomysłu do myślenia. Cenię sobie spotkania i twórcze dyskusje, bo one mnie rozwijają. Na Politechnice spotkałem wielu znakomitych profesorów, którzy życzliwie zwracali mi uwagę na aspekty związane z bezpieczeństwem, sprawnością żeglowania i z całą masą innych technicznych kwestii, które były ich specjalnością. Chciałem za to bardzo podziękować szczególnie tym naukowcom, z którymi współpracuję już od kilku lat. Dzięki nim stałem się mądrzejszym i ostrożniejszym człowiekiem, poszerzyłem swoje horyzonty, jeśli chodzi o kwestie techniczne, a szczególnie proces tzw. projektowania uniwersalnego. Wcześniej budowałem intuicyjnie, według nieco prymitywnej dokumentacji sprzed wielu lat. Obecnie uczestniczę w projektowaniu przy udziale nowoczesnych programów, doskonale wykształconych naukowców z udziałem drukarek 3D i z projektowaniem trójwymiarowym. Ponadto do zaprojektowania konstrukcji kadłuba i ożaglowania z setką wszelkich instalacji i wyliczeń zaprosiliśmy najlepszego w Polsce konstruktora dużych stalowych jachtów oceanicznych, pana Juliusza Strawińskiego z Yacht Studio Strawiński-Sopot. Daje to gwarancję stworzenia jednostki o niezwykłej urodzie, doskonałej nautycznie i wytrzymującej każdy sztorm oraz akweny zalodzone. Żeglarze niepełnosprawni to twardziele mający również aspiracje żeglowania na Grenlandię i Spitzbergen.

Jak będzie finansowany jacht „na co dzień“, jeśli tak można powiedzieć…

Jestem przekonany, że jeśli jacht ten zostanie zwodowany i zacznie być eksploatowany, spotka się z ogromnym zainteresowaniem stowarzyszeń żeglarskich osób niepełnosprawnych, których na świecie jest ponad 350. Jestem pewien, że będziemy mogli ten projekt skomercjalizować i w ciągu 10 lat planujemy zbudować około 20 takich jachtów dla niepełnosprawnych z różnych krajów.

Dzięki rektorowi Politechniki Poznańskiej już we wrześniu 2017 roku został stworzony kilkuosobowy zespół naukowców, który miał za zadanie stworzyć koncepcję projektu szkunera żaglowego dla osób niepełnosprawnych i przygotować wniosek do Narodowego Centrum Badawczo Rozwojowego, który umożliwiłby uzyskanie dofinansowania unijnego. Narodowe Centrum i Ministerstwo Szkolnictwa Wyższego ogłasza różnego rodzaju konkursy na projekty realizowane przy udziale uczelni i różnych innowacyjnych firm. To dobrze, bo na realizację ciekawych tematów, pomysłodawców często nie stać.

Uzyskał Pan takie unijne dofinansowanie?

Na początku roku 2018 złożyliśmy wniosek o dofinansowanie projektu przygotowanego pod kierunkiem niezwykłego naukowca i mojego guru, dr hab. Przemysława Kurczewskiego. Pan Kurczewski bardzo zaangażował się w przygotowanie tego projektu, zebrał zespół fantastycznych, świetnie rozumiejących się osób, które posiadają bardzo różne, a jednocześnie uzupełniające się kompetencje. Cieszę się, że mogłem i nadal mogę w pracy tego zespołu uczestniczyć zwłaszcza, że jego pracy towarzyszy wyjątkowa atmosfera. Zespół stworzony przez dr Kurczewskiego wykonał gigantyczną pracę tworząc wszystkie niezbędne elementy wniosku oraz budując otoczenie biznesowe dla całego przedsięwzięcia. Kwestie, które mi wydawały się kluczowe, jak koncepcja techniczna, szczegółowy harmonogram i kosztorys oraz bardzo dokładne rozpisanie poziomów odpowiedzialności w tego niezwykłego zespołu okazały się zagadnieniami łatwymi do przygotowania. Wiele więcej pracy wymagały kwestie, z których w ogóle nie zdawałem sobie sprawy przystępując do przygotowania projektu. O nich jednak wiem, że nie powinienem mówić, bo to technologia, którą członkowie zespołu dr Kurczewskiego nie chcą się dzielić.

Następnym krokiem był tzw. panel ekspertów, na który zostaliśmy zaproszeni przez NCBiR. Przed ekspertami mieliśmy możliwość zaprezentować szczegóły projektu i ludzi, którzy będą w jego realizację zaangażowani. Spotkanie z ekspertami miało charakter „przesłuchania”, z którego wyszliśmy obronną ręką. Kilka tygodni później został ogłoszony wynik.

Proszę sobie wyobrazić, że na 34 projekty, które otrzymały finansowanie nasz dostał 3 lokatę. Byliśmy szczęśliwi i mieliśmy ogromną satysfakcję. To był jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu. Rektor zaprosił nas na kawę, pączki i gratulował nam, a my z kolei gratulowaliśmy panu rektorowi, że jego Politechnika otrzymała zielone światło dla realizacji wspólnego projektu.

Czy jest to zatem wspólny projekt z Politechniką Poznańską?

Tak. Powołana przeze mnie spółka Europa’s Cup FD & Yachts Sp. z o.o. (w rozwinięciu FD oznacza for disabled) razem z Politechniką utworzyła konsorcjum celowe, którego zadaniem jest zrealizowanie projektu i wybudowanie prototypu jachtu dla niepełnosprawnych, na którym będą oni mogli być czynnymi uczestnikami rejsów, a nie tylko pasażerami.

Przed nami jeszcze wiele wyzwań, ale nie ukrywam, że byłoby to bardzo miłe, gdyby po wielu latach na Bałtyku znów pojawił się jacht z Poznania. Był kiedyś taki klasyczny, przepiękny machoniowy jacht Wielkopolska ale od 30 lat już nie pływa, zużył się technicznie. Żeglują takie jachty armatorów ze śródlądzia, jak: Wojewoda Pomorski, Rzeszowiak, Dar Przemyśla, Roztocze, Euros z Bydgoszczy, Wojewoda Koszaliński, Nike Warszawska, Wojewoda Szczeciński, Panorama z Wrocławia, natomiast jachtu z Poznania nie ma.

Wierzę, że pokonamy wszystkie problemy, tak jak te wcześniejsze i już niedługo poinformujemy Panią Redaktor i Szanownych Czytelników, że rusza budowa kadłuba i cały proces realizacji projektu. Dziękuję, że mogłem opowiedzieć o naszym projekcie i idei, która ma szansę odmienić życie wielu osób niepełnosprawnych na całym świecie.

Warte uwagi

Organizujemy eventy firmowe

event1

Dom Wydawniczy Netter – wydawca magazynu Merkuriusz Polska prowadzi również działalność w obszarze organizowania konferencji, zjazdów, jubileuszy oraz „lecia” firm. Możemy pochwalić się ciekawymi rozwiązaniami, pełnym oddaniem w realizację danego projektu i fantazją. Najważniejszy dla nas jest zleceniodawca i to jemu służymy całą naszą wiedzą, dlatego uważamy, że warto być właśnie z nami.

Więcej…

 © Merkuriusz Polska | Redakcja: tel. +48 501 180 575, +48 515 079 888, Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.