Reklama
niedziela, 29 października 2017 19:20

W drodze po energię

Napisane przez  Administrator

Z posłem do Parlamentu Europejskiego Andrzejem Grzybem rozmawia Mariola Zdancewicz

W przeszłości wiele mówiło się o jedności energetycznej Unii. Dzisiaj wraca się do tego tematu, ale kontekst jest trochę niejasny. Czy jedność energetyczna Unii to ważne wyzwanie?

Rzeczywiście, od długiego okresu jest to istotny temat, a w szczególności nabrał znaczenia, kiedy doszło do kolejnych kryzysów gazowych w związku z zablokowaniem przez Gazprom przesyłu gazu – raz przez Białoruś, a drugi raz przez Ukrainę. Blokady dostaw były związane ze sporem o należności z tytułu zakupionego od Gazpromu gazu, których Ukraina i Białoruś nie uregulowały, czy też podobno uregulowały – to kwestia bilateralna, a skutki odczuwano w wielu krajach.

 

Pamiętam zimną zimę na Słowacji.

Nie tylko tam, zimno było aż po Chorwację. My też odczuliśmy skutki, nie tylko jako kraj tranzytowy, ale przede wszystkim jako importer. Zbiegło się to z pierwszą na poziomie UE inicjatywą dotyczącą bezpieczeństwa dostaw. Co ciekawe, obydwa kryzysy pomogły poprawić legislację przedstawioną przez Komisję Europejską. Unaoczniły wiele słabości związanych z dostawami gazu ziemnego i że może to być istotnym elementem nacisku politycznego i swoistą bronią gospodarczą. Kraje z własnymi zasobami i zróżnicowanym koszykiem energetycznym nie muszą się specjalnie tego obawiać, ale są kraje ewidentnie uzależnione. Wówczas też zauważono, że nie mamy dobrych połączeń energetycznych. Okazało się, że na niektórych gazociągach, funkcjonujących tradycyjnie w Europie Wschodniej, nie ma tzw. reverse flow, czyli zwrotnego przepływu, np. Jamał nie miał możliwości przesyłu od strony niemieckiej – więc żeby przesłać stamtąd surowce do Polski, trzeba było wszystko odbudować. W wielu miejscach brakowało interkonektorów, przykładowo między wschodnią częścią Niemiec a Polską nie było połączeń z ich systemami gazowymi ani tras zwrotnych, podobnie z Polski na Ukrainę i w wielu innych miejscach. Funkcjonowała sieć Wschód-Zachód, ale połączeń Północ-Południe nie było. Trzeci element to tzw. izolowane wyspy energetyczne, jak np. kraje bałtyckie, ale również Hiszpania i Portugalia, które nie ucierpiały na skutek kryzysów, ale otrzymywały dostawy tylko z jednej strony. To wszystko zmieniło sposób patrzenia na te sprawy.

Jakieś rozwiązania?

Jako jedno z pierwszych wprowadzono rozporządzenie dotyczące bezpieczeństwa dostaw, uchwalone przez Parlament i Radę w 2010 roku. Wcześniej w obrębie Unii były tzw. pakiety energetyczne, które prowadziły do rozdzielenia dostawców surowców od tras przesyłu, żeby właściciel surowców nie był również właścicielem dróg transportowych, bo wówczas stawał się monopolistą. Powstał też koncept tzw. Wspólnoty Energetycznej, który wykraczał poza Unię Europejską. Do niej dołączyły takie państwa jak Ukraina, Mołdawia czy kraje bałkańskie. Kolejny etap zasadzał się na tych samych podstawach: czyli zdywersyfikowanych źródłach dostaw – zróżnicowanych trasach przesyłu, i jak największej ilości źródeł własnych, plus oczywiście zbudowanie infrastruktury, która umożliwiłaby dostawy z różnych kierunków. W Polsce również nastąpiło wiele zmian, m.in. renowacja naszego systemu przesyłowego czy sukcesywnie powstające dodatkowe połączenia z naszymi sąsiadami, ale przede wszystkim wybudowanie portu gazowego LNG.

Mówimy o gazie skroplonym...

gulf-1356004_1920 Tak. Ten gaz może być dostarczony z Kataru, ale ostatnio ze Stanów Zjednoczonych, to też trwało kilka lat, kiedy okazało się, że stały się samowystarczalnym producentem tego surowca z zasobów łupkowych i płynie do Polski również stamtąd. Terminale LNG są z jednej strony zabezpieczeniem w sytuacji kryzysowej, a z drugiej, już sam fakt wybudowania takiego portu, ma ogromny wpływ na negocjowanie cen, również długoterminowych, z potencjalnymi dostawcami. Polska ma problem dotyczący cen w dostawach z Rosji, które są wygórowane. 

Są zachodnioeuropejskie, a my zarabiamy w złotówkach…

…one były nawet wyższe od tych, które płacili odbiorcy z zachodniej Europy. 

Należy podkreślić, że decyzja o zapewnieniu połączenia gazowego ze Skandynawią, w szczególności ze źródłami norweskimi, też jest rozwiązaniem, które, jeżeli zostanie zrealizowane, usytuuje nas w gronie państw z wielostronnym zasilaniem gazowym. Dużo o nim mówimy, bo jest to w tej chwili najbardziej newralgiczny surowiec, ale ważne też jest zaopatrzenie rafinerii w ropę, choć tutaj występuje mniej napięć, jak i o infrastrukturze w zakresie wytwarzania i przesyłu energii elektrycznej – tutaj przykładem jest chociażby polsko-litewski projekt. Reasumując, budowa Unii Energetycznej to próba stworzenia jednolitego rynku energii.

Jak to w takim razie będzie naprawdę wyglądać, ponieważ teoretycznie coś się dzieje, ale w gruncie rzeczy nic się nie zmienia. Nord Stream 1, jak wiemy, ominął Polskę. Ponosimy określone straty z tego powodu, a w tej chwili toczy się sprawa akceptacji Nord Stream 2. Są gospodarki mniej rozwinięte i bardziej rozwinięte i może to trudne do pogodzenia rynki, ale z drugiej strony, czy kwestie związane z Unią Energetyczną nie są rozgrywane w sposób polityczny? Wspomniał Pan o różnych napięciach. Czy ten stan nie powoduje, że Niemcy i Rosja się z nami nie liczą?

Na przestrzeni XX wieku dostęp do źródeł energii zawsze był przyczyną napięć, przy czym wcześniej dotyczyły one ropy naftowej, współcześnie gazu, ale ciągle istniało wiele konfliktów, więc nihil novi sub sole. Rozwój gospodarczy limituje energia, ale też, czego sobie jeszcze nie uświadamiamy, woda. Przykładem są konflikty na Bliskim Wschodzie czy w Afryce Subsaharyjskiej, gdzie obserwujemy klęskę suszy. Wracając do naszych problemów, rzeczywiście Nord Stream powstał wbrew zasadom określonym w Unii Europejskiej, choć trzeba dodać, że projekt powstał nieco wcześniej. Jednak ten rurociąg narusza to, co nazwalibyśmy zasadą solidarności energetycznej, bo omija niektóre państwa członkowskie Unii Europejskiej, a inne uprzywilejowuje, a głównym motorem napędowym jest biznes i reprezentujące go firmy niemieckie, francuskie, holenderskie i inne. Temat jest tak wrażliwy dlatego, że po przegranych wyborach na czele konsorcjum stanął socjalista, były kanclerz Niemiec, i to okazało się najbardziej symptomatyczne dla tej sprawy...

...oficjalnie mówi się też o pracownikach Stasi zatrudnionych na wysokich stanowiskach… Np. Matthias Warnig, dyrektor spółki Nord Stream...

...przede wszystkim Nord Stream wykorzystywany jest w połowie swoich mocy przesyłowych, a powstaje drugi projekt, który miałby zapewnić tym samym stronom jeszcze większą dostępność do tras przesyłu. Dlatego wytworzyła się silna opozycja spośród krajów członkowskich, w szczególności Europy Środkowej, ale też krajów bałtyckich, które nie akceptują tego projektu i uważają, że powinien on spełnić wszystkie kryteria trzeciego pakietu energetycznego, w szczególności w części, która dotyczy terytorium państw członkowskich Unii Europejskiej i wód terytorialnych…

…ewidentnie jest łamana konwencja ONZ o prawie morskim…

Sprawa stanęła na forum Komisji Europejskiej, która zaprezentowała już pakiet oczekiwań, i wszyscy zgodnie przyznają, że te wymagania powinny być przedstawione tak jak dla każdej innej inwestycji wykonywanej na terenie Unii Europejskiej, mianowicie żeby spełniała kryteria regulacji energetycznych, miała charakter biznesowy, spełniała kryteria środowiskowe, nie zaburzała rynku dostaw energii, nie uprzywilejowała żadnego dostawcy ani odbiorcy. 

Jeżeli tak określone kryteria zostałyby postawione, to myślę, że ona nie będzie miała charakteru opłacalnego ekonomicznie. 

W tej chwili mówi się, że zapotrzebowanie na gaz w Europie spadło o 23% z powodu dosyć ciepłych zim, ale też ogólnie są mniejsze potrzeby…

Główna obawa wiąże się z tym, że zbudowanie kolejnej infrastruktury dla Nord Stream 2, przy funkcjonującym Nord Stream 1, którego, jak wspomnieliśmy, i tak się nie wykorzystuje, może doprowadzić do likwidacji obecnych tras przesyłu przez Białoruś czy Ukrainę i może pozbawić niektóre kraje, w tym kraje członkowskie UE, możliwości korzystania ze źródeł dostaw gazu, a stąd obawa, że nastąpi pewna dominacja ze strony dostawcy, który będzie miał w jednym ręku i źródła, i trasy przesyłu! To wyzwanie, które stoi przed projektem, jakim jest jednolity rynek energii. Jedna z najdalej idących propozycji mówi o tzw. wspólnych zakupach, po to żeby zbalansować zróżnicowane ceny w relacjach między dostawcą rosyjskim a odbiorcami z krajów członkowskich Unii. To trudne do zrealizowania dlatego, że nie ma mocnych argumentów za tym, żeby duzi odbiorcy biznesowi nie negocjowali samodzielnie cen dostaw surowców, skoro jest wolny rynek.

Żeby nie dochodziło do takich sytuacji, przedstawiono propozycję prezentowania uzyskiwanych cen, ale pytanie brzmi: w kontraktach na jakim poziomie cenowym powinno się tę zasadę stosować? Pojawia się tu kwestia tajemnicy handlowej i wiele zależności trudnych do obronienia w świetle prawa o swobodnej działalności gospodarczej w obrocie międzynarodowym. Wydaje mi się, że na razie nie uda się uzyskiwać tak zwanych ramowych przedziałów cen, na podstawie których powinno się kształtować ceny podczas negocjacji z dostawcami. 

Mówi się też, że od początku Nord Stream nie jest opłacalny i z biznesowego punktu widzenia nie powinien powstać, ale tu chodzi o to, że Rosja prowadzi swoją politykę, a my, jako Unia, się podporządkowujemy. Myślę przede wszystkim o Niemczech, bo to głównie niemieckie firmy robią interesy...

Nie tylko. Jest cały konglomerat dużych firm odbiorczych. Każdy chce uzyskać dominującą pozycję na rynku, bo to generuje zyski, dodatkowe przywileje i eliminuje konkurencję. Dowodzi tego chociażby ostatni głos ze Stanów Zjednoczonych i oferta dotycząca amerykańskiego LNG. Dlatego wszystkie przedsięwzięcia, o których mówiłem, są niezwykle ważne (zróżnicowane trasy przesyłu, odwrócony przesył, budowanie magazynów i możliwość dzierżawienia w nich powierzchni – niewykorzystane magazyny gazowe ma Ukraina; budowanie infrastruktury dla gazu skroplonego, zarówno stałych, jak w Świnoujściu, ale i ruchomych, jak instalacje do rozprężania na statkach, jak choćby w Kłajpedzie; mówi się, że taka instalacja mogłaby powstać w Gdańsku; zbudowanie infrastruktury Północ-Południe celem połączenia Morza Bałtyckiego z Morzem Adriatyckim, co dałoby połączenie licznych krajów, jak Chorwacji, Czech, Węgier i Polski). Rozmawialiśmy o tym z kolegami parlamentarzystami z Hiszpanii, którzy też są zainteresowani zdywersyfikowanymi źródłami dostaw, więc temat energii będzie nas mocno zajmował. 

Istotne stanie się bezpieczeństwo
dostaw.

A jeśli chodzi o Polskę?

Niezwykle ważna jest też kwestia transformacji energetycznej, dobrego rozwiązania, bo niewątpliwie będziemy potrzebowali rozwoju źródeł odnawialnych. Doskonałym uzupełnieniem byłaby kogeneracja, są to tzw. elastyczne źródła, co pozwoliłoby na wytworzenie do 10 tysięcy MW energii, w zależności od tego, czy źródłem pierwotnym tej energii będzie węgiel kamienny, gaz czy inny surowiec.

Coraz większe znaczenie będzie miała również energia elektryczna, skoro w branży samochodowej chcemy przejść na samochody hybrydowe i elektryczne. Bundestag zaproponował, żeby po roku 2030 nie rejestrować w Niemczech nowych samochodów z silnikami spalinowymi, więc tu będzie się wiele działo. Jeżeli okaże się, że uda się zbudować wydajne akumulatory, które mogą kumulować energię wiatrową, słoneczną lub z rozproszonych źródeł, może to być bardzo interesujący projekt. Idąc dalej, będziemy potrzebować portów do ładowania pojazdów, co doprowadzi do rozwoju infrastruktury. Nie ulega wątpliwości, że wszystkie te działania muszą być korzystne dla środowiska. 

Czy w tym kontekście grupa Trójmorza będzie miała coś do powiedzenia? 

Ważne jest to, że projekt nie wykracza poza Unię, której kraje członkowskie są zaangażowane we wzmocnioną współpracę energetyczną. Infrastruktura wschód-zachód jest lepsza, jeżeli chodzi o trasy transportowe, a gorsza w układzie północ-południe. I tu zaplanowano szereg inwestycji na granicy polsko-czeskiej, polsko-słowackiej, ale to dotyczy również połączeń z hubem gazowym w Austrii, dalej do Chorwacji i do Morza Adriatyckiego. 

Jako konkurent szykuje się Azerbejdżan. 

Wśród wielu projektów, które dotyczą alternatywnych tras przesyłu, między innymi z basenu Morza Kaspijskiego, było szereg projektów związanych z Nabucco, które pewnie nie powstaną. W pewnym momencie zabrakło odwagi w Unii Europejskiej, żeby wyasygnować poważną kwotę – około 30 mld euro. Gdyby taka decyzja zapadła, to gazociąg łączący Morze Kaspijskie, Azerbejdżan, biegnący przez Gruzję czy Turcję pewnie dawno zostałby wybudowany. Ale oczywiście nie było to… 

…na rękę Rosji… 

Wielu pewnie nie byłoby na rękę. Brakowało też doświadczenia i wiedzy na temat tego, co mogą spowodować kontrowersyjne decyzje polityczne. Kluczowa była kwestia ryzyka inwestycyjnego, którego nie chciała na siebie wziąć ani UE, ani Azerbejdżan, ani Turcja jako kraj tranzytowy. W tej chwili jesteśmy mądrzejsi i wiemy, że to jest element bezpieczeństwa każdego państwa i każdego ugrupowania. W tym kontekście wszystko, co się dzieje na Bliskim Wschodzie, ma ogromne znaczenie. Niestabilność i wojna w obrębie Iraku, Półwyspu Arabskiego, konkurencja, która dotyczy nowo odkrytych zasobów w tzw. basenie Lewantu, pomiędzy Cyprem a Wybrzeżem Izraelskim, rodzą pytanie, jak się rozwinie ta sytuacja. Libia jest potencjalnie zasobnym energetycznie państwem, ale niestabilnym politycznie. Obecnie jest to państwo upadłe, które jeszcze długo będzie się podnosiło. Ważna w Północnej Afryce jest Nigeria, też z kryzysami w obrębie subsaharyjskim, gdzie dochodzi do zbrojnych aktów terroru, które destabilizują region. Poważnym graczem na rynkach gazowych może być też Iran, który ze względu na charakter autorytarnej władzy Ajatollahów jest w permanentnym konflikcie z sąsiadami i w stanie mniej lub bardziej otwartego konfliktu z krajami zachodu, przede wszystkim z USA.

Rosja miała też wybudować wspólny gazociąg z Turcją i ten plan przepada, zostaje jedna nitka bodajże... 

Relacje rosyjsko-tureckie nie do końca są w tym aspekcie jasne, one ewoluują od ostrego starcia i kryzysu aż po przeprosiny i wolę współpracy, niemniej Turcja – potencjalnie ważny kraj tranzytowy – jest liczącym się – bo to druga armia w NATO – członkiem, więc nie należy od tego abstrahować, rozmawiając o kwestiach energetycznych.

Ale z doniesień wynika, że Rosja, jeśli dojdzie do realizacji Nord Stream 2, na pewno nie pozwoli, by gazociąg biegł do Turcji. 

Rosja jest krajem, w którym funkcjonuje zupełnie inny system podejmowania decyzji i w zależności od sytuacji możemy powiedzieć, że mamy do czynienia z decyzjami o charakterze uprzedzającym albo reaktywnym, które w zdemokratyzowanym systemie mają zupełnie inny przebieg. Musimy to respektować i doceniać własne zasoby, w tym również węglowe, nie przesadzać z twierdzeniem, że powinniśmy się opierać tylko na jednym źródle. Nasze zasoby węglowe są pozyskiwane z coraz głębszych pokładów. Jeśli odnieść się do polityki amerykańskiej – oni nie potrzebują węgla, ale go eksploatują, a nawet myślą o ożywieniu niektórych kopalń, a w konsekwencji znajdą się na rynku światowym, co może wywołać pewne presje na ceny węgla. Część energetyki trzeba oprzeć także na węglu, tak żeby to było opłacalne. Górnictwo to nie tylko węgiel energetyczny, ale również koksujący. Część węgla z pokładów Jastrzębia na Śląsku przeznacza się do skoksowania w stalowniach. Za kilka lat prawdopodobnie skończą się zasoby węgla koksującego w Czechach, gdzie też są stalownie, więc powinniśmy w sposób roztropny tym dobrem gospodarzyć. Być może niektóre szyby z kopalń, które obecnie są jeszcze w eksploatacji albo w których eksploatacja została ukończona, należałoby wykorzystać do zbudowania tzw. elektrowni szczytowo-pompowych. Zaczyna się je projektować w Niemczech i w Polsce też się o tym myśli. Szyb kopalniany może być wykorzystany też jako miejsce do spuszczania wody, poruszania turbin, wytwarzania energii, a wodę wypompowuje się z powrotem. Choć jest to projekt z technicznego punktu widzenia trudny do przeprowadzenia ze względu na głębokość zamykanych kopalń, przekraczającą gdzieniegdzie 1000 m, ale można osiągnąć spiętrzenie wody niemożliwe do uzyskania na powierzchni w konwencjonalny sposób.

Może warto byłoby węgiel przeznaczyć dla wysokich technologii, gdzie pozyskuje się na przykład włókna węglowe, z których buduje się samoloty…

Znają się na tym specjaliści, ja nie jestem specjalistą, słucham, co ci ludzie mówią, ale warto rozważyć sposób modernizacji wytwarzania energii elektrycznej w Polsce. Pytanie, czy koniecznie musimy budować tysiącmegawatowe bloki, jak mówią naukowcy z AGH, czy nie roztropniej odbudowywać dwustumegawatowe, bo tutaj technologia jest polska, a tam musimy kupić licencję. 

Reklama
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria

 © Merkuriusz Polska | Redakcja: tel. +48 501 180 575, +48 515 079 888, redakcja@merkuriusz.com.pl 

xnxx