wtorek, 18 luty 2020 23:09

Zostawić więcej, niż się zabrało...

Z nadleśniczym Mirosławem Niczyporukiem z Nadleśnictwa Taczanów rozmawia Merkuriusz

Znajdujemy się na terenie dużego nadleśnictwa, w którego zasięgu administracyjnym znajduje się Ośrodek Kultury Leśnej w Gołuchowie z zagrodą żubrów. Jakie jeszcze skarby skrywają lasy w tej okolicy?

Ośrodek Kultury Leśnej jest niewątpliwym skarbem. To jedyna w Polsce placówka tego typu, która prezentuje nie tylko historię leśnictwa, ale także nowe osiągnięcia. Na terenie nadleśnictwa znajdują się również dwa rezerwaty przyrody Niwa i Majówka, cztery obszary chronionego krajobrazu „Dolina rzeki Prosny”, „Dolina rzeki Ciemnej”, „Wzgórza Ostrzeszowskie i Kotlina Odolanowska”, „Dąbrowy Krotoszyńskie Baszków-Rochy” oraz dwa obszary zaliczone do europejskiej sieci obszarów chronionych NATURA 2000 – obszar specjalnej ochrony ptaków – „Dąbrowy Krotoszyńskie” i obszar specjalnej ochrony siedlisk – „Dąbrowy Krotoszyńskie”.

 

Mamy również wiele pomników przyrody, chyba najciekawszy wśród nich to głaz narzutowy św. Jadwigi, największy taki głaz w Wielkopolsce. Specyfikę Nadleśnictwa Taczanów stanowi to, że jest jednostką o dużym zasięgu administracyjnym aglomeracji kalisko-ostrowskiej i dlatego jest mocno poprzecinane drogami i szlakami komunikacyjnymi. Powoduje to, że napływ i presja ludzi na nasze lasy jest bardzo duża. 

Z nadleśniczymi z Łopuchówka i Czerniejewa rozmawialiśmy ostatnio o coraz bardziej widocznych w tamtejszych lasach wilkach. Czy drapieżniki te zadomowiły się także na terenie Nadleśnictwa Taczanów?

W takiej skali, jak w Łopuchówku i Czerniejewie, nie. Docierały do nas informacje o pojedynczych osobnikach, ale raczej są to wilki migrujące przez nasze lasy, szukające nowych terytoriów. Na razie nie zaobserwowaliśmy watahy, która by się u nas zadomowiła. Wilk wymaga dużych kompleksów leśnych w jednym kawałku – nasze lasy są rozdrobnione, posiadamy ponad sto czterdzieści kompleksów leśnych różnych wielkości, a to raczej nie są dla niego dobre warunki. 

Jeśli jednak populacja wilków w Polsce nadal będzie tak rosła, w końcu i tu zadomowią się na stałe – pojawi się pierwsza para, która wyprowadzi młode i to będzie początek pierwszej grupy, watahy. 

W ostatnim czasie udało się Państwu zakończyć cztery inwestycje mające na celu poprawę warunków wodnych w lasach nadleśnictwa… 

Lasy Państwowe przystąpiły do programu małej retencji nizinnej, czyli zwiększania możliwości retencyjnych oraz przeciwdziałania powodzi i suszy w ekosystemach leśnych. W ramach pierwszej edycji, w której uczestniczyliśmy jako nadleśnictwo, zbudowaliśmy dziewiętnaście urządzeń, które retencjonują wodę. W drugiej mamy w planie wykonać osiem takich inwestycji, a dokładnie pięć zbiorników i trzy zastawki, które tworzyć będą tzw. tereny zalewowe – do końca ubiegłego roku wykonaliśmy cztery, a cztery kolejne planujemy na bieżący rok. Wykonane zbiorniki już działają, wypełniają się wodą, jesteśmy na etapie jej zbierania. 

Czemu konkretnie mają one służyć?

Są takie okresy w roku kiedy jest nadmiar wody oraz takie, kiedy odnotowujemy niedobór. Zbiorniki wodne powinny ją w okresie nadmiaru zebrać i jak najdłużej zatrzymać na okres niedoboru. Zbiorniki są ogólnodostępne, jedna skarpa jest zawsze łagodniej wyprofilowana, żeby zwierzęta miały łatwiejszy dostęp do wody. Często są to także miejsca lęgowe dla ptaków wodnych, gdyż po jakimś czasie obrastają trzcinami, „unaturalniają się”. Mamy także potwierdzone zasiedlenia przez bobry, które spowodowały rozlanie wody po lesie i podpowiedziały nam lokalizację urządzeń piętrzących. Zdarza się oczywiście również, że ich działania powodują szkody, gdy np. uszkodzą urządzenia melioracyjne czy przekopią swoimi norami drogę. Jednak zdecydowanie większość ich działań należy odbierać jako pozytywne. 

Niesamowicie się też asymilują...

Coraz mniej obawiają się ludzi, potrafią być aktywne nawet w ciągu dnia. Widziałem osobiście jak bóbr przechodził przy moście po jezdni, bo pod spodem był mały próg piętrzący i nie mógł się przedostać – auta się zatrzymały i go przepuściły. To jest taki przypadek asymilacji. Bobry były kiedyś bardzo dzikimi zwierzętami i było ich mało. Przywróciliśmy je w ramach zorganizowanego projektu. Natomiast jest inny gatunek, na którego rozprzestrzenienie nie mieliśmy żadnego wpływu. Jest nim żuraw. Wcześniej był bojaźliwym ptakiem i trudno było go podejść. Teraz można go zauważyć przy każdej niemal drodze. Populacja żurawia jest obecnie bardzo duża. Jest wszędzie tam, gdzie jest kawałek podmokłej łąki, przy której może założyć gniazdo. 

Jakie są dziś priorytety Nadleśnictwa Taczanów, jakie wyzwania przed Państwem stoją?

Chyba najważniejszym wyzwaniem, nie tylko dla naszego nadleśnictwa, ale polskich lasów w ogóle, będzie susza, kolejny rok wysokich temperatur. Choruje obecnie wiele gatunków drzew – sosna, świerk, dęby, brzozy, modrzewie... Właśnie ze względu na niedobór wody dochodzi do rozwoju szkodliwych owadów, które atakują osłabione drzewa i w konsekwencji wiele z nich obumiera. 

Nie tylko owady dokonują szkód. W Polsce pojawił się także inny problem, który wcześniej widziałem na wschodzie, na Białorusi. Kiedy tamtejsi leśnicy opowiadali nam, że mają problem z jemiołą, tylko się uśmiechałem, jednak i u nas zaczęło się to samo. Jemioła rozprzestrzeniła się, atakuje drzewostany sosnowe, zwłaszcza na żyźniejszych siedliskach, bo one najbardziej cierpią z powodu niedoboru wody. Drzewostany, które zawsze rosły na suchym podłożu, zdążyły się do tego przystosować, a te, które miały więcej wody teraz cierpią, są łatwą ofiarą. Jemioła jest półpasożytem, zabiera, ale nic nie daje, korzysta z wody, którą pobrało drzewo. Ma minimalne ilości chlorofilu i może wytworzyć sobie wartości odżywcze, ale całkowicie uzależniona jest od wody, którą przewodzi inny organizm. Jest jak gąbka, ma bardzo głęboki miękisz, więc mocno osłabia już wyniszczone przez susze drzewostany. 

Warto także dodać, ze Płyta Krotoszyńska, na której położone jest w części nasze nadleśnictwo, jest całkowicie odmiennie zbudowana pod względem geologicznym. Jest to glina o bardzo grubej miąższości nawet kilku metrów. To sprawia, że nie następuje podsiąkanie wód gruntowych. Korzysta z wody, którą nasiąknie przez śnieżną zimę czy opady deszczu. A jeśli ich nie ma, „gąbka” nie ma jak nasiąknąć, tylko oddaje wodę, a przy wysychaniu twardnieje. Kiedy drzewa wiosną w okresie wybuchu listowia zaczynają pobierać wodę, stają się ogromną pompą wypijającą z niej resztę wody. Przez ostatnie suche lata i zimy ziemia nie została nasączona, stąd problemy na całej Płycie Krotoszyńskiej, nie tylko w Nadleśnictwie Taczanów. 

Tylko niech pan nie mówi, że tam będzie łyso…

Nie roztaczajmy katastroficznych wizji, choć ostatnie lata pokazują, że jest problem i będzie on narastał o ile nie zmieni się układ opadów i temperatur. Widać jak działają one na drzewa, na przykład na brzozy, które „gotują się” w środku. Liście zaczynają lekko żółknąć, a w środku jest już zaparzone drewno, w żywym drzewie. Pojawiają się także owady, o których wcześniej tylko uczyliśmy się w szkole.

Myślę jednak, że przyjdzie kiedyś taki rok, jak 2017, który był bardzo deszczowy. Napełniły się wtedy wszystkie zbiorniki i nasza „gąbka” nasiąknie. Ale wtedy padało cały rok...

Najstarsi pracownicy nadleśnictwa pamiętają, że w latach 90-tych do maja nie można było wejść na Płytę Krotoszyńską bez kaloszy, a teraz cały rok chodzimy suchą nogą. To świadczy o tym, jak obniżył się poziom wód gruntowych. Teraz już nawet głębiej zakorzenione dęby zaczynają odczuwać brak wody.

W grudniu organizowaliście Państwo czwarte spotkanie dla dzieci z cyklu „Cztery Pory Roku w Dąbrowach Taczanowskich.” Czy uważa Pan, że edukacja leśna jest w naszym kraju wystarczająca? Jak przygotowane jest do tego zadania Nadleśnictwo Taczanów?

Myślę, że edukacja prowadzona przez Lasy Państwowe w dużej mierze uzupełnia tę prowadzoną w szkołach, gdyż w placówkach szkolnych mało uczy się o polskich lasach. Widać to po dzieciach, które do nas przychodzą. Nie znają podstawowych gatunków drzew czy zwierząt, a rozpoznawać te rodzime, leśne powinien każdy z nas. Kiedyś to było obowiązkowe. Dzieci, a nawet czasem nauczyciele, są zdziwieni kiedy usłyszą, że samiec sarny, który ma parostki, to nie jelonek... i że sarna nie jest „żoną” jelenia. Często też dla nich wszystkie drzewa iglaste to choinki... 

Ubiegłoroczne spotkania z cyklu „Cztery Pory Roku w Dąbrowach Taczanowskich” odbywały się po raz pierwszy. W tym roku będziemy to na pewno kontynuować. Chcemy pokazać ten niewątpliwie inny, specyficzny las, jakim są Dąbrowy Krotoszyńskie w Taczanowie w odsłonach różnych pór roku. Bory sosnowe, iglaste są takie same przez cały rok, trochę zmienia się jedynie runo. Drzewostany liściaste wyglądają natomiast inaczej w poszczególnych porach roku. Na początku wiosny przebijają się pierwsze kwiaty runa leśnego, przylaszczki, zawilce, wszystko ładnie kwitnie. Latem następuje piękny rozwój wszystkich pięter, w lesie robi się praktycznie ciemno, gdyż liście ograniczają dostęp światła. W końcu nadchodzi jesień wraz z przebarwiającymi się na różne kolory liśćmi i przepięknym, odbywającym się na tle lasu spektaklem – rykowiskiem.

Zima to najtrudniejsza dla zwierząt pora roku, rozmawialiśmy więc o mądrym dokarmianiu, kiedy i czym należy dokarmiać. Wszystko zakończyło się zabawą mikołajkową, dzieci otrzymały drzewa na choinki do szkół i drobne upominki.

Jesienią w Ostrowie Wielkopolskim zorganizowana została akcja sadzenia drzew pod hasłem „Drzewa dla klimatu”. Czy rządzący – zarówno w kontekście Polski, jak i Unii Europejskiej – przywiązują wystarczającą wagę do zależności między zmianami klimatycznymi, ekologią a dbałością o drzewa i lasy? 

Podczas wspomnianej akcji nie sadziliśmy drzewek na miejscu, w Ostrowie Wielkopolskim. Rozdaliśmy uczestnikom sadzonki, gdyż chcieliśmy, aby sami zadecydowali gdzie je posadzić, a następnie patrzyli jak posadzone przez nich drzewko rośnie i się nim opiekowali.

Myślę, że ludzie widzą, że drzewa łagodzą zmiany klimatyczne. Polityka leśna naszego państwa zakłada wzrost lesistości do 2050 roku do 33%. Po wojnie wynosiła ona 20%, dwie wojny wyniszczyły polskie lasy. Oprócz tego nastąpiły gradacje różnych gatunków szkodliwych owadów, np. strzygonii choinówki w Puszczy Noteckiej. Spowodowało to, że stała się ona jednowiekowa – wszystkie drzewostany zostały odnowione w jednym okresie. Puszcza Białowieska z kolei wycięta została przez Niemców i angielską firmę The Century European Timber Corporation, wobec której spłacaliśmy zobowiązania po I wojnie światowej. Puszcza Białowieska jest więc w dużej mierze lasem sztucznym, posadzonym po wycięciu ponownie.

Dwudziestoprocentowa lesistość po 1945 roku wzrosła obecnie do trzydziestoprocentowej, czyli powierzchnia lasów wzrosła o 50%. To jest ogromna ilość. Osiągnięcie natomiast 33%, które było zakładane w polityce leśnej raczej będzie trudne, ponieważ skończyła się podaż gruntów do zalesienia, czyli założenia lasu na gruntach nieleśnych. Zwiększanie lesistości polegało nie tylko na tym, że Lasy Państwowe zajmowały się nasadzeniami, ale także zachęcały rolników do zalesień na gruntach, które nie przynosiły im zysków. Bezpośrednie dopłaty unijne wstrzymały zalesienia, spowodowały, że rolnicy przestali zgłaszać chęć zalesiania gruntów. W związku z tym program zwiększania lesistości przystopował i będzie tak, dopóki nie zmieni się polityka dopłat do gruntów rolnych. 

Łagodzenie zmian klimatu przez lasy jest bardzo ważne. W wielu nadleśnictwach w Polsce powstają tzw. gospodarstwa węglowe, gdzie poprzez podsadzenia i wprowadzanie podszytów zwiększa się zasobność drzewostanów i możliwości pochłaniania dwutlenku węgla. 

Czym jest zrównoważony rozwój w kontekście gospodarki leśnej?

Wszyscy powinniśmy tak korzystać z lasów, aby pozostały dla przyszłych pokoleń nieuszczuplone. Zasadą lasów jest wręcz, żeby zostawić ich więcej, dlatego nie pobieramy nigdy całego przyrostu drewna jaki corocznie odkłada się w lesie, lecz zaledwie jego niewielką część. Zrównoważony rozwój to nie tylko pozyskanie drewna – choć jest to bardzo ważne, bo jako materiał ekologiczny i biodegradowalny jest niezastępowalne – ale także przygotowywanie lasu do wykorzystywania w różnych innych dziedzinach, np. społecznej, rekreacyjnej czy edukacyjnej.

Priorytetem jest dla nas zachowanie równowagi. Po naszych działaniach ma być więcej, niż przed nimi. Niestety nie widzimy swoich plonów jak rolnicy, którzy je co roku zbierają – w lesie zbiera się je po stu latach. 

Warte uwagi

Organizujemy eventy firmowe

event1

Dom Wydawniczy Netter – wydawca magazynu Merkuriusz Polska prowadzi również działalność w obszarze organizowania konferencji, zjazdów, jubileuszy oraz „lecia” firm. Możemy pochwalić się ciekawymi rozwiązaniami, pełnym oddaniem w realizację danego projektu i fantazją. Najważniejszy dla nas jest zleceniodawca i to jemu służymy całą naszą wiedzą, dlatego uważamy, że warto być właśnie z nami.

Więcej…

 © Merkuriusz Polska | Redakcja: tel. +48 501 180 575, +48 515 079 888, Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.