Reklama
sobota, 08 lipca 2017 18:03

Jeszcze w zielone gramy

Napisane przez  Administrator

Wydałaś ostatnio nostalgiczną płytę „Jeszcze w zielone gramy”. Sięgnijmy do początków Twojego śpiewania, a więc jak to się zaczęło? 

Pochodzę z muzykalnej rodziny, mój dziadek był znakomitym organistą, który wymagał, aby cała rodzina brała udział w jego muzycznych przedsięwzięciach, szczególnie chóralnych. Muzyka stale więc  była obecna w naszym domu, a ja, mając niezły głos, chętnie śpiewałam przy każdej okazji. Takie prawdziwe śpiewanie zaczęło się na studiach, gdzie stawiałam pierwsze kroki w kabarecie „Pegazik”...

Potem była „Od Nowa” elitarny, literacko–muzyczny klub studencki. Do dziś żaden klub nie potrafi powtórzyć atmosfery, poziomu i zapału młodych ludzi do działania. Opowiedz o tych czasach, o miejscu... i o jazzie, który wtedy śpiewałaś...

Rzeczywiście, klub miał wyjątkowy klimat, skupiał studentów o różnych zainteresowaniach. Odbywały się tam świetne spotkania i imprezy muzyczne, lecz z pewnością do niezapomnianych należały wieczory muzyki jazzowej z udziałem czołowych muzyków, jak Jerzy Milian, Jan Ptaszyn Wróblewski, Jerzy Grzewiński, z którym później miałam okazję koncertować.

Drugi był „Nurt”. W tym czasie muzycznie wybrałam jazz, któremu w głębi duszy jestem wierna do dziś.

Wiele osób to pamięta i pyta, czy nie powróciłabyś do śpiewania znanych standardów jazzowych.

Ach, ten stary dobry swing... to bardzo nęcące, zwłaszcza, że jazz ma się podobno we krwi... Pomyślę!

Występowałaś na festiwalach, zdobywałaś nagrody...

W owym czasie bardzo popularne były studenckie giełdy piosenki i giełdy radiowe, na których wykonawcy prezentowali swoje najnowsze utwory. To one były prawdziwą kuźnią talentów i często przepustką do Opola. Na tym festiwalu występowałam kilka razy, zdobywając na jednym z nich nagrodę w kategorii nowe głosy.

Sukces zbiegł się z ukończeniem studiów ekonomicznych i gdy otrzymałam kilka interesujących propozycji wzięcia udziału w prestiżowych programach estradowych i telewizyjnych, musiałam zdecydować, czy zostać ekonomistką, czy piosenkarką, no i wybrałam śpiewanie...

... karierę.

Z pewnością nie była to wielka kariera, ale stałam się zauważalna, a dzięki współpracy z Estradą Stołeczną miałam szansę na wyjazdy za granicę, co w owych czasach było nie lada gratką.

Myślę, że jesteś zbyt skromna, skoro, wydając niewiele płyt, po tylu latach jesteś znana i pamiętana...

... oczywiście jest mi bardzo miło z tego powodu. Mam ogromną satysfakcję, że mogłam pracować z wieloma znanymi i cenionymi aktorami i artystami estradowymi...

… i pamiętają jedną z Twoich najbardziej znanych, nagrodzonych piosenek „Dobrze jest” z muz. Jerzego Miliana i Andrzeja Dąbrowskiego, do słów Jonasza Kofty...

… i właśnie ją między innymi nagrałam na mojej ostatniej płycie w duecie z młodym, zdolnym piosenkarzem i kompozytorem Rafałem Sekulakiem. Wydaje mi się, że to był dobry pomysł.

Anna_Karenska

Potem nastał stan wojenny i wszystko ucichło, jak powiedział poeta. Co się wtedy działo w Twoim życiu muzycznie i nie tylko?

To był smutny czas dla wszystkich. Życie kulturalne zamarło, a ja poświęciłam się rodzinie. Z Andrzejem snuliśmy plany na przyszłość, myśleliśmy o tym, co będziemy robić, kiedy skończy się ten koszmar. Rok 1986 był dla nas przełomowy. Życie kulturalne wracało powoli do normy. Postanowiliśmy otworzyć galerię sztuki pod nazwą ”Scena i Galeria Anny Kareńskiej”. Mimo że firmowałam ją swoim nazwiskiem, to dokonaliśmy podziału zadań i obowiązków. Mąż zajmował się sztuką, rzeźbą, malarstwem, a ja organizowałam kameralne koncerty i spotkania ze znanymi, lubianymi artystami.

W sferze naszych zainteresowań galeryjnych znajdowała się polska sztuka współczesna, tworzona po 1945 roku. Galeria brała udział w najważniejszych targach sztuki w Europie i na świecie, np. w Kolonii, Frankfurcie, Chicago, Los Angeles, Tokio i wielu innych miejscach, promując znakomitych polskich artystów i przywożąc zewsząd dobre recenzje.

Odnosiłam wrażenie, że galeria duchem i atmosferą przypominała nieco klub „Od Nowa”... a liczba artystów, która przewinęła się przez tę maleńką scenę, jest imponująca. Łatwiej byłoby wymienić, kogo tam nie było niż odwrotnie…

To prawda, było ciasno i niewygodnie, ale liczyła się gorąca atmosfera panująca na widowni i chęć bycia razem. Bywalcy naszej galerii do dziś wspominają niezapomniane wieczory z Kaliną Jędrusik, Gustawem Holoubkiem, Krzysztofem Kolbergerem, Krystyną Jandą, Michałem Bajorem, czy Alicją Majewską. To był szczególny czas. Ludzie byli spragnieni dobrej piosenki,  dobrej poezji i muzyki i to znajdowali u nas.

Z jakiego powodu galeria przestała działać?

Szczere mówiąc, nadal działa, ale w innym miejscu i w nieco innej postaci, może bardziej z naciskiem na scenę. W pewnym momencie uznaliśmy, że potrzebujemy więcej miejsca. Kramarska z trudem mieściła sto osób. Zamarzył nam się taki obiekt, w którym po koncercie można było zostać i przy lampce wina porozmawiać z artystą. Takim idealnym miejscem okazał się stary dwór w Podstolicach.

zbigniew-zamachowski-003

Z podziwem i zapartym tchem obserwowałam Wasze  zmagania z renowacją zniszczonego dworu, w którym brakowało drzwi, okien i częściowo podłóg…rezultat był wspaniały. Z radością intelektualny Poznań zmierzał na eleganckie wystawy czy występy znakomitych aktorów, śpiewaków, piosenkarzy, malarzy, zawsze okraszone pachnącymi domowymi wypiekami i zawsze było żal wyjeżdżać.

To miło, że tak to pamiętasz. Kupiliśmy go w opłakanym stanie, ale po niezbędnym remoncie mogliśmy zaprosić na pierwszą w Polsce wystawę znanego litewskiego malarza Eidrigeviciusa Stasysa. Od tego momentu Podstolice zaczęły żyć własnym wystawienniczo-koncertowym życiem. Z pewnością kojarzą się też z pełnymi uroku wystawami porcelany najbardziej znanych światowych marek, w tym Firmy Rosenthal, której generalnym przedstawicielem jest mój mąż.

A kiedy ożyła scena w kościółku w Nekielce?

W momencie gdy kupowaliśmy Podstolice, ówczesny wójt Nekli namawiał nas do kupna niszczejącego i całkowicie opuszczonego kościółka. Był on pozostałością po grupie holenderskich protestantów, którzy kiedyś tu mieszkali. Moj mąż zakochał się w nim od pierwszego wejrzenia i mimo mojego sprzeciwu kupił go. Następny remont trwał niestety nieco dłużej, ale w momencie podjęcia decyzji, że będzie on małą salą widowiskową, poszło jak z płatka. I tak jesienią 2002 roku koncert Chóru Muzyki Cerkiewnej otworzył dla publiczności to piękne miejsce.

Niesamowicie zabrzmiała tam „Jaskółka uwięziona” w wykonaniu Stana Borysa, który wystąpił tutaj po powrocie ze Stanów.

To jeden z charyzmatycznych artystów, który stoi na czele długiej listy tych lubianych i oklaskiwanych. Wspomnę Irenę Santor, Vadima Brodskiego, Grzegorza Turnaua, Alicję Majewską, Zbigniewa Wodeckiego i wiele innych znakomitych osobowości estradowych. Myślę, że świetna akustyka i ciepła atmosfera panująca tu podczas koncertów sprzyja i wykonawcom, i publiczności.

Jak to się stało, że popularna, eteryczna piosenkarka stała się energiczną, dobrze prosperującą businesswoman?

Dobrze jest, oprócz śpiewania, mieć jakieś inne powody do działania. Jednak najważniejsze to wsparcie bliskiej osoby. Mąż zawsze zachęcał mnie do aktywności i dodawał odwagi, a jak już powiedziałam A, to B jakoś łatwiej przychodziło. Kościółek w Nekielce ciągle wymaga remontu i napraw. Marzy mi się przede wszystkim założenie ogrzewania, aby poprawić komfort koncertów tak, by mogły odbywać się przez cały rok, a jeśli chodzi o realia, to dzięki ludziom dobrej woli i hojności udało mi się wiele rzeczy zrobić. Dziękuję im za to z całego serca!

Wracając jeszcze do nagranej płyty. Zaprosiłaś do udziału poznańskich muzyków… 

Z płyty jestem bardzo zadowolona, dała mi dużo satysfakcji. Niełatwo po wielu  latach rozłąki ze sceną narzucić sobie dyscyplinę codziennej pracy nad wokalem czy interpretacją. Pomysł nagrania płyty miałam w głowie od dłuższego czasu, ale zwyczajnie nie wiedziałam, jak się do niego zabrać. Nadszedł wreszcie ten właściwy dzień i powiedziałam sobie: teraz albo nigdy. Dwóch znakomitych pianistów, kompozytorów miało wpływ na powstanie tej płyty. To Janusz Muraszko, który poświęcił sporo czasu, aby przygotować mnie muzycznie, natomiast Jacek Skowroński cudownie zaaranżował piosenki i dzięki wyjątkowemu wyczuciu doprowadził do powstania, moim zdaniem, klimatycznej płyty. Znajdują się na niej m.in. piosenki Wojciecha Młynarskiego z muzyką Włodzimierza Korcza, które warto przypominać, ponieważ zawsze są i będą aktualne, a pytanie „Ilu masz przyjaciół?” czasami powoduje zakłopotanie, ja takiego dylematu nie mam! Bo ja przyjaciół mam.  

 

rozmawia Mariola Zdancewicz

Reklama
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria

 © Merkuriusz Polska | Redakcja: tel. +48 501 180 575, +48 515 079 888, redakcja@merkuriusz.com.pl 

xnxx