Reklama
środa, 20 grudnia 2017 23:21

Nic nie zapowiadało APOKALIPSY

Napisane przez  Andrzej Wilowski

Była mroźna niedziela 13 grudnia 1981 roku. Obudziłem się około 11.00. Odsypiałem kilka nieprzespanych poprzednich nocy. W Poznaniu dogasały strajki studenckie. Tylko Politechnika trwała w oporze. 

Zawsze zaczynam dzień od wysłuchania wiadomości radiowych. Tym razem odbiornik milczał. Uznałem, że odmówił posłuszeństwa i zmieniłem zakres fal na długie. Pierwszy Program nadawał muzykę wojskową, a zamiast wiadomości w południe powtórzono przemówienie generała Jaruzelskiego. 

Z głośnika powiało grozą. W nocy z 12 na 13 grudnia 1981 roku wprowadzono stan wojenny. Wydawało mi się to wszystko nierealne. Próbowałem coś zrozumieć. Od lata mówiło się o takiej możliwości. Jednak wszyscy brali to za esbeckie plotki, mające osłabić ducha walki w „Solidarności”. Doniesienia o koncentracji wojsk sowieckich na wschodniej granicy i ożywienie w bazach wojskowych na terenie kraju traktowano jako zwykłą nerwową reakcję Moskwy na przemiany w Polsce. Zresztą nie było możliwości zweryfikowania takich doniesień. Wojskowi krewni i znajomi nic nie wiedzieli o ewentualnych przygotowaniach do  operacji na dużą skalę. Zresztą zapewniali o nastrojach patriotycznych w armii i twierdzili wszyscy zgodnie, że „wojsko na ludzi nie pójdzie”, „przecież nie powtórzą błędu z 1956 roku czy Czechosłowacji”.

Krótko mówiąc, byłem zaskoczony i zły, że tak daliśmy się zaskoczyć. Nie bardzo też rozumiałem, jaka jest różnica między stanem wyjątkowym a wojennym. Niby z kim ta wojna?  Rekruci nie będą pacyfikować zakładów pracy, kopalń i fabryk, a generał nie ma takiej ilości zaufanych jednostek, żeby opanować cały kraj. W końcu jak te kilka milionów zrzeszonych w „Solidarności” rozpocznie strajk włoski, to „komuna” tego nie wytrzyma. Generał tylko się ośmieszy. 

Cóż za naiwność. Zło nieobjaśnione jest nieoswojone, człowiek boi się sytuacji, których nie rozumie, bo nie wie, jak się zachować. 

Czy wiedział o tym generał Jaruzelski i jego kompanii, układając proklamację o stanie wojennym? Dekretowe postanowienia budziły grozę przez swą nieracjonalność. Mieliśmy rozumieć: „Teraz obowiązuje logika wojskowa i nie ma znaczenia, do czego ona prowadzi”. 

Trzeba coś zrobić, ale co? Poszedłem na Politechnikę sprawdzić, co się tam dzieje. Oczywiście moja obecność niczego nie mogła zmienić. Komunikacja miejska nie działała, zastąpiły ją czołgi i transportery opancerzone, które jednak cywili nie podwoziły… Kiedy dotarłem na miejsce, nikogo już nie zastałem. Wojska i bezpieki też nie, tylko w koszach na śmieci płonęły jakieś papiery. Czy strajkujący niszczyli dokumenty, by nie ułatwiać roboty bezpiece, czy to dogasające pole bitwy? 

Kolejne dni upływały na zadawaniu pytania: „Co dalej będzie?”. 

Zgodnie ze scenariuszem w pierwszej kolejności internowano aktywnych działaczy „Solidarności” oraz wprowadzono szereg przepisów mających na celu zastraszenie i znękanie tych, którzy pozostali na wolności. Przewidziano też drastyczne kary dla osób, które podjęłyby działalność związkową. W pierwszych dniach próbowaliśmy ustalić, kto został internowany. Docierały jakieś wiadomości o strajkach okupacyjnych w kopalniach i rozmaitych samorzutnych akcjach oporu…  

Trudno w tak krótkiej impresji odtworzyć kalendarium stanu wojennego. Trudno chociażby z tego powodu, że moja wiedza na ten temat jest zupełnie inna niż zebrane wtedy  okruchy informacji. Z nich, zanim powstała podziemna Solidarność, zaczęły się tworzyć pierwsze podziemne gazetki.

Ulotki na czołgi. Drukarze przeciw zomowcom. Redaktorzy podziemnych pism mobilizowali Służbę Bezpieczeństwa. 

Część polityków i historyków nadal podtrzymuje mit o zbawczej misji generała Jaruzelskiego, który wprowadzając stan wojenny, miał ustrzec nas przed interwencją sowiecką. Najczęściej przytaczanym argumentem jest względnie mała liczba ofiar w stosunku do rozmiarów operacji. Powtarza się też argument o niedojrzałości politycznej przywódców „Solidarności”, którzy nieodpowiedzialnie dążyli do konfrontacji z władzami oraz lekceważyli zagrożenie.

 Konfrontacja była nie do uniknięcia, a przewidywanie wprowadzenia stanu wyjątkowego miałoby tylko jeden skutek – czynny opór w zakładach pracy. Mądrość „Solidarności” polegała na tym, że nie dała pretekstu do rozwiązań siłowych. Spontanicznie wywołane strajki okupacyjne zostały stłumione siłą i pociągnęło to za sobą ofiary, tak jak w kopalni „Wujek”. 

W ramach obchodów rocznicowych miała miejsce inscenizacja pod hasłem „Młodzi pamiętają”, odtwarzająca tłumienie demonstracji przez ZOMO. Młodzi ludzie przebrani w mundury zomowców zademonstrowali na grupie swoich kolegów techniki pałowania i rozpraszania gazem demonstrantów. W inscenizację zaangażowała się publiczność. W wyniku wzburzenia tłumu grupa zomowców została lekko poturbowana. W tym ostatnim punkcie scenariusz tej żywej lekcji historii był fałszywy, z oczywistych powodów zomowców nie atakowano, bowiem zakończyłoby się to masakrą. Oczywiście pojawiali się prowokatorzy, którzy zachęcali do walki, by dać pretekst do rozprawy z „agresywnymi” demonstrantami. 

Z uwagi na wiek uczestników happeningu nie mogą oni pamiętać tamtych zdarzeń.  Może najstarsi z nich pamiętają obraz umundurowanego spikera w telewizji, zamiast niedzielnego Teleranka, oraz wyroby czekoladopodobne, które rodzice zdobywali na kartki, zamiast prawdziwych słodyczy. Czy mamy wtłaczać im w pamięć te ponure obrazy „wojny polsko-jaruzelskiej”? 

Następnego dnia po wprowadzeniu stanu wojennego angielski fotoreporter Chris Niedenthal zrobił zdjęcie, które przedrukowywały gazety na całym świecie: Pod kinem „Moskwa” stoi opancerzony transporter typu SKOT. Obok grupka zomowców rozgrzewa się przy koksowniku. Na elewacji kina wisi baner reklamujący, wchodzący na ekrany polskich kin, film Francisa Forda Coppoli, „Czas Apokalipsy”. Fotografii tej nie pamiętam, mogłem ją po raz pierwszy zobaczyć na reprodukcji pod koniec lat dziewięćdziesiątych. 

Reklama
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria

 © Merkuriusz Polska | Redakcja: tel. +48 501 180 575, +48 515 079 888, redakcja@merkuriusz.com.pl 

xnxx