Reklama
środa, 31 sierpnia 2016 21:53

F-16 w Polsce – transakcja stulecia

Napisane przez  gen. dyw. pil. dr Leszek Cwojdziński

Główne elementy, składające się na decyzję o nabyciu przez Polskę F-16, o których Bruce Lemkin, zastępca podsekretarza Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych ds. Międzynarodowych, powiedział, że „zapewnią podstawę interoperacyjności, umożliwiającą nam przeprowadzenie operacji w NATO z koalicyjnymi partnerami”, to techniczna analiza konkurujących samolotów, cena, finansowanie, offsety oraz… polityka. 

 

Po upadku żelaznej kurtyny stan stabilnych Polskich Sił Powietrznych stopniowo się pogarszał. Liczba samolotów bojowych, wynosząca w 1990 roku 800 sztuk, w 1998 roku spadła do 300 sztuk, dlatego zakładano docelowo zakup stu samolotów. Tylko część polskich myśliwców, będących na wyposażeniu w roku 1990, cechowała się nowoczesnymi możliwościami bojowymi: dwadzieścia dwa samoloty MiG-29 i około stu Su-22. Nie lepiej wyglądały możliwości produkcyjne w Polsce, jedyną nadzieję stanowił prosperujący po rozpadzie Związku Radzieckiego PZL Mielec, ale projekty dotyczące produkcji samolotów okazały się mało obiecujące, tym bardziej że zabrakło funduszy. Na liście producentów samolotów myśliwskich nie figurował również PZL-Świdnik – twórca śmigłowców. Próżno byłoby szukać solidnej polskiej bazy, gotowej do produkcji myśliwca czwartej generacji, który odzwierciedlałby wojskową transformację kraju, spełniałby standardy NATO i wymagania wynikające z NRF. 

PZL Melec odegrał jednak znaczącą rolę przy zakupie F-16, ponieważ nie ustając w działaniu, nakłaniał rząd do zakupu zmodernizowanej Irydy, a w odpowiedzi Polski Sąd Najwyższy wydał orzeczenie, aby Ministerstwo Obrony Narodowej nabyło samolot spełniający wszelkie wymagane kryteria, co wytyczyło ścieżkę ku F-16.

Decyzja zapadła, choć miała zwolenników, jak i przeciwników. Andrzej Karkoszka, poprzedni sekretarz stanu Ministra Obrony Narodowej, opowiadał się za zakupem używanych myśliwców, natomiast wiceminister obrony narodowej Janusz Zemke uważał, że używane samoloty nie byłyby techniczne zaawansowane. Mimo pewnych niezgodności jedno było nie do podważenia: proces wyboru miał przebiegać przejrzyście i rygorystycznie. 

5 marca 2001 roku rozpoczął pracę międzyresortowy zespół kierowany przez wiceministra obrony narodowej Romualda Szeremietiewa, a minister obrony narodowej Bronisław Komorowski powołał dodatkową komisję przetargową, której przewodził płk Włodzimierz Płach, wicedyrektor Departamentu Zaopatrywania Sił Zbrojnych MON. Zaistniałe wątpliwości na temat tego, kto podejmie decyzję końcową, rozwiano dzięki interwencji Jerzego Szmajdzińskiego, zobowiązując komisję Płacha do oceny wymagań operacyjnych i technicznych konkurujących myśliwców, a międzyresortowy zespół Szeremietiewa do podjęcia ostatecznej decyzji. 

Nie bez komentarzy przeszły też słowa ministra gospodarki Janusza Steinhoffa: „Jednym z najważniejszych czynników, który będzie mieć wpływ na ostateczny wybór, są warunki umów kompensacyjnych ze zleceniami w polskich zakładach”.

Ostatecznie, w czerwcu 2001 roku, uchwałą Sejmu zadecydowano o zakupie szesnastu używanych (do 2003 roku) i czterdziestu czterech nowych samolotów myśliwskich (do 2006 roku), których koszt nabycia nie powinien przekroczyć 0,5% produktu krajowego brutto rocznie. Skandal korupcyjny przekreślił na jakiś czas napawające optymizmem plany, zakładające ogłoszenie zwycięskiej oferty 10 września 2001 roku. W konsekwencji premier Buzek zawiesił wiceministra Szeremietiewa i wyznaczył specjalną komisję celem zbadania zamówień w Ministerstwie Obrony Narodowej, a następnie zobowiązał wicepremiera Steinhoffa i ministra Komorowskiego do nadzoru nad przetargami na sprzęt wojskowy. Reorganizacja w Ministerstwie Obrony Narodowej doprowadziła nie tylko do zmian personalnych, ale i do reform. Jedną z głównych zmian było ustanowienie specjalnej agencji cywilnej, która miała podejmować decyzje dotyczące zaopatrzenia. Rozbicie się we wrześniu 2001 roku samolotu TS-11 Iskra stało się dodatkowym bodźcem, uzasadniającym dostarczenie Polsce samolotu wielozadaniowego, choć nie wykluczało to dalszego wykorzystywania Iskry. Przeszłe optymistyczne projekty zostały dodatkowo pokrzyżowane przez cięcia w ministerstwach, ale nowo mianowany minister MON-u Jerzy Szmajdziński, bynajmniej, nie przekreślał dotychczasowych zamiarów, a ponadto, w celu zapobieżenia nieprawidłowościom, ogłosił, że odtąd za przetargi odpowiadać będzie Agencja Mienia Wojskowego. W tym samym czasie władze Niemiec zaproponowały sprzedaż dwudziestu trzech interoperacyjnych samolotów MiG-29 za niewiarygodnie niską cenę (1 euro), co pozwalało na przesunięcie terminu zakupu z 2006 roku na 2008. Nie ustawano jednak w dążeniu do realizacji zaopatrzenia w myśliwce, za czym przemawiały argumenty Szmajdzińskiego oraz gen. Olszewskiego. 

Działanie ruszyły w 2002 roku, kiedy Zemke zakomunikował, że 3,5 mld dol. na pozyskanie czterdziestu ośmiu samolotów myśliwskich ma zostać zapłacone spoza normalnego budżetu obrony (1.95% PKB), a już pół roku później Komisja Przetargowa przeanalizowała przedłożone oferty pod względem technicznym, ale utrzymanie obrad w tajemnicy nie pozwoliło poznać odpowiedzi na pytanie: dlaczego Polacy wybrali F-16? 

W szranki obok F-16 stanęły Saab/BAE Systems JAS-39 Gripen oraz Dassault Mirage 2000-5 Mk II. 

Przy ocenie porównywano możliwość wykrycia, śledzenia i zaatakowania we wszystkich warunkach pogodowych i przy każdej widoczności, precyzyjność ataku celu na lądzie i na morzu pociskami kierowanymi, jak i niekierowanymi, oraz możliwość przeprowadzenia rozpoznania wraz z przekazaniem pomiędzy urządzeniami optycznymi, optyczno-elektronicznymi i radio-elektronicznymi do naziemnych punktów dowodzenia. 

F-16C/D 52+ zajmował pierwsze miejsce w kategorii awionika i uzbrojenie typu powietrze-powietrze i powietrze-ziemia, jak również w ocenie ogólnej. Był najbardziej nowoczesną wersją myśliwca w NATO. Mirage i Gripen zajęły pierwsze miejsca w pozostałych kategoriach, aczkolwiek wszystkie trzy samoloty wypadły podobnie w większości kategorii i plasowały się w znacząco wyższej klasie niż MiG-29 Fulcrum A, Su-22M4 Fitter i MiG-21 bis Fishbed N. Ponadto F-16C/D 52+, szeroko rozpowszechniany i nabywany, pozyskany przez dwadzieścia cztery kraje, był testowany przez wiele lat pod względem operacyjnym, konserwacji, logistyki i okresu użytkowania. 

Stany Zjednoczone dodatkowo zaproponowały Polsce mnóstwo najnowszej, technologicznie zaawansowanej broni, wsparcie i szkolenie. Na krótko przed selekcją oferentów Departament Obrony USA wystąpił z ofertą pożyczki 3,8 mld dol., z piętnastoletnim okresem spłaty. Ten czynnik był rozstrzygający. Szmajdziński powtórzył opinię Zemke, mówiąc, że zamówienie na samolot oraz umowa offsetowa „będzie gospodarczym i technologicznym bodźcem dla Polski”. 

Potencjalnych dostawców niepokoiły jednak trzy elementy: 

– ustawa offsetowa zmuszała zagranicznych dostawców do kierowania większości projektów offsetowych do niezreformowanych polskich przedsiębiorstw obronnych, z ich nieudolną strukturą kosztów i odziedziczonym po czasach komunizmu kierownictwie w stylu sowieckim

– polskie prawo nie w pełni odpowiadało międzynarodowym standardom dla procedur offsetowych, praktyk i przepisów

– system kar w przypadku niezrealizowania zobowiązań offsetowych z karami potencjalnie przekraczającymi 100% wartości tych zobowiązań (w innych państwach wskaźnik ten wahał się w granicach od 0 do 10%). 

Winę za pierwsze niezakończone negocjacje offsetowe ponosiła strona polska, niezdolna do opracowania jednolitych procedur, do poradzenia sobie z zakresem potencjalnego programu offsetowego. Pomimo tego rozmowy dotyczące myśliwców rozpoczęły się. W odróżnieniu do innych rządów Stany Zjednoczone nie brały udziału w żadnych umowach, co wynikało z ich przepisów. W odniesieniu do umów offsetowych ambasador Stanów Zjednoczonych Hill powtarzał, że rząd Stanów Zjednoczonych „ich ani nie organizuje, ani nie zachęca”. Stany Zjednoczone nie gwarantowały, że zobowiązania zostaną spełnione, co dawało przewagę innym oferentom. 

Propozycja złożona przez Lockheed Martin została wyceniona na 9,8 mld dol. z ofertą na 3,5 mld dol. za 48 wielozadaniowych samolotów myśliwskich F-16 C/D Block 52+. Polska miałaby wybrać z tej oferty te offsety, które równałyby się z wartością programu na samoloty (3,58 mld dol.). 21 stycznia 2003 roku Polska ustaliła, że nowy stuprocentowy wymóg offsetowy wynosi 6,028 mld dol., wartość do jakiej Polska zmniejszyła ofertę po weryfikacji i zastosowaniu ustawy dot. mnożników offsetowych. Offset wyniósł 170% i był największy w historii. Stany Zjednoczone nie mogłyby jednak dać Polsce pisemnej gwarancji o wywiązaniu się z zobowiązań, aby nie dopuścić do ich ponoszenia. Odpowiedzialność za negocjowanie i wdrażanie umów offsetowych spoczywała na zainteresowanych firmach. Umowa offsetowa została podpisana, co zagroziła opłacalności Lockheed Martin. Ostatecznie początkowe zobowiązania zmniejszono bez ponoszenia zobowiązania, poprzez proporcjonalne przydzielenie zobowiązań offsetowych na 10-letni okres wdrażania, ale Polacy nadal mogli domagać się 100% offsetu.

„Transakcja stulecia”, jak nazwał operację ambasador Stanów Zjednoczonych w Polsce Christopher R. Hill, została zatwierdzona 18 kwietnia 2003 roku.

W ocenie naukowców, ekspertów i przedstawicieli przegranych oferentów, Dassault oraz Saab/BAE, w procesie decyzyjnym bardziej zaważyła polityka niż możliwości taktyczno-techniczne, interoperacyjność czy ekonomia. Krótko po ogłoszeniu przez Polskę, że zakupi F-16, Charles Edelstenne, dyrektor naczelny Dassault, dał wyraźnie do zrozumienia, że wybór amerykańskiego myśliwca był decyzją polityczną. Zauważył, że: „Element polityczny był dominujący, znacznie bardziej niż jakość i cena. Od długiego czasu mam wrażenie, że Polska jest w dużej mierze za zbliżeniem z Amerykanami. Więc nie jest to zaskoczeniem”. Kai Olaf Lang, specjalista ds. Europy Środkowowschodniej w German Institute for International and Security Affairs, objaśniał: „Polska klasa polityczna postrzega przyszłość państwa jako spoczywającą na dwóch filarach: na bliskich stosunkach z USA oraz na [europejskim] traktacie z Nicei, który gwarantuje Polsce niemal taki sam głos w sprawach europejskich jak Francji i Niemcom. Polacy traktują USA jako jedynego prawdziwego gwaranta przeciw czemuś, co mogłoby pójść nie tak w Rosji. Z drugiej strony traktat nicejski jest sposobem na przeszkodzenie Niemcom i Francji w kontrolowaniu Europy”.

Latem 2002 roku, przed decyzją Polski o zakupie F-16, prezydent Stanów Zjednoczonych George W. Bush wydał na cześć prezydenta Kwaśniewskiego i jego żony oficjalny obiad, drugi w trakcie dotychczasowej, osiemnastomiesięcznej kadencji. Przyjacielskie stosunki potwierdziły się rok później, podczas wizyty prezydenta Busha w Polsce, gdzie został ciepło powitany przez entuzjastycznie nastawione tłumy, a on sam przyznał, że USA nie miały większego przyjaciela w Europie niż Polska i wyraził swoje zadowolenie z rozszerzenia relacji polsko-amerykańskich. W innych stolicach Unii Europejskiej Bush spotykał się z protestami, krytyką oraz z polityką i prasą, która pouczała i drwiła.

W konsekwencji seria spotkań, odbywająca się pięć miesięcy przed decyzją o zakupie F-16, nie obyła się bez echa. Oskarżono Busha o wywieranie politycznej presji w transakcjach zbrojeniowych w stosunku do państw dawnego Bloku Wschodniego, które przeszły na amerykański system uzbrojenia. Gdy Stany Zjednoczone oczekiwały, że wraz z Europą stworzą koalicję w celu „uwolnienia” Iraku, wiele z „państw starej Europy” opowiedziało się przeciwko wojnie. Podjęte decyzje, łącznie z decyzją o zakupie F-16, wzmocniły stosunki polsko-amerykańskie. Polska była jedynym krajem z Europy Wschodniej zaangażowanym w operacje lądowe w Iraku, a wsparcie Stanów Zjednoczonych wraz z ewentualną decyzją o zakupie F-16, zamiast decyzji o wyborze którejś z europejskich ofert, spowodowało gniew sąsiadów Polski z Unii Europejskiej. Janusz Reiter stwierdził, że jeśli Polska będzie musiała „wybierać w kwestii bezpieczeństwa między USA i Europą, to wybierze USA, z powodu historii i dlatego, że w kwestii polityki bezpieczeństwa Europa jest nadal tylko obietnicą. Stany Zjednoczone to rzeczywistość”. Jak spekulował wydawca „New Republic” John B. Judis: kontrakt na F-16 był związany z polskim wsparciem w Iraku jako umowa quid pro quo, choć wysocy urzędnicy temu zaprzeczali. Ponadto wybór F-16 stanowił przykład rozszerzania NATO na wschód, zmianę w orientacji, którą popierał rząd amerykański, oraz odzwierciedlenie wpływu Stanów Zjednoczonych w europejskich państwach dawnego bloku komunistycznego. 

W gruncie rzeczy zaproszona do Unii Europejskiej Polska była naciskana przez państwa europejskie poprzez oskarżenia o zdradę sąsiadów, gdyby wybrała F-16. Europejscy konkurenci próbowali przekonać władze naszego kraju, że większe, zharmonizowane możliwości przemysłu obronnego w Europie, łącznie z zakupem przez Polskę europejskiego myśliwca, znacząco zwiększyłyby europejski potencjał przemysłu obronnego w porównaniu ze Stanami Zjednoczonymi i innymi producentami spoza Europy.

Polacy byli świadomi cierpień swojego państwa w XX wieku, dlatego nie ufali Rosji na wschodzie, Białorusi na północy czy Niemcom na zachodzie. Tylko Stany Zjednoczone oraz członkostwo w NATO były gwarantami polskiej wolności przed dominacją i jarzmem Rosji. Polska chciała też przeszkodzić Francji i Niemcom w UE w staniu się na tyle silnymi, żeby dyktować politykę innym państwom członkowskim. Jednym z filarów bezpieczeństwa narodowego Polski były dwustronne stosunki transatlantyckie. F-16 reprezentował relacje Polski zarówno ze Stanami Zjednoczonymi, jak i z NATO. 

 

 

Samolot, który zamierza zakupić polski rząd jest najlepszym F-16, jaki lata. Otrzymają najnowszą elektronikę do działań wojennych i broń. Nic nie może przewyższyć osiągów tego samolotu. Możliwości tego samolotu właściwie przewyższają możliwości samolotów F-16 będących na wyposażeniu Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych.

Mac Stevenson – wiceprezydent Business Development w Lockheed Martin

 

Nie podjęliśmy decyzji w oparciu o względy taktyczne. Nie kalkulowaliśmy, co możemy wygrać na tym czy innym wyborze. Nie oczekiwaliśmy politycznych profitów czy zysków gospodarczych. Decyzja o wsparciu inwazji w Iraku była oparta głównie na naszym zrozumieniu prawdziwego znaczenia sojuszu i solidarności. 

Włodzimierz Cimoszewicz – minister spraw zagranicznych 

lys_0632_2lys_0807blys_0874blys_0943lys_1034lys_1302

fot. Piotr Łysakowski

 

 

Opracowanie i tłumaczenie pracy Barre R. Seguin na podstawie materiałów George’a C. Marshalla, European Center for Security Studies, Garmisch-Partenkirchen 2003.

Reklama
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria

 © Merkuriusz Polska | Redakcja: tel. +48 501 180 575, +48 515 079 888, redakcja@merkuriusz.com.pl 

xnxx