Reklama
Reklama
piątek, 23 grudnia 2011 22:50

Niech celem będzie tylko kraj…

W XXX rocznicę wprowadzenia stanu wojennego w Polsce

Zawsze, kiedy przychodzi mi pisać o wydarzeniach z 13 grudnia 1981 roku, walczą we mnie dwie postawy – z jednej strony historyka ważącego fakty i dokumenty, próbującego dokonywać obiektywnej oceny, a z drugiej strony – uczestnika tamtych wydarzeń. Stąd też w tym artykule będzie również taka „mieszanka” – historycznych ocen i reminiscencji uczestnika, które są garścią wybranych elementów, gwoli przypomnienia tego, co najistotniejsze.

 

200 Stan wojenny – wprowadzony 13 grudnia 1981 roku – był nielegalny, nawet w świetle PRL-owskiego prawa. To, na co Trybunał Konstytucyjny wolnej RP potrzebował dwudziestu z górą lat, od początku stanowiło oczywistość dla każdego, kto podjął trud przeczytania konstytucji PRL! I rzec można, że w tym miejscu kończy się wszelka dyskusja o „mniejszym złu”, jaką próbują nas raczyć obrońcy tych, którzy stan ten polskiemu społeczeństwu zafundowali!

W tym też miejscu kończyć się musi dyskusja o tzw. patriotycznej postawie Wojciecha Jaruzelskiego w tamtych grudniowych dniach. Boć przypomnijmy tylko – był on wówczas i premierem rządu PRL, i I sekretarzem rządzącej PZPR, a nadto dwoma najważniejszymi resortami, spraw wewnętrznych i obrony narodowej, kierowali „najwierniejsi z wiernych” – Czesław Kiszczak i Florian Siwicki. Można więc rzec, że mając pełnię władzy i nie dowierzając Sejmowi PRL oraz Radzie Państwa, Jaruzelski powołał do życia Wojskową Radę Ocalenia Narodowego!

Wprowadzanie stanu wojennego rozpoczęto na mocy dekretu Rady Państwa, zanim ta Rada zebrała się w Belwederze. Przypomnijmy tylko: Ryszard Reiff, ówczesny członek Rady Państwa, odmówił podpisania. To pokazuje fasadowość rządzących instytucji! Można też dodać, że także WRON – powołany tej nocy przez komunistycznych generałów – był taką fasadą, bowiem tak naprawdę decyzje zapadały w wąskim gronie najbliższych współpracowników Wojciecha Jaruzelskiego…

fot_autora_wykonana_w_1982_r_po_wyjsciu_z_internowania. Planowanie rozprawy z „Solidarnością” – a taki był rzeczywisty cel narzucenia społeczeństwu polskiemu rygorów stanu wojennego – rozpoczęło się zaraz po uznaniu przez władze komunistyczne istnienia niezależnego związku zawodowego (czy też, jak chcą inni – wielkiego ruchu społecznego). Pierwsze teczki osób przeznaczonych do internowania noszą daty z początku września 1980 roku.

Konsekwencji stanu wojennego nie da się do końca podsumować w liczbach. Możemy jednak kilka z nich przytoczyć:

blisko 100 ofiar śmiertelnych,

blisko 10 tys. internowanych działaczy związkowych, studenckich i opozycyjnych,

około 11 tys. osób skazanych przez sądy za „przestępstwa” związane z obroną wolności związkowych i dążenie do niepodległości Polski,

kilkaset tys. osób skazanych przez kolegia do spraw wykroczeń – za udział w manifestacjach ulicznych, za „zaśmiecanie ulic” (rozrzucanie ulotek) i podobne,

blisko milion osób, które w latach osiemdziesiątych opuściły Polskę – w większości ludzi młodych, dobrze wykształconych (pracowali oni potem dla rozwoju USA, Kanady, Australii i wielu krajów Europy Zachodniej, ale nie Polski!),

trudna do oszacowania liczba osób pozbawionych pracy, osób, którym złamano kariery zawodowe, artystyczne, naukowe itp.

Oto bilans stanu wojennego, wprowadzonego, by komuniści z PZPR mogli jeszcze przez długich osiem lat rządzić tym krajem… „Grzechem” ciążącym na III RP jest fakt, że za to wszystko nikt, nikt nie odpowiedział!

Na ten obraz nakładają się wspomnienia tamtych, znaczących dla Polaków i Polski, grudniowych dni. Nakłada się obraz widziany oczami studenta, który znalazł się w środku dziejących się wydarzeń historycznych. Wydarzeń, które na zawsze zmieniły nasz kraj. Czasem tylko, gdy o tym myślę, na ten obraz nakładają się słowa największego z Polaków, Jana Pawła II, wypowiedziane na placu Zwycięstwa w 1979 roku. Dziś zbyt często zapomina się o tym aspekcie tamtych zdarzeń. O tym, że u podstaw ruchu „Solidarności” leżało chrześcijaństwo…

w.h_-_zajecia_2007_r. Nakładają się więc obrazy zaśnieżonych grudniowych polskich ulic, pełnych wrzasku zomowców, milicjantów i esbeków piwnic komend MO. I to pierwsze wrażenie, gdy 13 grudnia 1981 roku wprowadzono nas do celi numer 317 więzienia w Ostrowie Wielkopolskim, nomen omen przy ulicy Obrońców Pokoju… Wspomnienie ludzi, którzy razem ze mną wówczas tam się znaleźli, a wśród nich postać starszego pana, wchodzącego do celi z bochenkiem chleba pod ręką… Na pytające spojrzenia współwięźniów odpowiedział krótko: „nigdy nie wiadomo, kiedy dadzą ci jeść”. Później, w czasie długich wieczornych rozmów, okazało się, że człowiek ten wiedział, co mówi. W czerwcu 1957 roku wyszedł z komunistycznego więzienia we Wronkach. Był to Marian Rączka ps. „Kościuszko” – dowódca oddziału powojennego podziemia zbrojnego w Wielkopolsce, który walczył z instalującymi się tu komunistami To on tłumaczył mi, wówczas studentowi ostatniego roku historii, że jednego można być pewnym – jeśli bezpieka raz się tobą zainteresowała, to już o tobie nie zapomni… Marian był tego najlepszym, żywym dowodem… a i w życiorysach innych internowanych znajdowało to później potwierdzenie.

A potem jeszcze Wigilia Świąt Bożego Narodzenia 1981 roku i to, czego nie zapomni chyba nikt, kto wówczas tam był – rozgwieżdżone zimowe niebo, mróz, skrzypiący pod nogami idących śnieg i bijące głośno dzwony kościoła po przeciwnej stronie ulicy… A potem ludzie wychodzący z pasterki, którzy stanęli pod murem więzienia i śpiewali kolędy… Kolędy dla internowanych i łzy płynące po twarzach nieskorych przecież do wzruszeń facetów.

Pamiętam też przesłuchania czy, jak chcieli oni, rozmowy, gdy przyjeżdżali do nas funkcjonariusze SB… I te propozycje padające z ich strony: „przecież pan, ze swoim nazwiskiem, to azyl polityczny w RFN dostaniesz w ciągu miesiąca”. Te obietnice, te groźby. „Ty już w Polsce ludowej studiów nie skończysz”… A później powrót do celi – i odchodziło to wszystko.

A potem jeszcze scena nieco symboliczna. Już po przewiezieniu nas do więzienia w Głogowie, gdy 22 stycznia 1982 roku przeżywaliśmy „najazd” zomowców, gdy przewracali do góry nogami wszystkie rzeczy należące do internowanych, gdy robili przeszukania, a nas wszystkich ustawili na korytarzach – twarzą do ściany. Jeden z tych zomowców, przeszukujący mnie, zauważył wpiętego w sweter maleńkiego orzełka w koronie. Wyrwał go, rzucił na beton podłogi i podeptał podkutymi buciorami. Pozostało to moim osobistym symbolem stosunku tej władzy do wszystkiego, co dla mnie, co dla nas było święte…

I na koniec kilka wersów z pieśni, która powstała w obozie dla internowanych w Głogowie w 1982 roku, w czasie, kiedy tam przebywałem. W sposób doskonały pokazują ówczesne nastawienie ludzi „Solidarności”, ludzi opozycji. Niestety, dziś bardzo często zapomina się o tym, bagatelizując tamte wybory i tamte postawy!

Gdy minie czas naszej udręki

O Panie dość nam siły daj

Powstrzymaj odruch gniewnej ręki

Niech celem będzie tylko kraj!

Pytają nieraz, w czasie wykładów, młodzi ludzie: po co czcić, po co wspominać rocznice wprowadzenia stanu wojennego w Polsce?

Odpowiedź, moim zdaniem, jest wyjątkowo prosta – ano po to, by pokazać, uwypuklić, przywrócić właściwą hierarchię. By przypomnieć, gdzie wtedy było dobro, a gdzie było zło! By przypomnieć, kto wówczas stał po stronie dobra, wolności i niepodległości, a kto był po stronie zła, zniewolenia i służalczości wobec Moskwy! Gdzie była „Solidarność”, NZS i inne organizacje opozycyjne, a gdzie wówczas byli ludzie z PZPR, MO i SB.

To o tym trzeba pamiętać, by móc budować państwo, w którym obowiązywać będzie ład moralny i prawny. Bo bez tego pierwszego – tego drugiego nie będzie nigdy! 

Zostaw Komentarz

Wypełnij wszystkie pola oznaczone gwiazdką (*).

  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria

Facebook

 © Merkuriusz Polska | Redakcja: tel.+48 61 866 78 58; +48 501 180 575, +48 515 079 888, redakcja@merkuriusz.com.pl