wtorek, 27 grudnia 2011 00:52

Konieczny kompromis

Z Wojciechem Sztubą, partnerem zarządzającym TPA Horwath, rozmawia Mariola Zdancewicz

Z Pana wypowiedzi wynika, że państwo być może w przyszłości zmieni regulacje dotyczące rozliczania podatków przez przedsiębiorców, co z jednej strony ograniczyłoby biurokrację, a z drugiej stworzyło nowe możliwości outsourcingu funkcji podatkowych do firm doradczych, takich, jak TPA Horwath. Dziś wiele z tych obowiązków przedsiębiorstwa muszą wykonywać same.

Rzeczywiście, Polska jest dzisiaj jednym z niewielu państw, których system podatkowy wymusza na przedsiębiorstwach obowiązek comiesięcznego rozliczania podatku dochodowego. Oznacza to, że to, co za granicą przypada raz do roku, u nas w praktyce robi się co miesiąc, a firmy muszą w tym celu utrzymywać rozbudowane służby finansowo-księgowe. W efekcie rynek outsourcingu funkcji podatkowych jest ograniczony, ponieważ zadania, które w Niemczech, Francji czy Austrii często powierza się zewnętrznemu doradcy, firmy zmuszone są realizować same. Z pewnością ogromnym ułatwieniem dla polskich przedsiębiorstw byłoby przybliżenie systemu rozliczeniowego w Polsce do modelu dominującego w innych krajach Europy, gdzie podatek dochodowy rozlicza się rocznie. Należy oczekiwać, że prędzej czy później Polska dostosuje się w tej mierze do bardziej konkurencyjnych rozwiązań, co nie tylko ułatwi życie przedsiębiorcom i obniży ich koszty stałe, ale także stworzy dodatkowy obszar rynku dla doradców.

Natomiast jeżeli chodzi o dalsze rokowania co do zmiany otoczenia biznesowego firm doradczych, to trzeba zauważyć, że obecnie Polska jest głównie importerem kapitału i w tym kontekście powinny wkrótce wystąpić istotne zmiany. Dziś dominujący udział w rodzimym PKB, obok przedsiębiorstw polskich, mają firmy międzynarodowe, które lokują u nas swoje inwestycje. Jesteśmy bez wątpienia atrakcyjną lokalizacją inwestycyjną z uwagi na duży rynek wewnętrzny, niskie podatki i koszty pracy czy względną stabilność polityczno-prawną. Tymczasem skala polskich inwestycji za granicą jest na razie relatywnie niska. W przyszłości rosnąca konkurencyjność polskiej gospodarki oraz potencjał inwestycyjny polskich przedsiębiorców przyczynią się, jak sądzę, do tego, że Polska stanie się liczącym się eksporterem kapitału, a wiele spośród znaczących firm multinarodowych będzie miało swoją siedzibę w naszym kraju. To z pewnością okaże się także ciekawym wyzwaniem dla polskich doradców, ponieważ będą mieli możliwość kreowania rozwiązań nie tylko lokalnych, ale i międzynarodowych.

Zawirowania w strefie euro sprawią być może, że łatwiej będzie rozmawiać o harmonizacji opodatkowania CIT w UE. Komisja Europejska w szybkim tempie przygotowała i przedłożyła projekt dyrektywy CCCTB. Czy w czasie polskiej prezydencji udało się coś w tej kwestii zrobić?

Polski rząd analizował ten temat jeszcze przed rozpoczęciem naszej prezydencji, jednak w ostatnim półroczu nie podjęto istotnych dyskusji, także z uwagi na fakt, iż wszelkie wcześniejsze założenia realizacyjne dla prezydencji musiały zostać zweryfikowane pod naporem błyskawicznych zmian sytuacji gospodarczej eurostrefy i wspólnoty jako całości. Dzisiaj jednak, właśnie z uwagi na to, że borykamy się z poważniejszym niż zakładano kryzysem, podjęcie rzetelnej dyskusji na temat CCCTB wydaje się tym bardziej konieczne. Harmonizacja, przynajmniej częściowa, opodatkowania dochodu przedsiębiorstw wydaje się bowiem niezbędnym elementem nowych rozwiązań zmierzających ku unii fiskalnej, do jakich 26 państw członkowskich zobowiązało się podczas grudniowego szczytu w Brukseli. Warto przy tym zaznaczyć, że nigdy nie było dotąd mowy o jednolitej stawce podatku dochodowego. Harmonizację CIT w modelu CCCTB zaproponowanym w ogłoszonym projekcie dyrektywy należy rozpatrywać wyłącznie w kwestii ujednolicenia i konsolidacji bazy podatkowej, czyli wprowadzenia jednakowych norm ustalania podstawy opodatkowania w różnych państwach oraz skonsolidowanego opodatkowania międzynarodowych grup kapitałowych. Konsekwencją takiego kroku może wprawdzie być podjęcie w przyszłości dyskusji o ujednoliceniu stawki CIT lub przynajmniej wprowadzeniu stawki minimalnej, lecz i do tego tematu należy podejść bez zbędnych uprzedzeń, ponieważ dla Polski nie muszą to być rozwiązania niekorzystne.

Czy ten projekt jest dobry dla słabszej od Niemiec, Francji i innych państw Unii Europejskiej polskiej gospodarki?

Znaczna część wypowiadających się na temat koncepcji CCCTB ekspertów pozostaje jej raczej niechętna, z obawy przed ujemnymi skutkami harmonizacji dla Polski, której system opodatkowania CIT uchodzi za konkurencyjny na tle średniej europejskiej. Niektóre kraje, jak np. Irlandia, a także Komisja Europejska, przeprowadziły analizy wpływu dyrektywy CCCTB na gospodarki państw UE, których wyniki także nie były zachęcające. W większości scenariuszy wprowadzenia takiej zmiany jest więcej przegranych niż wygranych. Analizy te mają jednak tę wadę, że poddają ocenie krótkookresowe skutki CCCTB, podczas gdy efekty w długim okresie, które są przecież najważniejsze, trudno oszacować i nie zgromadzono odpowiedniej wiedzy na ten temat.

Model CCCTB byłby z pewnością korzystny dla polskich podatników, ponieważ wspólne reguły ustalania bazy w CIT byłyby prostsze i mniej dotkliwe, niż współczesne regulacje polskiej ustawy. Jednak także dla skarbu państwa nie musi to być rozwiązanie niekorzystne, zwłaszcza gdyby koncepcja CCCTB miała zostać zrealizowana nie przez dyrektywę wiążącą całą wspólnotę, lecz w formule tzw. wzmocnionej współpracy, którą może podjąć co najmniej dziewięć państw UE. Gdyby Polska znalazła się w tej grupie np. jako jedno z nielicznych państw Europy Środkowo-Wschodniej, nasza gospodarka mogłaby znacząco zyskać na konkurencyjności, co pozwoliłoby zniwelować ewentualne ujemne skutki CCCTB.

W związku z ostatnim szczytem w Brukseli, dalsze losy projektu dyrektywy CCCTB są z jednej strony trudne do przewidzenia, bo raczej nie możemy liczyć na jednomyślność całej wspólnoty, która jest wymagana dla przyjęcia dyrektywy podatkowej. Z drugiej jednak strony zarys modelu CCCTB może się stać elementem szerszej koncepcji integracji fiskalnej państw członkowskich.

Czy sądzi Pan, że to jest realne?

Cóż, w warunkach ostrego kryzysu pomysły, które wcześniej wydawały się nie do przyjęcia, mogą zyskać poparcie. Jeśli dziś ogólnie mówi się o integracji czy federalizacji wspólnoty na poziomie polityki fiskalno-budżetowej, to w szczegółach musi to oznaczać kilka ważnych reguł ograniczających suwerenność państw członkowskich. Nie musi się wśród nich w pierwszym rzędzie znajdować harmonizacja CIT, ale nie zdziwiłbym się, gdyby uczyniono z niej część szerszego projektu zmian.

Chciałabym nawiązać do świeżo wydanego przez Państwa raportu na temat energetyki wiatrowej w Polsce. Jakie najważniejsze wnioski z niego wynikają?

Nasz raport to przede wszystkim pogłębiona analiza rynku, perspektyw jego dalszego rozwoju oraz istniejących barier inwestycyjnych. Sytuacja w tej gałęzi gospodarki jest niezwykle dynamiczna, na co wpływ mają intensywne i częste zmiany w prawie i w otoczeniu biznesowym.

Patrząc podmiotowo, rynek energetyki wiatrowej zasadniczo dzieli się na deweloperów, czyli firmy, które przygotowują projekty wiatrowe do realizacji i ewentualnie realizują je, oraz inwestorów, którzy nabywają od deweloperów projekty inwestycyjne. Nasz raport skierowany jest do obu tych grup, a przede wszystkim do inwestorów zagranicznych, którzy mają zawsze wiele pytań i wątpliwości, przymierzając się do wejścia na nowy rynek.

Jesteśmy zobligowani przez Unię Europejską do osiągnięcia w  roku 2020 15% udziału energii pochodzącej ze źródeł odnawialnych w całkowitym zużyciu energii. Czy energetyka wiatrowa może być polską odpowiedzią na to wyzwanie?

Cel ten na rok 2011 wynosi 10,09% udziału energii pochodzącej ze źródeł odnawialnych i zostanie w większości spełnionyformalnie poprzez współspalanie biomasy w kotłach węglowych elektrowni konwencjonalnych oraz przez uiszczenie kar, czyli tzw. opłat zastępczych w związku z nieprzedstawieniem do umorzenia odpowiedniej liczby zielonych certyfikatów przez firmy dostarczające prąd. Jak widać więc, mamy nadal zbyt mało zielonych źródeł energii, przez co na rynek trafia zbyt mała liczba zielonych certyfikatów, na których opiera się obecny system wsparcia energetyki odnawialnej. Czasy dla energii z wiatru są jednak sprzyjające. W Polsce nie tylko mamy korzystne warunki wietrzne, ale także dokonują się zmiany w prawie, które umożliwiają branży związanej z energią odnawialną przyspieszony rozwój. Do dzisiaj zainstalowano u nas ok. 1,5 GW mocy z wiatru, co daje zaledwie kilkaset wiatraków. Jednak w najbliższych latach będziemy, jak sądzę, instalować rocznie nie mniej niż 500-600 MW nowych mocy wytwórczych, przez co do 2020 roku powinniśmy osiągnąć poziom 7-8 GW łącznej mocy elektrowni wiatrowych na lądzie. Do tego dochodzi perspektywa budowy morskich farm wiatrowych, choć w późniejszym okresie. Ustawa o obszarach morskich została w dość istotny sposób zmieniona w lipcu tego roku, dzięki czemu zniesiono kilka zaporowych dla branży offshore warunków. M.in. teraz jest już możliwe uzyskiwanie pozwoleń na wznoszenie sztucznych wysp na okres 30 lat z opcją przedłużenia o kolejne 20. Do rozwoju rynku offshore nadal brakuje jeszcze szeregu niezbędnych zmian prawnych i systemowych, dlatego w najbliższej przyszłości nie można oczekiwać szybkich inwestycji. Wolno jednak spodziewać się, iż już wkrótce powstaną w polskiej strefie ekonomicznej Bałtyku pierwsze platformy pomiarowe, które dostarczą kluczowych i w dużym stopniu pionierskich danych na temat siły wiatru, środowiska podwodnego czy charakterystyki geotechnicznej dna morza w wybranych lokalizacjach.

Ile można zarobić na energii wiatrowej?

Jedna megawatogodzina energii wytworzonej z wiatru przynosi dziś 100-110 euro, z czego ok. 1/3 to cena energii, a ok. 2/3 to przychód ze sprzedaży zielonego certyfikatu i połączenie tych dwóch elementów daje inwestorom relatywnie wysoki przychód. W Niemczech np. maksymalne ceny za energię wiatrową na lądzie to ok. 90 euro/MWh, choć nasi zachodni sąsiedzi mają inny system wsparcia energetyki odnawialnej – tzw. system taryf stałych, przez co ich cena jest wprawdzie niższa, za to gwarantowana przez aż 20 lat. Nasza wysoka cena daje atrakcyjne warunki inwestowania dziś, jednak bez gwarancji ich utrzymania już w kolejnym roku. Inwestowanie w energetykę wiatrową jest zatem narażone na wyższe ryzyko w systemie zielonych certyfikatów niż w systemach opartych na taryfach stałych.

Kto w Polsce inwestuje? Niemcy, Francuzi?

Głównie Hiszpanie, Duńczycy, Niemcy no i nasze rodzime firmy, w tym tzw. championy polskiej energetyki systemowej, czyli PGE, TAURON, ENEA i ENRGA.

Czy opinia publiczna jest przychylna tej formie uzyskiwania energii? Jakie są jej mankamenty?

Problem oporu społecznego jest ważnym zjawiskiem, hamującym rozwój sektora OZE. Brakuje cały czas merytorycznej debaty, która rzetelnie przedstawiłaby zalety i wady energetyki wiatrowej. Wiadomo, że farmy wiatrowe mają określony wpływ na migracje oraz bytowanie ptaków czy nietoperzy, chociaż tak naprawdę nie to jest głównym zmartwieniem protestujących. Sprzeciw najczęściej wywołuje posadowienie inwestycji w sąsiedztwie zabudowań mieszkalnych. Potencjalni sąsiedzi wskazują na takie niedogodności, jak hałas, zakłócanie krajobrazu czy spadek wartości nieruchomości. Tego typu zarzuty należy rzecz jasna rzetelnie analizować, niemniej dla zrównoważonego rozwoju gospodarki niezbędny jest zdrowy kompromis, a dyskusja na temat szkodliwości farm wiatrowych powinna być prowadzona w warunkach rzeczowego dialogu.

Parę dni temu Kanada wypowiedziała umowę z Kioto, czy jest zatem możliwość, że ten projekt upadnie?

Zachowania Kanady nie należy traktować jako wycofania się na pozycję Chin czy USA, bo Kanada sporo już zrobiła na rzecz redukcji emisji CO2 i nie uchyla się od dalszych wysiłków. Kanadyjczycy kontestują raczej skuteczność obecnego modelu Kioto, w którym najważniejsi truciciele pozostają poza nim. Kanada żąda zatem wypracowania nowego, skuteczniejszego traktatu, i wówczas deklaruje przystąpienie.

Czy Polska mogłaby pójść za przykładem Kanady, gdyż wkrótce będziemy płacić za nadwyżki emisji CO2?

Nas obliguje nie tylko Kioto, ale także zobowiązania, które w wykonaniu protokołu z Kioto wzięły na siebie państwa członkowskie Unii Europejskiej. Nie możemy zatem tak łatwo od nich odstąpić. Jednak protokół z Kioto ma ograniczony zasięg czasowy, w związku z czym do 2020 roku musi zostać wdrożony nowy program, a zatem już niedługo powinniśmy ujrzeć jego zręby i przemyśleć naszą formę partycypacji w nim.  

Zostaw Komentarz

Wypełnij wszystkie pola oznaczone gwiazdką (*).

  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria

Facebook

 © Merkuriusz Polska | Redakcja: tel.+48 61 866 78 58; +48 501 180 575, +48 515 079 888, redakcja@merkuriusz.com.pl