Reklama
czwartek, 19 kwietnia 2012 22:11

Kawałek legendy i kij w mrowisko

Napisane przez  Daromiła Wąsowska-Tomawska

Jak rzekł poeta, „Historia przed laty szczelinami uszła...”. „To było najoryginalniejsze miasto pod słońcem, z pewnością unikat na kuli ziemskiej wszech czasów” – tak pisał Boy-Żeleński, kronikarz, autor Słówek, inicjator pierwszego kabaretu krakowskiego „Zielony balonik”. Kraków z początku XIX wieku liczył 8 tysięcy mieszkańców. Dziwnie musiały wyglądać mury sąsiadujące z bujną wsią podkrakowską, o 10 minut drogi od centrum miasta. Mury przytłaczały, wyciskały specyficzne piętno na mieszkańcach. Umieli z nimi żyć Wyspiański, Matejko.

Ale któż jeszcze? Walczono ze skamieniałą tradycją, wyburzając baszty, zaułki, piękne domy i przybudówki. Zubożano miasto o autentyczną patynę lat, o najcenniejszą wartość. Stara Brama Floriańska, chluba dzisiejszego Krakowa, ocalała przez przypadek. Uratował ją głos rajcy, przestrzegający przed przeciągami, jakie pojawiłyby się wówczas przed kościołem Mariackim. Zburzono starą kaplicę w szpitalu św. Ducha dla przyszłego teatru. Matejko pragnął odrestaurować ją własnymi środkami. Gdy nie pomogły prośby i kaplicę zdemolowano – odesłał dyplom honorowego obywatelstwa miasta. Stary Kraków przeżywał się, nikł, upadał, pogrążając się w prowincjonalizm. Wyniosła arystokracja i zhołdowane, zgięte w pokłonie mieszczaństwo. Kontrasty. Nędza. Pod zastałą skorupą przyzwyczajeń i hierarchii powstawały nowe siły, nowe ruchy, opozycyjne wobec patronatu coraz bardziej kostniejącej tradycji. Rebelia przeciw autorytetom, jaką była Młoda Polska, przyniosła Krakowowi wiele dobrego. Miasto starców stało się miastem młodych. Nawet jego biedę zdołała na chwilę oszukać sztuka.

02  Okres Młodej Polski to Wyspiański, Wyczółkowski, Stanisławski, Malczewski, Pankiewicz, Kasprowicz, Fałat. Kraków był  przedmieściem dwóch metropolii: Paryża i Wiednia. W nim – o coś się sprzeczali, czegoś chcieli, za czymś tęsknili. Kto dzisiaj czyta w kawiarni lub dyskutuje przy czarnej kawie – do białego rana toczy gorące spory, polemiki? Tamte kawiarnie były wg Boya „kuźniami intelektu”. W kawiarniach rozstrzygano losy narodów. Do dyskusji, jak do gry, siadywano latami przy jednym stoliku. I jak tu nie zatęsknić i kilka razy w roku nie pojechać przez Kraków w Gorce? Zatrzymać się i wypić kawę przy jednym z nich, w krakowskiej Jamie przy Bramie Floriańskiej?

04 W 1895 roku Michalik założył w mieście cukiernię – przy redakcji „Czasu”, z Akademią pod nosem. Przy dużym okrągłym stole w Jamie Michalikowej powstało krzywe zwierciadło życia – kabaret „Zielony balonik”, moda Paryża, przeniesiona stamtąd przez Jana Augusta Kisielewskiego, dramaturga, autora Karykatur, rodzonego stryja Stefana Kisielewskiego. W okresie przekwitania Młodej Polski zaczęli schodzić się do Michalikowej kawiarni dwaj nieposkromieni humoryści – pisze stały bywalec Balonika, Adam Grzymała-Siedlecki. Jednym z nich był utalentowany malarz – Stanisław Kuczborski, drugim młodszy brat Boya – Edward Żeleński. Przemyśliwali, jakby tu kogoś „wystawić do wiatru”, zebrać wszystkich z poczuciem humoru i na „podwawelskim gruncie” pokusić się o kabaret, jakim zasłynął paryski Montmartre. Powrócił właśnie z Paryża pomysłodawca Jan Kisielewski. Nie każdy mógł być gościem w ich kabarecie. Należało otrzymać zaproszonie. Komitet zielonobalonikowy (Edward Żeleński, Witold Noskowski, Karol Frycz, Boy, Trzciński, Sierosławski i inni) drakońsko przestrzegał założenia, by w skład słuchaczy nie przedostało się „ciało obce”. Wchodzącego gościa witano trzykrotnym oklaskiem. Pomysł nazwy powstał nad ranem, po naradzie dotyczącej kabaretu, gdy wracano Floriańską do domu. Na rynku stał chłopiec z pękiem zielonych baloników. Żywa, soczysta barwa, lekkość i autoironia – oto najlepsza nazwa – „Zielony balonik”.

goraka.1 W czasie trzeciego kolejnego wieczoru Balonika laskę konferansjera po Janie Kisielewskim objął Stanisław Sierosławski, uczeń Przybyszewskiego. I tak już było. Imienne zaproszenie brzmiało: „Miły gościu: oto czas już nadszedł! Cóż tu widzisz? (obrazek). Widzisz Zielony balonik. A więc przyjdź w sobotę dn  3 listopada o godz. 11 w nocy do Jamy Michalikowej. Wejście tylko przez bramę domu, jedynie za okazaniem Zaproszenia”. Konferansjer oznajmiał w dowcipnych słowach jawiących się wykonawców i program. Na innym zaproszeniu „Zielony balonik” zdecydował się wpuścić na Kabaret do Michalika w sobotę dn 12 b.m. po premierze. I znów rysunek – na gitarze gra Jadwiga Mrozowska. Zatem w Jamie Michalikowej rozegrano jedną z istotniejszych walk o kształt i treść naszej kultury. Była to walka o zasady, pryncypia życia, o podstawy w drwinie z ludzi, obyczajów, śmiesznostek. Balon stał się satyrą, krzywym zwierciadłem snobizmu, filisterstwa i kabotyństwa, pleniących się nie tylko w pałacach arystokracji czy w salonach mieszczańskich. Najwyższą lotność drwiny Balonik osiągnął w latach 1905-1908. Mała salka tuż za bufetem, mieszcząca nie więcej niż 120 osób, została obmalowana karykaturami i rysunkami ówczesnej bohemy malarskiej.

Muzyka, fortepian, śmiech, brzęk szkła, estrada i publiczność, bez linii demarkacyjnych. „Zielony balonik” znów zaprasza z podobizną Boya i butelkami alkoholu. I począł się kryzys. Warszawa przeszła przez rewolucję, Kraków przez „Zielony balonik” – pisał kiedyś Jan Kott. Kabaret był kijem w mrowisko tradycyjnego Krakowa. Gorszył i podniecał, bawił i budził krytykę, szczególnie ośmieszanych. W 1910 roku redaktor „Krytyki”, Wilhelm Feldman, pisał: „Toż to szła zabawa, toż to huczał śmiech, pieniły się strugi napojów, gorzały serca”. Tak to trwało siedem lat, robiono Szopki, Boy pisał Słówka. Wiersze i skecze, przekorność i pieprzność. Awangarda myśli pośród omamień i symboli Młodej Polski. Dziś sam stał się symbolem, kawałkiem legendy.

gorka Jak co roku, tak i dziś siedzę z przyjaciółmi Salonu Artystycznego im. Jackowskich przy kawie w krakowskiej Jamie Michalika. Obczytujemy ściany, oglądamy wpisy i karykatury  uczestników, ale i późniejszych przyjaciół Anny i Tadeusza Gustawa Jackowskich, których salon okresu międzywojennego we Wronczynie blisko Poznania dziś, tradycyjnie od 16 lat, kontynuujemy. W imprezach Balonika uczestniczył artysta malarz Józef Czajkowski, który był autorem projektu nieistniejącego już dzisiaj ogrodzenia dworu we Wronczynie, nagrodzonego złotym medalem podczas Międzynarodowej Wystawy Sztuki Dekoracyjnej w Paryżu w 1925 roku.  Bywał u Michalika ósmoklasista, student Leon Schiller – rodzony brat Anny Jackowskiej, późniejszy znakomity reżyser, reformator teatru. Uczestniczyli w Baloniku Karol Frycz oraz twórca  Reduty Juliusz Osterwa, pretendent do ręki Anny Jackowskiej. Te znakomite nazwiska, które wpisane są do księgi wronczyńskiego dworu, towarzyszą nam z opisanych ścian Jamy. Jest i sam gospodarz Michalik, uprzejmy, wijący się w ciżbie wśród ściśniętych stolików, nic nierozumiejący z tego bratania się stanów.

Reklama
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria

 © Merkuriusz Polska | Redakcja: tel. +48 501 180 575, +48 515 079 888, redakcja@merkuriusz.com.pl 

xnxx