Reklama
piątek, 10 lutego 2017 00:04

Podróż jak tlen

Napisane przez  Administrator

Z dyrektorem Muzeum – Zamek Górków w Szamotułach Michałem Kruszoną rozmawia Mariola Zdancewicz

Kim Pan jest, Panie Michale K.?

Na skutek zbiegu okoliczności urodziłem się w Poznaniu, ale z dziada pradziada jestem szamotulaninem. Ukończyłem historię na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, później podyplomowo, na UJ w Krakowie, muzealnictwo. To, że pracuję w swoim zawodzie, w Muzeum – Zamek Górków, uważam za szczęśliwy zbieg okoliczności, tym bardziej że wcześniej wykonywałem różne zawody. Mam świadomość tego, że biorę udział w tworzeniu pewnego wycinka kulturalnej panoramy Wielkopolski, a przede wszystkim Szamotuł. 

 Co Pan robi poza dyrektorowaniem?

Pasjonują mnie podróże, które odbywałem przez całe życie. Ich atrakcyjność nie wynika z przebytej odległości, wystarczy wyjechać dziesięć, dwadzieścia kilometrów za miasto i odkrywać niezwykłe rzeczy. Choćby wczoraj, nieopodal Szamotuł oglądałem unikatowy XVIII-wieczny piec chlebowy. Było to przy okazji lokalizowania pochówku niemieckich żołnierzy rozstrzelanych w 1945 roku podczas powrotu z Cytadeli przez stacjonujących pod Szamotułami Rosjan. Jako muzeum zajmujemy się dokumentowaniem przeszłości, jakakolwiek by ona była. Zbieramy wspomnienia ludzi, podobnie moje podróże najczęściej inspirowane są właśnie historią Polski. Ten model podróżowania ma swój początek w pielgrzymkach, tj. w pierwszych średniowiecznych podróżach. Staram się podchodzić do mojej pasji w ten sposób, żeby zawsze na końcu wędrówki czekał na mnie cel związany z historią, najczęściej są to cmentarze. 

1_IMGP0910

Najważniejszymi wyprawami były wyjazdy do Rumunii, w której się zakochałem i w ciągu kilkunastu lat wracałem do niej blisko 40 razy, co traktuję jako jedną gigantyczną podróż. Kraj, jak rzadko który w Europie, jest nam bliski ze względu na wspólne wątki historyczne, o których staram się przypominać i pisać. Bitwa pod Cecorą, śmierć Żółkiewskiego, epopeja polskich żołnierzy w 1939 roku, miejsce internowania prezydenta Mościckiego, wszystkie te fakty znamy. Rumuni mówią, że nic tak nie boli, jak odrzucona miłość. Podziwiają Polaków i cenią, podczas gdy my ich niekoniecznie. Mamy dziwny stosunek do tego narodu. Niesłusznie. Mało kto wie, że pierwsza, w zasadzie mołdawska Kronika Rumuńska została napisana po polsku w XVII wieku przez Mirona Costina, ponieważ autor kształcił się w Polsce. Na przestrzeni wieków ziemie rumuńskie, z racji położenia poddane wpływom tureckim, często były związane z racją stanu polską bądź turecką. Te podróże bardzo wiele mi dały i wiele nauczyły… 

I zaowocowały książką…

Rumunię. Podróże w poszukiwaniu diabła napisałem do szuflady. Kiedyś pokazałem tekst w Wydawnictwie Zysk i S-ka, i... wydrukowano. Pozycja sprzedawała się bardzo dobrze, ukazało się też drugie wydanie. I tak się potoczyło…

Inne podróże, inne cele…

W zasadzie najpierw były Tatry, Bieszczady, Gorgany, Czarnohora i dopiero Rumunia, w międzyczasie oczarowała mnie Huculszczyzna, co wynikało z fascynacji Stanisławem Vincenzem i jego książką Na wysokiej połoninie. I nawet gdy odważyłem się napisać kilka rozdziałów o Huculszczyźnie, zawsze z tyłu głowy miałem gdzieś Vincenza, bo tak naprawdę on stworzył dzieło kompletne.

Huculszczyzna. Opowieść kabalistyczna to moja ulubiona książka spośród tych kilku napisanych przeze mnie, też wydana przez Zysk i S-kę w serii Podróże Retro, w której wydawane są z reguły teksty autorów nieżyjących, napisane na przestrzeni XIX i XX wieku, ale książka traktuje o Huculszczyźnie sprzed stu lat, choć ma współczesny i historyczny plan.

180_Karpaty

A Karpaty…

…to bardzo szerokie pojęcie, bo należą do nich Tatry, Bieszczady, Beskidy. Po raz pierwszy byłem w Tatrach z rodzicami w wieku siedmiu lat i od tego czasu tylko tam mnie ciągnęło. Aż w końcu, już jako dorosły człowiek, dotarłem do Rumunii i spadły ma mnie jej niezwykłe klimaty. Prawdziwie dzikie Karpaty odnalazłem w Rumunii, to najpiękniejszy kraj Europy. Tam ciągle kultywuje się ludową tradycję, magię, pasterstwo, wyrób serów, urzeka nas dzika przyroda. Natknięcie się na niedźwiedzia albo wilka to nic nadzwyczajnego. Rumunia to również Delta Dunaju, to Transylwania z mitem Drakuli, i wreszcie miejsca na Bukowinie z istotnym polskim śladem i z dominacją polskiego języka, czyli polskie wioski: Pojana Mikuli, Nowy Sołoniec czy Plesza. Można do nich dotrzeć w dwa dni jazdy samochodem. Historia Polaków na Bukowinie i ich obecność w Rumunii to materiał na osobną książkę, ale to już pozostawiam etnografom. Wyprawy są pretekstem do pisania na nurtujące mnie akurat tematy. One są mi potrzebne jak tlen, żeby pewne rzeczy czy postawy lepiej zdefiniować. Nawet czasem siebie. 

Drugi wątek to Uganda.

Odwiedzałem ją czterokrotnie. W tych podróżach z plecakiem od wioski do wioski, z przystankami u miejscowych ludzi, pojawia się też wątek z historii Polski. Mało kto wie, że podczas wojny mieszkało tam kilka tysięcy Polaków, kiedy się mówi „Armia Andersa” zapomina się, że z Rosji wychodziły całe rodziny. Podczas gdy mężczyźni maszerowali na front, pozostałych Polaków Anglicy internowali w Afryce Wschodniej, żeby gdzieś przetrwali. Do dzisiaj zauważa się tam ślady polskości; w czasie wojny utworzono szkoły, organizowano obozy harcerskie na Jeziorze Alberta, był teatr, biblioteka i kościół – przetrwał jako jedyny murowany budynek, pozostałe zostały dawno zjedzone przez termity. Na stojącym w buszu kościele znajduje się duże polskie godło z napisem „Polonia Semper Fidelis”. Jadąc tam, należy uważać, żeby się nie natknąć na dzikie szympansy żyjące w pobliskim lesie Budongo. 

Suczewica_2 Zawsze jestem bardzo wzruszony, gdy widzę 50 niezwykle zadbanych grobów w kraju, gdzie nie ma cmentarzy, a umarłych chowa się gdzie bądź; pamięć o ludziach istnieje, ale nie upamiętnia się miejsca pochówku. O groby dbają miejscowi biedni ludzie, pamiętając, że leżą w nich szczątki potomków jakichś białych z Europy, którzy bardzo chcieli wrócić do swojego kraju. 

Efektem Pańskich podróży i książek jest Nagroda im. Arkadego Fiedlera „Bursztynowy Motyl”. 

Już jako małego chłopca fascynował mnie pozaeuropejski świat, ukazywany przez Fiedlera. Czytałem o zwierzętach z lasu dziewiczego, o zdobywaniu Amazonki i o okrutnym czarodzieju Madagaskarze. Byłem zaszczycony, że nagroda jego imienia została przyznana właśnie mnie za książkę Czarnomorze. Wzdłuż wybrzeża, w poprzek gór

Jakie plany wydawnicze?

Prawdopodobnie w maju ukaże się książka dotycząca już nie Ugandy, Huculszczyzny czy Rumunii. Kiedyś powiedziano mi, że powinienem wreszcie zadbać o najbliższą ojczyznę i coś o niej napisać. I tym razem w tle będzie podróż Wielkopolanina, rozpoczęta na froncie I wojny światowej. Bohater znajdzie się w carskiej niemieckiej armii, jak mój pradziadek czy brat mojego dziadka, który zginął pod Arras. Kanwą będzie epopeja Polaka żyjącego po sąsiedzku z Niemcami.

Niektóre rody miały niebanalną historię i to jest jednocześnie historia Polaków i Niemców.

Oczywiście, na przykład historia Hochbergów ze Śląska, właścicieli rezydencji w Pszczynie, Książu, Iłowie. Jeden z synów ostatniego właściciela Pszczyny walczył w Armii Andersa, a drugi w brytyjskiej armii przeciwko Hitlerowi. Dalej wielkopolscy Raczyńscy. Z jednej strony Biblioteka Raczyńskich, a z drugiej całkowicie zniemczony Zygmunt Raczyński czy Antoni. Na pograniczu takie historie się zdarzały.

Tu się cieniem kładzie tak zwana piąta kolumna.

Tak, po I wojnie światowej większość Niemców, którzy pozostali w Polsce, przyjmując polskie obywatelstwo, nie wsławiła się niczym dobrym, a w 1939 roku część z nich okazała się informatorami III Rzeszy.

Jak Pana pasje podróżnicze przekładają się na tak statyczną pracę w muzeum?

Różne światy. Staram się, żeby te dwie oddzielne strefy: podróże i praca w muzeum, jeśli już, to przenikały się nawzajem niezbyt mocno. Tutaj pracuję, wzbogacam swoją wiedzę i interesuje mnie to, co robię. Udało mi się stworzyć kolekcję malarstwa współczesnego na desce, m.in. dlatego że znałem poszczególnych artystów, a z niektórymi do dzisiaj jestem zaprzyjaźniony. Powstała mała kolekcja, ale bardzo charakterystyczna dla współczesnej polskiej sztuki, z obrazami takich artystów jak Jerzy Nowosielski, Tadeusz Brzozowski, Janina Kraupe, Erna Rosenstein, a z młodszego pokolenia Marek Chlanda, Piotr Lutyński czy Ignacy Czwartos. Obrazy tych artystów bywają dość drogie i bez kontaktów z osobami z kręgu świata sztuki i kultury ich zdobycie byłoby niemożliwe. 

Jak zachęciłby Pan Wielkopolan do odwiedzenia muzeum w Szamotułach i samych Szamotuł? 

Postacią, która powinna działać na wyobraźnię, jest Halszka z Ostroga. Kto chciałby usłyszeć prawdziwą historię nieszczęśliwej z powodu swojego bogactwa kobiety, historię na miarę scenariusza filmu płaszcza i szpady, to zapraszamy. Druga sprawa to kolekcja ikon, podobnej nie spotkamy w zachodniej Polsce, powstała w latach ‘90 za sprawą ówczesnego dyrektora muzeum Marka Szczepańskiego. Wykorzystał to, że zamek zaczynał wówczas funkcjonować jako muzeum, i przejął ikony, korzystając z możliwości, jakie dawały wtedy urzędy celne. Krótko mówiąc, ikony zostały odebrane przemytnikom. 

Ikony złożone z drewna, podkładów, naturalnych farb, w skład których wchodzą żółtka jaj, są uwielbiane przez pleśń i bakterie, dlatego pan Antoni Niedźwiedzki, konserwator z Poznania, corocznie, ubrany w kombinezon niczym kosmonauta, dokonuje u nas cudów konserwatorskich. Aby wzbogacić kolekcję, nabywamy jedną, dwie ikony w roku, z reguły w Krakowie, w antykwariacie pana Sławomira Szczółki, wybitnego antykwariusza, znawcy sztuki cerkiewnej. 

Wielkopolska kultura ludowa czerpała i czerpie również z Szamotuł. Strój wielkopolski to w dużej mierze strój szamotulski. Przedstawienie Wesele szamotulskie, wystawiane przez zespół Szamotuły, działający przy Szamotulskim Ośrodku Kultury, jest podziwiane nie tylko w Polsce. Można zobaczyć u nas wnętrza odtwarzające klimat XIX-wiecznej rezydencji ziemiańskiej z unikatowym wyposażeniem, kolekcje grafik Williama Hogartha. Goście są zaskoczeni różnorodnością szamotulskich zbiorów, a nie wszystko może być elementem ekspozycji ze względu na ograniczoną ilość miejsca, niektóre cenne rzeczy pokazujemy tylko okazjonalnie. W tym roku będziemy obchodzić 60-lecie muzeum. Planujemy kameralny, jubileuszowy koncert jesienią, kiedy ukaże się album o muzeum z najciekawszymi artefaktami z naszych zbiorów. Wtedy zaprosimy Państwa na jego premierę.

Jednym z ostatnich wydarzeń była wystawa zatytułowana Katedra ormiańska we Lwowie i jej twórcy, na której gościem honorowym był ambasador Armenii.

Gościliśmy tę wystawę, ponieważ współpracujemy z Lwowskim Muzeum Historii Religii, które między innymi dba o katedrę ormiańską. Nasze instytucje łączy wspomniana postać Halszki z Ostroga, która mieszkała kilkanaście lat w Szamotułach i przez jakiś czas w klasztorze Dominikanów we Lwowie. Kiedy Międzynarodowe Centrum Kultury w Krakowie prezentowało wystawę o katedrze, szybko zareagowaliśmy i poprosiliśmy krakowską instytucję o wypożyczenie wystawy. 

Proszę jeszcze słowo o kolejnej interesującej wystawie – wystawie prac Starowieyskiego. 

Można ją było obejrzeć do końca ubiegłego roku, a przyjechała do nas z Francji poprzez Państwową Galerię Sztuki w Sopocie – dysponenta paryskiej kolekcji prac genialnego rysownika o nieokiełznanej wyobraźni, jakim był Franciszek Starowieyski. Fantastyczne rysunki, kilka obrazów olejnych, jeden z Teatrów Malowania. Poprzez Paryskie przyjaźnie otrzymaliśmy niepowtarzalny moment, żeby w takiej dawce ujrzeć dzieła artysty w jednym miejscu. To smutne, ale Starowieyski nie ma sali muzealnej w Polsce, możemy liczyć tylko na okazjonalne wystawy. Francuski właściciel Avila jest gotów sprzedać kolekcję, jeżeli znalazłoby się miejsce godne tych dzieł, najlepiej w Polsce; we Francji Starowieyski jest jednym z kilkunastu tysięcy znakomitych artystów, którzy starali się zaistnieć. W Polsce jego nazwisko i to, co robił, przynależy do naszej kultury, także tematyka prac wynikająca wprost z baroku i sarmackości, kreska nawiązująca do naszego XVIII-wiecznego malarstwa. To kolekcja na olbrzymią salę muzealną, byłaby atrakcją każdego miasta, nasze pomieszczenia nie sprostałyby wymaganiom. Cena jest atrakcyjna…

fot. M. Kruszona

Reklama
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria

 © Merkuriusz Polska | Redakcja: tel. +48 501 180 575, +48 515 079 888, redakcja@merkuriusz.com.pl 

xnxx