piątek, 21 października 2011 15:30

Staruchy wszystkich stanów... Nie dajmy się!

Napisane przez  Lech Mergler
Oceń ten artykuł
(1 głos)

Wybrana grafika

Kiedy Pan Bóg zapytał Johna o życzenie, ten odpowiedział: Mike ma sto krów, a ja pięćdziesiąt, spraw więc Panie, żebym miał ich sto pięćdziesiąt.  Helmut poprosił: Panie, Johann ma pięćdziesiąt świń, ja tylko dwadzieścia pięć, a chciałbym mieć sto. Kiedy przyszła kolej Józka, ten wypowiedział się następująco: Boże, ja mam nędzną lepiankę,  a Bartłomieje murowaną chałupę, ze stodołą, oborą, stajnią i chlewem. Niechby im piorun spalił....
 Ta anegdota o polskiej zawiści wyjaśnia logikę, według której półtorej kadencji temu władza zlikwidowała kasy chorych. Wtedy, kiedy ich działanie zaczęło się sprawdzać, przede wszystkim w rejonach bardziej rozwiniętych. Władza orzekła, że część ludności, nawet duża, nie może mieć lepiej niż reszta i słuszne jest, żeby wszyscy mieli równie podle. I mają coraz gorzej. Wariant, żeby poszukać możliwości równania w górę, nie został zrealizowany.
Jeśli wyznawać teorie spiskowe, to już wtedy można było podejrzewać, iż za tą decyzją kryje się długofalowy plan rozwiązywania problemów demograficznych w ojczyźnie naszej. Naród się starzeje. Choćby w mieście naszym Poznaniu osobników w wieku emerytalnym egzystuje już ponad sto tysięcy. Ludności po pięćdziesiątce jest pewnie drugie tyle i niedługo bycie starym albo starszym (fachowo to się nazywa „późna dorosłość”), będzie stanem normalnym. Zaś wiek tak zdecydowanie niepoważny jak mniej niż czterdzieści lat stanie się ewidentnie passé. Jeśli demokracja przetrwa, to przewaga nas staruchów w ciałach przedstawicielskich będzie za dwadzieścia lat miażdżąca. Ale już dziś wieją grozą wizje katastrofy ekonomicznej spowodowanej przez hordy staruszków, używających życia na emeryturze „na koszt” ciężko tyrających, coraz mniej licznych małolatów w wieku przedemerytalnym. Myśląc spiskowo, w trwałym upadku służby zdrowia możnaby się dopatrywać diabolicznej metody rozwiązania problemu nadwyżki ilościowej tychże staruchów – na drodze cichej ich eutanazji przez niedostępność świadczeń medycznych. Uchwalone właśnie przerobienie jej placówek na biznesy, niesie ewidentną intencję pro-juwenalistyczną.
Chodzi, jak to w kapitalizmie, o wielką kasę. Suma składek emerytalnych płaconych przez 30-40 lat (indywidualnie od 100 do 250 tys. średnio bez kapitalizacji) pomnożona przez liczebność roczników powojennego, obecnie emeryckiego, wyżu (mój rocznik to ponad siedemset tysięcy rówieśników) – prowadzi do sum zawrotnych. Czy aby nie szkoda TAKIEJ kasiory na nieużytecznych staruchów? Ponoć część z tej kasy została „zagospodarowana” w czasach, kiedy ZUS miał nadwyżki, w latach osiemdziesiątych. Zatem obecny „deficyt”, do których ogół musi „dokładać”, wynikałby z tego, że forsa uzbierana przez ludność na starość została w części podprowadzona. A będzie coraz gorzej.
Na oko więc emeryt-patriota powinien pro publico bono możliwie szybko spowodować, by ustał powód wypłacania mu świadczeń. Za komuny patriotyzm w narodzie był wielki, bo statystyczny facet, żyjąc nieco ponad 66 lat, emeryturę pobierał tylko przez około półtora roku. Obecny konsumpcyjny egoizm (ten kapitalizm!) oznacza, że w takim mieście Poznaniu chłop średnio dociąga do wieku 71,8 lat, a przewidywana długość życia sześćdziesięciolatka to niemal 78 lat. Prawie trzynaście lat wyciągania emerytury!! A panie to już w ogóle szkoda gadać, doją do osiemdziesiątki i dłużej... Podejrzliwe spiskowe myślenie podsuwałoby w tym miejscu przypuszczenie, że skoro starsi państwo nie chcą być patriotami po dobroci, to może ktoś wpadł już na pomysł, żeby przymusić? Nową jakość w tej materii, być może przecierającą szlaki, stworzyło niegdyś łódzkie pogotowie medyczne, transportując pacjentów od razu do zakolegowanych firm pogrzebowych, eliminując etap pobytu w szpitalu. Bo te biedne szpitale ledwo zipią...
Póki co bycie staruchem jest zdecydowanie bardziej passé niż na przykład bycie niepełnosprawnym. Z kół zbliżonych do powołanej niedawno w Poznaniu Rady Seniorów doszły dane, że środki z kasy miejskiej dla tych drugich są proporcjonalnie kilkakrotnie wyższe niż dla seniorów właśnie, których jest zdecydowanie więcej. Odzwierciedla to także politykę społeczną UE. Może niepełnosprawność nie jest tak beznadziejna jak starość, zwłaszcza, że dopada tylko niektórych? Więc chętniej się płaci?
Ktoś wyliczył, że w dzisiejszych czasach przeciętnie niemal dziewięćdziesiąt procent wydatków na świadczenia medyczne, ponoszonych przez całe życie człowieka – przypada na ostatni jego okres... Jakie pole ogromnych, możliwych oszczędności... Istnieją też dane, z których wynika, że profilaktyka zdrowotna, zdrowy tryb życia tak naprawdę zwiększają summa sumarum wydatki na świadczenia medyczne. Zdrowsi ludzie mniej chorują, żyją dłużej i nie zabijają ich masowo banalne zawały albo udary. W późniejszym jednak wieku zapadają na perwersyjne, przewlekłe choroby starcze, których leczenie jest beznadziejne, długotrwałe i przede wszystkim... bardzo kosztowne. System finansowo traci.
W Polsce obywatele 50+ pracują w 30% (kobiety) i w 40% (mężczyźni) i jest to prawie najmniej w UE. Dla jedynie 30% z nich seks jest nadal ważny i tylko 30% uważa, że ich stan zdrowia jest wystarczająco dobry. Z szumnego programu dla 50+ niewiele zostało, musimy zatem ratować się sami. Żyjemy w końcu w kraju, w którym większość chce kary śmierci, a duża część akceptuje tortury. Można tu legalnie tłuc dzieci i żony w zasadzie też (byle nie po pijaku), a okrucieństwo wobec zwierząt pozostaje bezkarne. Nie warto więc liczyć tu na żadne względy dla siwego włosa, raczej przeciwnie, przecież już nami straszą... Powinniśmy konsekwentnie wydostawać z systemu to, co nasze, i starać się żyć jak najlepiej. I jak najdłużej. Na chodzie.

Zostaw Komentarz

Wypełnij wszystkie pola oznaczone gwiazdką (*).

  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria

Facebook

 © Merkuriusz Polska | Redakcja: tel.+48 61 866 78 58; +48 501 180 575, +48 515 079 888, redakcja@merkuriusz.com.pl