niedziela, 08 maj 2016 09:37

Przywrócić naturze

Składowisko w Czmoniu powstało w 1994 roku. Miało obsługiwać Poznań i okoliczne gminy, ale okazało się, że zaczynają tam trafiać śmieci z innych części kraju. Pierwotnie miało działać do 2025 roku.

Z Maksymilianem Sułkowskim, prezesem spółki Sater Kórnik, rozmawia Wiola Ordon

Stało się, 4  marca w Czmoniu zamknięto ogromne wysypisko śmieci...

Tak, oficjalnie z udziałem znamienitych gości, zarówno władzy wykonawczej, ,jak i firm. Natomiast odebranie i podpisanie końcowego protokołu robót nastąpiło w grudniu ubiegłego roku. Inwestycja była uzależniona od projektu współfinansowanego przez Unię Europejską, ze środków Funduszu Spójności w ramach Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko na lata 2007-2013 z zakończeniem do końca 2015 roku. Bez dotacji nie rozwiązalibyśmy tak szybko jednego z większych problemów w naszej gminie i chyba również w Wielkopolsce z lat 90.

Sprawa nie była prosta od strony technicznej, bo góra zajmuje powierzchnię ponad ośmiu hektarów, a jej wysokość to ponad trzydzieści metrów. Przy tak wysokim składowisku problemem jest nachylenie i ciężar skarp. Do tego nastąpiło unieruchomienie i zatkanie drenażu wewnętrznego. Zostały zaniedbane i niedokończone technicznie rowy melioracyjne wokół składowiska. Nie mogliśmy wyjść ze śmieciami poza obręb składowiska i starych rowów melioracyjnych, bo wiązałoby się to z budową nowej komory, co nie wchodziło w rachubę. Jednakże dzięki profesjonalnemu podejściu i determinacji wszystkich, zarówno ze strony władzy administracyjnej, projektanta – firmy Heko i firmy Ingenis, która zrobiła nam studium wykonalności i poprowadziła nas w procedurach unijnych, a przede wszystkim naszego wykonawcy z Inowrocławia, firmy Transpol, udało mi się to wszystko skoordynować, za co bardzo wszystkim dziękuję.

Dlaczego wysypisko, które miało służyć trzydzieści lat, zapełniło się tak szybko? 

Myślę, że jest to problem lat 90. Wówczas prawie każda gmina chciała mieć składowisko odpadów. Trzeba pamiętać, że gminy nie były tak bogate jak teraz, z tyloma inwestycjami, więc wydawało się to dobrym biznesem, tym bardziej że gmina jako mniejszościowy udziałowiec zapewniała tylko miejsce, resztą miała zająć się firma prywatna. W gospodarce panował neoliberalizm, wszystko, co prywatne, miało być lepsze, a tym bardziej to z Zachodu. Jednak nie zauważyliśmy, że w partnerstwie publiczno-prywatnym firma prywatna zawsze dąży do kumulacji zysków, co jest rzeczą naturalną, natomiast gmina w okresie transformacji powinna mieć nad tym wszystkim pakiet kontrolny. Tak się niestety nie stało. Poza tym do 2010 roku nie było uregulowań prawnych umożliwiających przymusowe zamykanie składowisk. Teraz już funkcjonują odpowiednie przepisy, co nie znaczy, że łatwo je egzekwować...

Proszę opowiedzieć o pracach związanych z rekultywacją, prowadzących do tego, że wysypisko ostatecznie przestało być groźne.

Po porozumieniu stron gmina w 2013 roku za symboliczną złotówkę odkupiła wszystkie udziały od firmy prywatnej, stając się tym samym całkowitym właścicielem i udziałowcem Sater Kórnik i składowiska odpadów w Czmoniu. Po wielu latach sporów firma została reaktywowana, a ja zostałem jej prezesem i kierownikiem składowiska, gdyż posiadam takie uprawnienia. Głównym celem od tej chwili było przywrócenie tego miejsca naturze. Po otrzymaniu decyzji Marszałka Województwa Wielkopolskiego o zamknięciu z urzędu składowiska zobowiązano nas do przeprowadzenia rekultywacji do 2020 roku i do zakończenia okresu eksploatacyjnego w myśl ustawy o odpadach z 2012 roku. Pojawiła się jednak szansa na przyspieszenie inwestycji dzięki dotacji unijnej. To zmotywowało nas do działania i już w kwietniu 2014 roku przystąpiliśmy do przetargu na projekt rekultywacji. Byliśmy zobowiązani do przeprowadzenia badań niezbędnych do oceny zagrożeń dla składowiska; między innymi były to badania geotechniczne skarp, zanieczyszczenia gleb pod wylewiskami, w tym również opinia geotechniczna właściwości podłoża gruntowo-wodnego dla potrzeb posadowienia zbiornika na terenie składowiska, ponadto ocena zbiorników i gleb wokół i pod zbiornikami. Należało opracować odpowiednią dokumentację dla Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Poznaniu, aby później burmistrz mógł wydać decyzję o środowiskowych uwarunkowaniach. A to wszystko przed przetargiem i wyłonieniem wykonawcy nie mając pewności, czy w ogóle dostaniemy dotację. Ale się udało!

{gallery}201682/sater/g{/gallery}

W 2015 roku w przetargu wyłoniliśmy wykonawcę. Czasu zostało niewiele w ramach programu unijnego, bo raptem sześć miesięcy, ale na szczęście trafiliśmy na solidną firmę i na początku lipca przystąpiliśmy do prac. Rekultywacja obejmowała zarówno część techniczną, jak i biologiczną wraz z infrastrukturą towarzyszącą, w skład której wchodziło wybudowanie nowych dróg dojazdowych i placów manewrowych oraz studni czerpalnych do wszystkich zbiorników. Wybudowano też od podstaw dwa duże zbiorniki, które ogrodzono. Większy na wody opadowe, mniejszy na odcieki. Zmodernizowano też zbiornik, który ma odbierać mieszaninę odcieków wraz z wodami opadowymi. Do tego nowe rowy melioracyjne z właściwymi spadami dookoła składowiska i na wierzchowinie wraz z rynnami spustowymi. Oddzielono odcieki od wód opadowych, tworząc system drenarski z matami podsiąkowymi, który odprowadza odcieki z wnętrza składowiska do specjalnego zbiornika. W pierwszej kolejności jednak zmodernizowano i wyprofilowano całą górę wraz z nachyleniem skarp, uszczelniając ją gliną. Na to wszystko została nałożona część rekultywacyjna i całość obsiano właściwą mieszaniną traw wraz z krzewami. Nasadzono drzewka w częściach izolacyjnych. Ponieważ prace zostały zakończone późno, ważne jest, żeby w tym roku to wszystko zarosło i związało całą bryłę.

Projekt, który był długo wyczekiwany przez lokalną społeczność, przyczynił się do przywrócenia obszaru zdegradowanego do stanu naturalnego i usunięcia zagrożeń dla środowiska. Czy rzeczywiście ta ekologiczna bomba została rozbrojona?

Składowisko jest cały czas monitorowane. Badane są odcieki i wody gruntowe. Jest także odgazowywane, a gaz zamieniany jest na prąd elektryczny i odprowadzany do sieci. Zajmują się tym firmy zewnętrzne, mające akredytację i duże doświadczenie. Składowisko jest stricte komunalne, więc z odpadami innymi niż niebezpieczne i obojętne, napowierzchowne z lat 90. Nie segregowano wówczas śmieci, a wszystko wrzucano do jednego worka, włącznie z masą organiczną. Dlatego składowisko produkuje gaz, a największym jego problemem są odcieki zawierające dużo pierwiastków biogennych: azotanów, azotynów, ogólnego węgla organicznego, a nie na przykład metali ciężkich, które są w normie. Ważne było, abyśmy oddzielili te odcieki od wód opadowych. Większość pierwiastków jest biodegradowalna. Poza tym nie ma cudownej różdżki, aby to, co zdegradowane, wróciło od razu do stanu pierwotnego. Niestety musi upłynąć jakiś czas, aby natura sobie z tym poradziła. Ważne, abyśmy mieli to wszystko pod kontrolą.

Trzydziestometrowa góra to najprawdopodobniej teraz najwyższa góra na terenie całej gminy Kórnik. Wytyczono na niej ścieżkę edukacyjną na temat postępowania ze śmieciami. Jakie są pomysły na wykorzystanie tej przestrzeni? 

Ważne, aby składowisko teraz zarosło, ustabilizowało się i stało się częścią otaczającej nas przyrody. W ramach dotacji unijnych wytyczona jest ścieżka, gdzie będzie można edukować młodzież, nie tylko w ramach postępowania ze śmieciami. Ścieżkę w następnych latach będziemy rozwijać. Chcę porozmawiać z nadleśnictwem o zagospodarowaniu wokoło terenu do celów rekreacyjnych, o ścieżkach biegowych, rowerowych czy o punkcie obserwacyjnym.

Ponieważ całe dofinansowane pochodzi z Unii, musi upłynąć okres karencji – od trzech do pięciu lat, aby można było myśleć o wykorzystaniu składowiska w celach zarobkowych. Jednakże jestem otwarty na wszelkie propozycje i innowacyjność, bo trzeba myśleć przyszłościowo i wykorzystać  składowisko po okresie karencji, tak aby samo mogło się finansować. Możliwe, że jednym z dobrych pomysłów jest fotowoltaika na stoku południowym, ale trzeba to wszystko przeanalizować, przeliczyć, aby przynajmniej nie dokładać do tego biznesu. Mam nadzieję, że tak się stanie.                                    

Warte uwagi

Organizujemy eventy firmowe

event1

Dom Wydawniczy Netter – wydawca magazynu Merkuriusz Polska prowadzi również działalność w obszarze organizowania konferencji, zjazdów, jubileuszy oraz „lecia” firm. Możemy pochwalić się ciekawymi rozwiązaniami, pełnym oddaniem w realizację danego projektu i fantazją. Najważniejszy dla nas jest zleceniodawca i to jemu służymy całą naszą wiedzą, dlatego uważamy, że warto być właśnie z nami.

Więcej…

 © Merkuriusz Polska | Redakcja: tel. +48 501 180 575, +48 515 079 888, Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.