Reklama
czwartek, 22 marca 2018 23:11

Hurra! Lecą Fokkery!

Napisane przez  Administrator

Z dr. Radosławem Górzeńskim z Politechniki Poznańskiej rozmawia Kasia Górecka

W związku z setną rocznicą zwycięskiej bitwy o Ławicę, która była swoistym pendant powstania wielkopolskiego, podjęli się Państwo wybudowania trzech replik Fokkerów D.VII – jednej z największych zdobyczy wojennych
w historii...

Tak, budujemy je z zestawów KIT do samodzielnego montażu, które składają się z rur i profili aluminiowych, fragmentów blachy oraz z elementów prefabrykowanych. Zakończyliśmy etap montażu. Stanowi to około ¼ całości prac. Ponieważ zestawy są tworzone dla pojedynczych odbiorców, którzy znają samolot od podszewki, świadomie dokonaliśmy zmian w niektórych konstrukcjach - w celu ich wzmocnienia, bo z samolotami będą mieli do czynienia różni piloci i mechanicy.

Obecnie montowane jest całe wyposażenie, radio, przyrządy pokładowe, instalacja paliwowa, elektryczna, układ sterowania powierzchniami sterowymi. To najbardziej żmudna praca, bo instalacje te mają duże znaczenie dla bezawaryjnej eksploatacji, więc nie może tu być miejsca na pośpiech. Zakupiliśmy już wszystkie przyrządy pokładowe, radiostacje, transpondery, układy sterowania (linkowe do płaszczyzn sterowych) i w tej chwili są one zabudowywane na płatowcach. Za tydzień zaczniemy opłótniać samolot ceconitem, czyli tworzywem poliestrowym, z wzorem lozenge, a więc kamuflażem stosowanym w owych czasach. Był z tym pewien problem technologiczny, ponieważ druk na tym tworzywie jest bardzo trudny. Jeszcze bardziej skomplikowane jest malowanie wzoru na gotowym samolocie. Szczęśliwie wydruk się powiódł. Mamy już drewniane śmigła, a za niecały miesiąc odbieramy silniki, które na płatowcach będą zabudowywane w kwietniu. Liczymy, że w czerwcu uda się oblatać pierwszy z samolotów. Jeśli wówczas pojawią się propozycje zmian, to wprowadzimy je już w pozostałych dwóch samolotach. Większość elementów będzie amerykańskich – w USA rynek lotniczy jest znacznie większy niż w Europie, ceny niższe, a koszty sprowadzenia niewielkie. Budowę nadzoruje specjalny zespół Urzędu Lotnictwa Cywilnego.

Jaki będzie silnik? 

Czterocylindrowy, w układzie „bokser” – taki jak silniki lotnicze typu Continental. Nie będzie taki jak w oryginalnym Fokkerze, rzędowy, kilkunastolitrowy. W tej chwili już takich nie ma. Produkcji ich zaprzestano w latach 70., więc musielibyśmy kupić kilkudziesięcioletni, remontowany model. W związku z tym wybraliśmy silniki AeroVee o konstrukcji bazującej na silniku Volkswagena, z nowo wyprodukowanymi blokami i cylindrami. Jest on wygodny i praktyczny w eksploatacji, jednocześnie znacznie tańszy od chociażby porównywalnych Rotaksów. Silniki „bokser” mają obroty na poziomie 3000 obr./min i są stosowane w wielu samolotach, m.in. ze względu na ograniczone drgania w porównaniu z silnikami rzędowymi. Oczywiście prawdziwe Fokkery D.VII miały bardziej wolnoobrotowe silniki i większe średnice śmigieł. Musimy więc zastosować mniejsze śmigła niż w oryginale. Pewne repliki wykonywane są w skali ¾, inne w 80%, jeszcze inne w 100%. Ale wielkość skali nie będzie miała wpływu na odbiór samolotu przez szerszą publiczność. Na tle nieba będą się prezentować jak oryginały, a elementy zewnętrzne – układ usterzenia, skrzydła, kadłub – będą formami geometrycznymi maksymalnie zbliżonymi do oryginalnych płatowców. Jednak konstrukcyjnie i przyrządowo będą to zupełnie inne samoloty. Również kształt maski będzie odbiegał od oryginału. Oryginalny Fokker miał konstrukcję stalową, spawaną. Konstrukcja repliki jest aluminiowa. Samoloty wyposażone będą w atrapy karabinów maszynowych. Na podstawie zachowanej dokumentacji staramy się odtworzyć także takie drobiazgi jak fotel pilota czy drążek sterowy.

Czy repliki mogłyby służyć również jako eksponaty muzealne?

Absolutnie nie. Naszym założeniem było przede wszystkim stworzenie samolotów latających.  Pamiętajmy, że tamte Fokkery powstały kilkanaście lat po pierwszym locie Wilbura Wrighta  i ze względów bezpieczeństwa dziś nie mogłyby latać, ponieważ ówcześni inżynierowie nie uwzględniali np. sił skręcających. Między innymi z tego względu Żwirko i Wigura zginęli w samolocie, w którym nastąpiło ukręcenie usterzenia. Pamiętajmy, że budowa Fokkerów przypadła na schyłek pierwszej wojny światowej. Już kilka lat później uznano, że są  przestarzałe. Tamto spostrzeżenie wynikało z faktu bardzo szybkiego rozwoju lotnictwa w pierwszych latach, który wkrótce znacząco zwolnił. Latamy samolotami z lat 50., używamy jeszcze czasami silników pochodzących myślą technologiczną z lat 30. One może są trochę bardziej paliwożerne i wyposażone w mniejszą ilość elektroniki niż samoloty współczesne, ale są poprawne pilotażowo i bezpieczne. Zmiany w replikach wynikają stąd, że oryginalne Fokkery nie spełniają obecnych wymagań, ale są związane też z kosztami. Intencją Politechniki nie było budowanie replik w skali 1:1. Takie przedsięwzięcia realizują stosowne instytucje. Naszym podstawowym zadaniem było zbudowanie samolotów, które będą poprawnie latać, a ten wzgląd kłócił się ze zgodnością z oryginałem. 

Myśli Pan, że one przydadzą się studentom kierunków lotniczych?

Kilkunastu studentów skorzystało z zeszłorocznych praktyk, które odbyły się przy okazji składania samolotów. Zyskali ciekawe doświadczenie, pozytywnie odebrali możliwość zetknięcia się z techniką lotniczą od podszewki, a wykonawca – pan Henryk Wicki, bardzo pozytywnie ocenił ich zaangażowanie. W Warsztacie Lotniczym TZL w Świdniku produkuje się także samoloty RV10, o prędkościach przelotowych 300-350 km/h, więc praktykanci mogli obserwować też ich budowę. A w najbliższym czasie będą mieli okazję odbyć praktyki przy składaniu silników z zestawów. 

Samoloty będą eksploatowane przez Politechnikę Poznańską, jednak jako jednomiejscowe nie zostaną wykorzystywane do szkolenia, ale do promocji uczelni, miasta Poznania, powstania wielkopolskiego i do przypomnienia ważnej dla historii bitwy o Ławicę. Będą też stanowić reklamę specjalności pilotaż realizowanej na kierunku lotnictwo i kosmonautyka.

Dostali Państwo dofinansowanie z Urzędu Marszałkowskiego. Ile?

Otrzymaliśmy dotację w wysokości 400 tys. zł, którą przeznaczyliśmy między innymi na zakup silników, śmigieł, przyrządów, oprzyrządowania oraz na wykonanie prac montażowych.

Kiedy będziemy mogli krzyknąć: „Hurra! Lecą!”? 

Zakładamy, że pierwszy samolot poleci w połowie roku, pozostałe wczesną jesienią, tak żebyśmy mogli zakończyć program prób do późnej jesieni, żeby na początku zimy samoloty mogły przylecieć do Poznania. Miejmy nadzieję, że pogoda podczas uroczystych obchodów powstania wielkopolskiego i zdobycia Ławicy dopisze. 

Mają Państwo jakiś pomysł na lot podczas obchodów?

Samoloty są wyposażone w podstawowe przyrządy nawigacyjne i transponder, czyli mogą wlatywać w kontrolowane strefy lotnisk cywilnych jak Ławica. Natomiast nie możemy ich wykorzystywać w trudnych warunkach atmosferycznych, nie są dostosowane do lotów IFR, ani przyrządowo, ani jeśli chodzi na przykład o ogrzewanie krawędzi natarcia skrzydeł czy śmigieł. Termin obchodów rocznicy powstania nie jest najłatwiejszy do wykonywania lotów, ale przy bezchmurnym niebie nie powinno być problemów. Jednak proszę się nie spodziewać akrobacji, bo ta klasa płatowców ma ograniczenia. Budowa samolotu akrobacyjnego wiąże się z dodatkowymi kosztami, jest to dużo więcej prób w locie, konieczne jest wyposażenie gwarantujące jeszcze większe bezpieczeństwo. Spodziewajmy się niskich przelotów na tyle, na ile pozwala prawo lotnicze. Może uda się zastosować wytwornice dymu, akustycznie albo pirotechnicznie odtworzyć dźwięki strzałów z karabinów maszynowych!

Czy te samoloty również zrzucały bomby? Bombardowano Frankfurt, sześć razy. 

Tak, ale innymi samolotami zdobytymi na Ławicy, które wykorzystano do pierwszego bombardowania. Podczas pierwszej wojny światowej prawie z każdego samolotu można było prowadzić bombardowania, bo często bomby przewoziło się w kabinie i ręcznie zrzucało. Fokkery były wyposażone w wyrzutniki, ale do pojedynczych, niewielkich bomb. Wykorzystano je do tego celu w wojnie polsko-bolszewickiej. Tak że były nie tylko myśliwcami, ale również występowały w charakterze bombowców. 

Na Politechnice jest wielu studentów – pasjonatów lotnictwa. Studenci zrzeszeni w Akademickim Klubie Lotniczym startują właśnie w zawodach SAE Aero Design Mexico. Jak się spisują? Jak im się powiodło w Stanach Zjednoczonych?

Pierwsza grupa studentów w ubiegłym tygodniu po raz pierwszy startowała w tych zawodach. Zajęli piąte miejsce, w gronie 16 drużyn, ale w klasyfikacji prezentacji technicznej byli bezkonkurencyjni. Piąte miejsce w klasyfikacji generalnej, choć dosyć wysokie, absolutnie nas nie satysfakcjonuje, ponieważ samolot miał predyspozycje do co najmniej trzeciego miejsca. Ujawniła się jednak słabość pewnego elementu konstrukcyjnego, który podczas lotów w Polsce zachowywał się poprawnie. Wykonaliśmy kilkanaście testowych oblotów i nie ujawniły się żadne problemy z dźwigarami. Natomiast w Meksyku przy termicznej pogodzie i mocnych podmuchach wiatru wykonywaliśmy trzy loty i dwukrotnie złamał się dźwigar, co doprowadziło do mocnego uszkodzenia dwóch egzemplarzy; szczęśliwie uda się je odzyskać. Taka jest specyfika tych zawodów. Tylko wykonanie możliwie najlżejszej, delikatnej konstrukcji daje szansę na zajęcie wysokiego miejsca. 

Modele, które jadą do Stanów, nie będą miały dźwigarów drewnianych, ale już aluminiowe. Mamy dobry prognostyk, bo samoloty poprawnie startowały, latały, właściwie unosiły ładunki i pilotaż też był poprawny. Wykonywaliśmy dwa pełne loty i trzeci prawie do końca. Fajnie byłoby, gdybyśmy mogli poddawać samoloty lotom próbnym w warunkach rzeczywistych, tak jak robią to Meksykanie. Lotniska są tam zlokalizowane na wysokości 2 tys. m n.p.m., temperatura wynosiła 25°C, więc nie było łatwo, a nasz samolot zajął wysoką pozycję na tle innych. 

Zakładamy, że w przyszłym tygodniu na Florydzie nam się uda, a za miesiąc chcemy postawić kropkę nad i na zawodach w Kalifornii, które zamykają cykl zawodów SAE Aero Design. Jeździmy na nie dzięki grantowi z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego – „Najlepsi z najlepszych! 2.0”. To już drugi grant MNiSW, który realizujemy. Wcześniej byliśmy laureatami grantu „Generacja Przyszłości”, który w roku 2014 i 2015 umożliwił nam odtworzenie ekipy i inwestycje w sprzęt. Wspomagają nas, finansowo i moralnie, rektor, prorektorzy, kanclerz, dziekani, w tym przede wszystkim dziekan WMRiT prof. Tomaszewski. W bieżącej edycji gros środków pochodzi z grantu, jednak we wcześniejszych edycjach to właśnie uczelnia zapewniała nam największe wsparcie finansowe, za co serdecznie dziękujemy. Dzięki życzliwości rektora i kanclerza dysponujemy bardzo wygodną modelarnią, wyposażoną we wszelki niezbędny nam sprzęt i środki ochrony. Sponsoruje nas też miasto Poznań, a także gminy Swarzędz i Czerwonak oraz firma Schlösser. Wsparcie pokazuje, że jesteśmy wizytówką Poznania i Politechniki Poznańskiej. Cieszymy się, że możemy bez kompleksów rywalizować ze studentami z całego świata i zajmować wysokie miejsca. Mamy nadzieję, że wyniki na Florydzie i w Kalifornii dowiodą, że mamy co pokazać światu.

Gratulujemy i prosimy o jeszcze.

 

Zdjęcia pochodzą z filmu animowanego przelotu Fokkerów nad Poznaniem w ramach projektu Wielkopolskiej Eskadry Niepodległości zrealizowanego przez Politechnikę Poznańską.

Reklama
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria

 © Merkuriusz Polska | Redakcja: tel. +48 501 180 575, +48 515 079 888, redakcja@merkuriusz.com.pl 

xnxx