Bronisław Marciniak: Roli uczelni wyższych w dzisiejszym globalnym świecie i w „społeczeństwie wiedzy” nie sposób przecenić. Uczelnia wyższa z założenia ma do czynienia z procesami tworzenia, przekazywania i „produkcji” wiedzy. Jej szczególnym zadaniem jest odpowiednie przygotowanie przyszłych pracowników gospodarki opartej na wiedzy, ludzi wykształconych, twórczych, a jednocześnie umiejących szybko przystosować się do zmiennych warunków otoczenia.
Mając na uwadze powyższe tendencje, czy dotychczasowy model uniwersytetu zdoła się obronić, zważywszy, że państwo w coraz mniejszym stopniu jest wyrazem jednolitej kulturowo wspólnoty narodowej, jak i fakt, że przestało też być jedynym źródłem finansowania badań, a coraz większe znaczenie mają fundusze przekazywane przez wielkie korporacje przemysłowe, które w większości są międzynarodowe?
B.M.: Nie wydaje mi się, żeby przyczyny przez Panią wymienione zagrażały obecnemu modelowi uniwersytetu. Wielkie korporacje przemysłowe posiadają własne centra badawczo-rozwojowe, w których kładzie się nacisk na badanie i rozwój produktów oraz chronienie ich przed resztą świata. Korporacje te odgrywają istotną rolę w rozwoju nauki, ale z racji tego, iż są one – jak słusznie Pani zauważyła – międzynarodowe, posiadają, niestety, swoje zaplecze badawcze daleko od polskiej granicy i nie będą nigdy stanowiły w naszym kraju znaczącego źródła finansowania badań prowadzonych na uczelniach wyższych. Jest marzeniem zjednoczonej Europy, żeby 2/3 środków na badania i rozwój pochodziło z przemysłu, a 1/3 z budżetu państwa, i żeby suma tych nakładów była na poziomie 3% PKB każdego kraju członkowskiego Unii. Niestety to marzenie (nazywane Strategią Lizbońską, przyjętą w 2000 roku) nie ziściło się do 2010 roku, więc realizację tego samego celu przesunięto do roku 2020 w ramach strategii „Europe 2020”. Nikt nigdy nie mówił w związku z tym o porażce, lecz złośliwi twierdzą, że sytuacja będzie wyglądała podobnie w roku 2020 i dalej. W Polsce główny strumień pieniędzy na uczelnie pochodzi nadal z budżetu państwa i jest przydzielany na zasadzie dotacji. Coraz więcej jednak środków zewnętrznych, zarówno na naukę, jak i na dydaktykę, można zdobyć w konkursach i bierzemy w nich aktywny udział wraz z innymi uczelniami. I to jest ten pozytywny efekt globalizacji.
Czy wobec masowości kształcenia uniwersytet jest w stanie zapewnić studentowi rozwój naukowy?
Jacek Guliński: Prawdą jest, że najlepsze uniwersytety na świecie są zazwyczaj małej lub średniej wielkości. Oxford, Harvard mają tylko kilkanaście tysięcy studentów. Nie mówię, że uniwersytet taki, jak nasz, z aż pięćdziesięcioma tysiącami, nie ma szans na to, by być postrzeganym jako jeden z wiodących, ale zadanie to jest o wiele trudniejsze. Masowość kształcenia z jego wysokim poziomem można połączyć tylko w jeden sposób, i to jest wyrażone w strategii rozwoju naszej uczelni. Uważamy mianowicie, że na pierwszym stopniu nauczania możemy sobie pozwolić na dosyć dużą liczbę studentów, ale już na kolejnych poziom musi być o wiele wyższy, w związku z czym liczba ta maleje. Sądzę, że osiągamy sukcesy na tym polu. To nie przypadek, że nasz uniwersytet czwarty raz z kolei został ogłoszony najlepszą uczelnią prodoktorancką w Polsce. Rozwój naukowy studentów to osobna sprawa i przy przebudowie programów nauczania musimy postawić większy akcent na udział studenta w pracy badawczej, co jest realizowane m.in. w ramach kół naukowych. Od dwóch lat organizujemy, w czasie naszej uczelnianej majówki, Kongres Kół Naukowych. Odbyły już się dwie takie imprezy, a w roku 2012 planujemy zorganizować kolejną i wydać specjalną publikację. Tego typu działania są nie tylko elementem budowania marki naszej uczelni, ale też pomagają studentom w ich indywidualnym rozwoju naukowym.
Czy nie ma takiej obawy, że nauki ścisłe zostaną zepchnięte do roli czysto usługowej względem technologii?
B.M.: Technologia musi wynikać z osiągnięć naukowych, dlatego też oczekujemy od uczelni, żeby była swoistym centrum innowacji i technologii. Nie można zatem mówić tu o roli usługowej, ale raczej o funkcji kreatywnej.
Czy uniwersytet może sprzyjać procesowi emancypacji jednostki?
J.G.: Uczelnia składa się też z osób, które posiadają zdolności i umiejętności często wykraczające poza schemat typowych zainteresowań i dziedzin wiedzy. I mimo pewnej hierarchizacji, ustalonego porządku, który przy wspominanej masowości jest niezbędny, uniwersytet stanowi konglomerat różnych środowisk, i w całym systemie edukacyjnym uchodzi za najlepsze pole do debat, dysput, refleksji. Silne, wybitne jednostki, które mają prawdziwą pasję, zawsze dają sobie radę i są prawdziwym skarbem dla uczelni.
Czy uniwersytet może zachować autonomię wobec państwa?
B.M.: Autonomia uniwersytetu średniowiecznego była potężna. Pracowników uczelni i studentów obowiązywało prawo, które ustanawiali kanclerz i rektor. Nie płacili oni podatków. Ta autonomia, o której tak dużo się mówi, w jakimś sensie istnieje, aczkolwiek współczesnemu uniwersytetowi w Polsce wyznacza ją ustawa Prawo o szkolnictwie wyższym, na podstawie której opracowuje się statut uczelni, określający jej codzienne funkcjonowanie. Dziś widocznym przykładem historycznej autonomii uniwersytetu jest konieczność uzyskania przez policję zgody rektora na wejście na teren uczelni. Jedna z ważniejszych nowych cech naszej autonomii to możliwość samodzielnego formowania programów kształcenia.
Co zmienia nowa ustawa, jakie daje szanse uczelni?
J.G.: Ta ustawa zawiera parę dobrych elementów, jak wzmocnienie pozycji rektora, który dzięki temu może skuteczniej i efektywniej zarządzać uczelnią. Wprowadza jednak wiele rozwiązań budzących sprzeciw, gdyż uderzają one w niektóre zwyczaje i obyczaje uniwersyteckie. Poza tym wiele punktów jest niejasnych i wewnętrznie sprzecznych, szczególnie jeżeli chodzi o zatrudnianie i działalność naukową pracowników naukowych. Statut naszej uczelni napisano jednak tak, że na tej płaszczyźnie problemy nie powinny się pojawiać. Wnioskujemy zresztą z innymi uczelniami o kolejną nowelizację ustawy, pokazując jej słabość, niedopracowanie, co być może wynika z pośpiechu, w jakim nad nią pracowano.
Wiele kontrowersji budzi wprowadzenie opłaty za drugi kierunek studiów...
J.G.: To niepotrzebnie rozdmuchane hasło. Tak naprawdę ustawa dopuszcza fakt studiowania drugiego kierunku za darmo przez najlepszych studentów. Z danych statystycznych wynika, że dwóch kierunków nigdy nie studiowało więcej niż 10%, a właśnie taki limit wyznacza ustawa. Dyskusja wzniecona na ten temat to burza w szklance wody, która nie wiadomo komu miała służyć i komu zaszkodzić.
Na Sejmie Walnym Warszawskim 28 października 1611 roku król Zygmunt III Waza podniósł poznańskie Kolegium do godności akademii i uniwersytetu. To wydarzenie prawnie zapoczątkowało tradycje uniwersyteckie Poznania. Na ile UAM kultywuje tę spuściznę?
B.M.: Spuścizna ma charakter historyczny, gdyż uniwersytet tak naprawdę powstał dopiero 7 maja 1919 roku. W większym stopniu skupiliśmy się na podkreśleniu, że te czterysta lat tradycji nie należy wyłącznie do Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, ale że to jest historia uniwersytetu w Poznaniu w ogóle. Obecnie planujemy już obchody pięćsetlecia założenia Akademii Lubrańskiego, które odbędą się za osiem lat. Wtedy nasza uczelnia obchodzić będzie stulecie „nowożytnej” historii, więc połączymy celebrację obu rocznic. Będzie to okazja do kolejnych dużych uroczystości na terenie Poznania, których koordynacji podejmie się UAM.
UAM należy do czołówki polskich uczelni. Każdego roku kilkadziesiąt osób zyskuje stopnie naukowe doktora i tytuły profesora. Pokazuje to, że uczelnia z najwyższą dbałością myśli o rozwoju swojej kadry akademickiej...
J.G.: Dbałość o rozwój kadry jest jednym z naszych elementarnych celów. Im więcej uzyskamy stopni i tytułów naukowych, im lepsza będzie kadra, wyższy poziom edukacji i badań, tym większa szansa na to, żeby się utrzymać w pierwszej trójce polskich uniwersytetów.
Przy tej okazji nie sposób nie wspomnieć o dużych inwestycjach czynionych na Morasku. Jakie jeszcze kierunki przeniosą się tam? Proszę odnieść się też do tezy, że miasto wiele traci z powodu wyniesienia się uniwersytetu tak daleko poza centrum. Gorszy jest kontakt studentów ze swoimi wykładowcami, klubami, galeriami, teatrami. Zmniejsza się też dostępność uniwersytetu dla mieszkańców Poznania.
B.M.: Duże inwestycje są związane także z obchodami, bo właśnie w roku 2004 został ustanowiony inwestycyjny program wieloletni na lata 2004-2011. Postanowiono, żeby na czterysetletnie obchody zakończyć budowę nowoczesnego uniwersytetu. Tak się złożyło, że przewidziane środki nie starczyły, ale udało się półtora roku temu zarówno przedłużyć okres realizacji tego programu, jak i znacząco, bo o 180 mln, podwyższyć jego budżet. Warto przy tym podkreślić, że mamy ambicję, by Morasko stało się dzielnicą naukową całego miasta, dlatego też powstają tam również interdyscyplinarne centra międzyuczelniane, jak np. Wielkopolskie Centrum Zaawansowanych Technologii czy Centrum NanoBioMedyczne. Podpisaliśmy w czerwcu list intencyjny w sprawie utworzenia Ośrodka Radioterapii Protonowej, w którym prowadzone będą badania i leczenie chorych na nowotwory. Za pół roku oddajemy na Morasku budynek Wydziału Chemii, a za półtora Wydziału Historycznego. Łącznie zatem na tym Kampusie znajdować się będzie siedem, z obecnych czternastu, wydziałów naszego uniwersytetu, dlatego też nie możemy mówić o tym, że UAM opuszcza centrum Poznania. Miasto przecież cały czas korzysta z obecności uniwersytetu i jego sześciu wydziałów na Kampusie Śródmiejskim i na Szamarzewie, z jego Auli, z jego budynków, czy to do celów kulturalnych, czy artystycznych, czy popularyzujących wiedzę.
Dzięki Pana, Panie Rektorze, zaangażowaniu powstała najdalej na północ wysunięta polska placówka badawcza. Mowa o stacji polarnej na Spitsbergenie. Naukowcy tam pracujący będą mieli swój wkład m.in. w badania nad zmianami klimatu i ich wpływem np. na osady mineralne, lodowce, wieloletnią zmarzlinę czy szatę rośliną. Proszę powiedzieć, jakie są najbliższe plany i w jakim kierunku będzie się rozwijał UAM?
B.M.: Nasi pracownicy wyjeżdżali na Spitsbergen od bardzo dawna, ale nigdy nie mieliśmy swojej stacji i prowadziliśmy badania na zasadzie udostępniania ich przez innych. Dobrze jednak się stało, że taką małą stację – bo to jest miniplacówka – postawiliśmy. To bardzo ułatwiło prace badawcze. Natomiast jeżeli chodzi o najbliższe plany UAM, to najważniejsze jest, by skończyć ten wielki etap inwestycyjny, który obejmuje już kilkanaście lat. Za dwa-trzy lata wszystkie wydziały będą posiadały infrastrukturę na poziomie współczesnych uniwersytetów europejskich. Mamy też takie marzenie, by zbudować na bazie uczelni publicznych Poznania rodzaj federacji, związku uczelni. Jeżeli skoncentrujemy siły i środki, to możemy osiągnąć o wiele więcej na każdym polu. I na polu badawczym, i na polu kształcenia, i na polu lobbowania na rzecz środowiska akademickiego. W tej chwili na świecie konkurencja i współpraca idą w parze. Jeżeli dobrze zrozumiemy, na jakich prawach powinniśmy konkurować, a na jakich zasadach współpracować, to ta kooperacja pomoże w rozwoju wszystkich uniwersytetów poznańskich.















