Reklama
czwartek, 08 grudnia 2016 00:19

Karczmę Borową znam jak własną kieszeń

Napisane przez  Administrator

Z nadleśniczym Jackiem Napieralskim
z Nadleśnictwa Karczma Borowa rozmawia Maja Netter

W tym roku przypadła pięćdziesiąta rocznica istnienia Nadleśnictwa Karczma Borowa. Jak wyglądała historia?

To dosyć skomplikowane. Nadleśnictwo w swych obecnych granicach jest kontynuatorem działań nadleśnictw Leszno i Dąbcze. Podaje się dwie daty powstania Nadleśnictwa Leszno –  1911 i 1914 rok, choć bardziej udokumentowany jest 1914. Pierwszą siedzibą był istniejący do dziś budynek przy ul. 17 Stycznia w Lesznie. Po zakończeniu II wojny światowej w 1945 roku utworzono Nadleśnictwo Państwowe Leszno z siedzibą w Dąbczu, o powierzchni 9134 ha, a w 1948 podzielono je na dwa nadleśnictwa: Nadleśnictwo Leszno i Nadleśnictwo Dąbcze. 29 września 1966 roku zmieniono nazwę leszczyńskiego nadleśnictwa na Nadleśnictwo Karczma Borowa. Od tego roku jednostka przechodziła wiele reorganizacji. W swych obecnych granicach istnieje od 1985 roku. Aktualna siedziba w okresie międzywojennym była siedzibą nadleśniczego lasów prywatnych hr. Mielżyńskiego. Tak w skrócie wygląda nasza historia. 

 

Jest Pan nowym nadleśniczym. Jak zastał Pan swoje miejsce pracy?

Nie przyszedłem tutaj z zewnątrz, bo pracuję w tej jednostce od 1999 roku. Przez znaczną część tego okresu jako inżynier nadzoru, a od zeszłego roku jako zastępca. Pracę zawodową rozpocząłem w sąsiednim Nadleśnictwie Kościan w 1988 roku. 

Czyli zna Pan to wszystko jak własną kieszeń.

Przepracowany tutaj czas pozwala na takie stwierdzenie. 

Jakie wyzwania?

6N6A6028_1_1 Ciągle jest ich mnóstwo. Najważniejsze to pogodzenie wszystkich funkcji, które mają spełniać lasy – zarówno funkcji ochronnych, gospodarczych, jak i udostępnianie terenów leśnych ludności. Nasze lasy w dużej części leżą bezpośrednio przy granicach osiedli mieszkaniowych, tak że znaczny obszar bardziej pełni funkcję parkową niż gospodarczą. Wiążą się z tym pewne wyzwania, ponieważ musimy inaczej gospodarować, aby dostosować się do potrzeb czy wizji mieszkańców Leszna. Oczekiwania się zmieniają i jest ich coraz więcej, dlatego wprowadzamy w życie rozwiązania sprzyjające rekreacji, jak ścieżki biegowe, urządzenia do ćwiczeń. Wciąż rozbudowujemy Polanę Trzech Dębów, głównie pod względem wyposażenia, a cieszy się dużym zainteresowaniem ze strony różnych grup wiekowych, zarówno dzieci w wieku przedszkolnym, szkolnym, osób dorosłych, instytucji, które organizują wszelkiego rodzaju imprezy. Doskonale spełnia swoje zadanie wiata z miejscem na ognisko, gdzie obecnie kończymy doprowadzanie prądu i monitoringu, co pozwoli nam w nowym roku na ustawienie toalet.

6N6A7346_2_1 Są też sprawy, które dotyczą wszystkich nadleśnictw, jak problemy z quadami czy motorami crossowymi. To problem trudny do rozwiązania, ponieważ użytkowników tych pojazdów ciężko zidentyfikować czy złapać. W okolicach Leszna powstaje coraz więcej stajni i przybywa miłośników przejażdżek konnych, więc na pewno będziemy musieli wyznaczać więcej tras konnych. Różnorodność sposobów rekreacji powoduje, że trzeba postępować bardzo ostrożnie, żeby nie doszło do sytuacji konfliktowych. Każda z grup ma swoje oczekiwania i chce równego traktowania.

Ogólnym problemem od jakiegoś czasu jest nadmiar zwierzyny. Czy Pan też to dostrzega?

Trudno wskazać, co kryje się pod określeniem „nadmiar zwierzyny”. Gdzie jest pułap ilościowy, który uznajemy za normalny? Owszem, w wieloletnim planie hodowlanym podane są zalecane wskaźniki zagęszczenia zwierzyny, ale nie wszyscy się z nimi zgadzają. Każda z zainteresowanych stron ma swój punkt widzenia; rolnicy mówią, że zwierzyny jest za dużo, myśliwi twierdzą, że jest w porządku, a my, leśnicy, mówimy, że jest i tak, i tak (śmiech). Obecnie została podniesiona kwestia dzików, ze względu na wyrządzane przez nie szkody w rolnictwie i zagrożenie przenoszenia przez nie choroby ASF. W związku z tym powinniśmy ograniczyć ich liczbę do pięciu na tysiąc ha. Będziemy musieli się dostosować do wskazanych wytycznych. 

W jednej z Państwa wypowiedzi ukazała się informacja, że populacja jeleni wzrosła na terenie nadleśnictwa w ostatnich jedenastu latach niemal o 100%. W sezonie 2004/2005 zainwentaryzowano ich 306 sztuk, a obecnie jest ich 600.  W przypadku daniela w tym okresie liczebność wzrosła z 82 do 257 w br. Czy rzeczywiście zwierząt przybywa w takim tempie, czy też w ubiegłych latach ich liczba była po prostu niedoszacowana?

I to, i to. Na pewno liczebność populacji jelenia i daniela zdecydowanie wzrosła w ostatnim dziesięcioleciu. Na jego początku w dużym tempie. Natomiast w ostatnich trzech, czterech latach tempo przyrostu zostało przyhamowane. 

Jaka jest przyczyna aż tak silnego wzrostu? Czy nie mówiło się o tym, czy w tej chwili po prostu się lepiej orientujemy? 

Nie ma jednej przyczyny. Wpływają na to zarówno łagodne zimy, dobra baza żerowa, co skutkuje lepszą kondycją zwierząt, ale również przykładanie większej uwagi do inwentaryzacji, dokładniejszego planowania i rozliczania się z planu. A na początku tego okresu doszło do tego „oszczędzanie” tych pięknych zwierząt. Każdy chciał, aby w jego obwodzie było dużo dorodnych jeleni i danieli. 

Czy ten przyrost powoduje jakieś negatywne skutki, np. w lasach? 

Dzik wyrządza szkody głównie w uprawach rolnych, w lesie jest zwierzęciem pożytecznym, gdyż między innymi żywi się pędrakami, larwami szkodliwych owadów.  Natomiast gorzej z jeleniami i danielami, ponieważ te rzeczywiście przyczyniają się do szkód w lasach, gdzie żerują na młodych sadzonkach przez ich zgryzanie oraz w młodnikach przez tzw. spałowanie, czyli ogryzanie i zdejmowanie kory z młodych drzewek. Tym szkodom zapobiegamy głównie przez kosztowne i często krytykowane grodzenia upraw. Moim zdaniem tutaj też trzeba znaleźć złoty środek, aby liczebność zwierzyny satysfakcjonowała wszystkie strony, zarówno rolników, myśliwych i leśników.

Jest jeszcze jeden problem, który występuje nie tylko u nas, mianowicie przechodzenie zwierzyny z lasu na osiedla mieszkaniowe. Myślę, że w głównej mierze winien temu jest człowiek. To nie zwierzyna, tylko my wchodzimy na teren jej bytowania poprzez ścisłą i bezpośrednią zabudowę granicy leśnej. Stawiamy płoty i zabudowania tuż przy lesie, nie pozostawiając żadnej strefy buforowej. Przy takim postępowaniu musimy się liczyć z tym, że zwierzyna naturalnie będzie dążyła do wyjścia z lasu.

Czy znalazły się inne pomysły na zmniejszenie ilości zwierzyny? 

Obecnie na terenie naszego nadleś-
nictwa jedyną formą jej ograniczenia jest planowy i racjonalny odstrzał realizowany przez zarządców i dzierżawców obwodów łowieckich. Pomocny może być pojawiający się w sąsiedztwie wilk. Ale nie czarujmy się, nie będziemy ukrywać prawdy w szafie i mówić, że wyeliminujemy strzelanie, bo regulacja dokona się sama. Obecnie to jest nierealne. 

A jak w tym roku wygląda sprzedaż drewna? 

Dla nas, dla samofinansujących się Lasów Państwowych jest to główne źródło dochodu. Pieniądze ze sprzedaży są przeznaczane na realizację bieżących zadań i w tej chwili nie ma żadnych większych zawirowań. Zdarzają się lepsze okresy i gorsze, ale myślę, że realizacja tegorocznego planu sprzedaży drewna nie będzie zagrożona.

Jakie plany na najbliższą przyszłość?

Ten rok rozpoczęliśmy od dużego wyzwania, ponieważ musieliśmy wyciąć w ciągu dwóch miesięcy 83 ha lasów pod budowę drogi ekspresowej S5. Pozyskaliśmy w tym okresie blisko 16 tys. m³ drewna. 

Również gęsta sieć szlaków komunikacyjnych, drogowych i kolejowych, nakłada na nas szereg obowiązków i związanych z nimi prac.

Co do planów, to głównie realizujemy zadania wynikające z dziesięcioletniego planu urządzenia lasu, zarówno jego zagospodarowania, jak i użytkowania. Inwestycyjnie priorytetem będzie budowa i modernizacja dróg oraz infrastruktury turystyczno-rekreacyjnej. 

 

fot. Krzysztof Moroz

Reklama
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria

 © Merkuriusz Polska | Redakcja: tel. +48 501 180 575, +48 515 079 888, redakcja@merkuriusz.com.pl 

xnxx