Notice: Trying to get property 'alias' of non-object in /www/merkuriusz-com-pl/components/com_k2/router.php on line 292
O sile pracy zespołowej, umiędzynarodowieniu i zdalnym zarządzaniu

Notice: Undefined property: Joomla\CMS\Object\CMSObject::$introtext in /www/merkuriusz-com-pl/plugins/content/spojnik/spojnik.php on line 15
piątek, 26 luty 2021 04:00

O sile pracy zespołowej, umiędzynarodowieniu i zdalnym zarządzaniu

prof. Katarzyna Dziubalska-Kołaczyk prof. Katarzyna Dziubalska-Kołaczyk

z prof. Katarzyną Dziubalską-Kołaczyk, prof. Rafałem Witkowskim i prof. Przemysławem Wojtaszkiem – prorektorami Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu rozmawia Mariola Zdancewicz

Przede wszystkim chciałabym pogratulować Państwu wyboru na prorektorów Uniwersytetu imienia Adama Mickiewicza. Jakie są Państwa priorytety na kadencję 2020-2024?

prof. Katarzyna Dziubalska-Kołaczyk: Niezależnie od trudności zewnętrznych priorytetem dla mnie, jako prorektorki ds. nauki, jest osiągnięcie jak najlepszego wyniku w ewaluacji jakości badań naukowych. Oznacza to dbałość o ich poziom, o to by żadna dyscyplina nie została pozostawiona sama sobie, by wszystkie z nich osiągnęły ewaluację co najmniej w kategorii B+. Tylko wtedy będziemy w stanie utrzymać status uczelni badawczej.

Prof M Witkowskiprof. Rafał Witkowski: Z mojego punktu widzenia istnieją trzy powiązane ze sobą priorytety. Pierwszym z nich jest uratowanie współpracy międzynarodowej w obliczu obecnych obostrzeń, kiedy tradycyjne formy wymiany są niemożliwe do przeprowadzenia. Drugi to jej restrukturyzacja, rozumiana jako wskazanie strategicznych obszarów i jednostek, z którymi powinniśmy w sposób zdecydowany rozwijać współpracę. Trzecim krokiem jest zdecydowany rozwój współpracy międzynarodowej. Funkcjonując wyłącznie w wymiarze międzynarodowym, będziemy mogli uzyskać to, o czym wspomniała pani prof. Dziubalska-Kołaczyk. 

Prof P Wojtaszekprof. Przemysław Wojtaszek: W perspektywie krótkoterminowej najważniejszym zadaniem jest stworzenie nowej strategii rozwoju Uniwersytetu, która stworzy ramy do ambitnych działań przez następne dziesięć lat. Aktywność nas trojga jako prorektorów związana jest z nauką, więc z naszego punktu widzenia priorytetem, poza wspomnianą już ewaluacją, jest zdobywanie środków zewnętrznych, grantów i doprowadzenie do tego, aby pojawiało się ich na uczelni jak najwięcej. Nie chodzi też oczywiście tylko o to, aby było ich dużo, lecz żeby były jak najlepsze. Zależy nam przede wszystkim na grantach międzynarodowych, bo bez nich trudno mówić, że jesteśmy poważną, liczącą się w Europie uczelnią badawczą. Jeżeli nie ma intensywnej badawczej współpracy międzynarodowej, mała część światowej społeczności naukowej jest świadoma, że istniejemy. Rankingi mówią na szczęście, że nie jest z nami aż tak źle, sytuujemy się w górnych dziesięciu procentach, ale zawsze chcielibyśmy być lepsi. Pierwsze jaskółki już się pojawiają, czas pokaże czy zapowiadają coś, co będziemy obserwować stabilnie chociażby przez rok – wtedy będę mówić o umiarkowanym optymizmie. 

Macie Państwo jakiś wspólny projekt z racji piastowania tej zaszczytnej funkcji?

KDK: Myślę, że koledzy zgodzą się, że mamy jeden cel – wszyscy zajmujemy się nauką i jej umiędzynarodowieniem. Współdziałanie w tym zakresie wpisane jest w nasze obowiązki, stąd każdy projekt przez nas podejmowany jest w jakimś stopniu wspólny. 

Przykładem może być przedsięwzięcie, w ramach którego będziemy w trójkę spotykać się z prodziekanami wydziałów ds. Nauki aby  dyskutować i konsultować  zagadnienia związane z nauką, grantami, umiędzynarodowieniem. 

RW: Chciałbym zwrócić uwagę, że liczba zadań, przed którymi stoi Uniwersytet, jest tak ogromna, że aby zostały w odpowiedni sposób zrealizowane, jedna osoba nie jest w stanie ich udźwignąć. Mamy doświadczenia z minionych kadencji i doszliśmy do wniosku, że aby w pełni i z sukcesem realizować nasze plany, musimy podzielić się odpowiedzialnością. 

Jeśli chodzi o planowanie działań, dyskusje na temat głównych kierunków zawsze odbywają się w zespole. Wszyscy się tu doskonale znamy i nie ukrywam, że także lubimy, więc nasze kontakty są znacznie uproszczone. Możemy skuteczniej realizować to, co sobie założyliśmy dla dobra naszej uczelni.

PW: Dodałbym jeszcze, że nie musimy mówić o „obowiązkach”. Jesteśmy tak zgranym zespołem, że wszystko co robimy jest dla nas oczywiste i naturalne. 

Naszym wspólnym projektem jest obecnie chociażby współpraca z Imperial College w Londynie, zakładająca rozbudowę sfery, która u nas funkcjonuje jako research dissemination, a teraz ma szansę zostać ujęta w kontekście science communication. Mamy nadzieję, że urodzi nam się z tego dobry projekt. Jesteśmy po pierwszych rozmowach, w kolejnych tygodniach czekają nas następne. 

KDK: Zrobiliśmy bardzo dobre wrażenie w Imperial College właśnie w trójkę! (śmiech) Widocznie widać, że tworzymy dobry zespół, udało nam się wywołać dobre emocje, a współpraca rozwija się radośnie. Jej pierwszym etapem będzie stworzenie podcastów – wywiadów z naszymi naukowcami, entuzjastami, pasjonatami badań, którzy będą o nich opowiadać i przekazywać światu na czym polegają. 

PW: Warto wspomnieć także o tym, jak ludzie reagują na to, co się dzieje wokół. Zaproponowanym tematem wiodącym jest niepewność w nauce. Przy obecnym narastaniu niewiary w naukę, niechęci do przyjmowania tego, co oczywiste naukowo, będzie to bardzo dobry, aktualny temat i jedynie jedno z oblicz wspomnianej niepewności, ale znajdzie się jej z pewnością na tyle dużo, żeby poruszyć ciekawe tematy i nagrać dobre podcasty. 

Od roku Uniwersytet funkcjonuje w ramach nowo określonych dyscyplin i dziedzin naukowych. Czy obecny podział się sprawdza?

KDK: Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy się sprawdza, to zależy z jakiej perspektywy spojrzymy. Wszystkie dyscypliny istniały już wcześniej, nie powstały w zeszłym roku, naukowcy od lat robią w ich ramach badania. Novum stanowi fakt, że dokonaliśmy według nich pewnego podziału strukturalnego Uniwersytetu. 

Formalnie służyć on ma ewaluacji, ponieważ teraz oceniane są dyscypliny, a nie jednostki naukowe. Badacze w danej dyscyplinie muszą się starać, żeby osiągnąć jak najlepszy wynik, my możemy tylko wspierać i wskazywać drogę. W przyszłości okaże się, czy wszystkie dyscypliny spełnią warunki uzyskania wysokiej ewaluacji. 

Z punktu widzenia samego działania w ramach wydziałów, kiedy równoznaczny jest on z dyscypliną, daje to komfort zarządzania. Ważne jest jednak także, żeby zachęcało to do interdyscyplinarności. Sam podział na dyscypliny niekoniecznie do tego mobilizuje, podział na szkoły natomiast daje już możliwość wymiany. Zbyt krótko jednak on funkcjonuje, żeby móc odpowiedzieć na pytanie, czy to najlepsza droga. Przyglądamy się temu, zastanawiamy i zbieramy komentarze.

RW: Chciałbym podkreślić, że podział na dyscypliny dotyczy jednej ze sfer naszego działania, częścią tej reformy było także utworzenie szkół. Żeby mieć pełen obraz musimy pamiętać, że z jednej strony wprowadziliśmy w życie mechanizm, który pozwala ewaluować poszczególne dyscypliny, a z drugiej – pozwalający ratować badania w szerszym kontekście, choćby właśnie na poziomie szkół.

PW: Podstawową wadą tego systemu jest dostosowywanie struktury do czegoś, co zostało zdefiniowane rozporządzeniem. Po długich dyskusjach niektóre długo istniejące dyscypliny nagle zniknęły, inne się pojawiły, część uzyskała samodzielność pod postacią dziedzin naukowych. Takie dopasowywanie niekoniecznie może okazać się w przyszłości dobre, bo zmieni się rozporządzenie i znów będziemy musieli zastanawiać się co z tym dalej zrobić. 

Wpływ na to, jak będziemy funkcjonować ma także fakt, że wcześniej wydziały miały spory stopień autonomii, to, co się działo na innych wydziałach nie wpływało istotnie na ich funkcjonowanie. Teraz byt uczelni zależy od najsłabszej dyscypliny. Jest to wymuszenie pewnego rodzaju wspólnotowości, którą dotąd na takim poziomie trudno było zaobserwować. Jeszcze się chyba w tej sytuacji nie odnaleźliśmy. Rok to niewiele, ale powoli już zaczyna narastać świadomość tego, że chociaż nie wiadomo jak dobrzy w danej dyscyplinie byśmy byli, to jej byt zależał będzie od tego, jak wypadnie najsłabsza w całej uczelni. 

Czy to założenie jest dobre?

PW: To zależy z czyjego punktu widzenia. Z perspektywy bardzo dobrych wydziałów jest złe (śmiech). Ustawa była czymś w rodzaju próby przeciwdziałania atomizacji uczelni, czyli doprowadzenia do sytuacji, w której stałaby się federacją wydziałów, a nie jednym organizmem. Z tego punktu widzenia jest to dobry mechanizm, a jak się sprawdzi, to zupełnie inna historia. Nie mamy jeszcze możliwości przetestowania, bo ewaluacja jest za rok.

KDK: Chciałabym widzieć to jako zdrową konkurencję, a raczej wspólne działanie, bo wszyscy od siebie zależymy. Współzależność daje nam jeden kierunek. Tak przynajmniej mogłoby się wydawać, chciałabym, żeby można było to tak pozytywnie rozumieć. Z praktyki wiem jednak, że niekoniecznie takie myślenie się sprawdza, a raczej zwycięża konkurencyjne patrzenie na siebie. Musimy trochę poczekać, żeby móc to ocenić, przynajmniej do pierwszego wyniku ewaluacji, przy założeniu, że jej zasady nie ulegną zmianie.

Pracownicy uczelni zdobywają liczne nagrody, świeżym przykładem może być Nagroda Naukowa POLITYKI 2020 za badania w zakresie relacji między człowiekiem a automatami i robotami...

PW: Jest także „polski Nobel”, czyli Nagroda Fundacji na rzecz Nauki Polskiej dla prof. Jacka Radwana w obszarze nauk o życiu! Cieszymy się ze wszystkich nagród, a tę zdobyliśmy już drugi rok z rzędu, w zeszłym roku jej laureatem był prof. Andrzej Wiśniewski. Pokazuje to, że  badacze, którzy pracują na naszym uniwersytecie są doceniani. Będzie nas to zawsze cieszyć,  pozostaje nam działać tak, aby jak najwięcej takich powodów do radości się pojawiało.

Każdy z Państwa coś koordynuje, nadzoruje, czemuś przewodniczy. Jak w obecnej sytuacji jest to możliwe?

KDK: Okazuje się, że jest. Kiedy pandemia się zaczynała myśleliśmy, że będzie to bardzo trudne, wiosną byliśmy mocno wytrąceni z normalnego trybu, zastanawialiśmy się jak będziemy funkcjonować bez regularnego chodzenia do pracy, bez spotykania się z ludźmi twarzą w twarz. Jednak teraz możemy już stwierdzić, że jest to wykonalne. W większości przeszliśmy na zdalne działanie i docieramy do ludzi, czasem nawet bardziej skutecznie. Okazuje się, że godzina wieczorna, albo nawet kwarantanna nie oznacza, że nie można uczestniczyć w spotkaniu. Poza tym istnieje reżim czasowy, który wymuszają komunikatory i on też czasem pomaga. Ja właśnie odbywam dziś szóste spotkanie, a jeszcze kilka przede mną. Czuję się, jakbym biegła, a wciąż siedzę w tym samym fotelu! (śmiech). 

PW: Jednak biorąc pod uwagę doświadczenia z poprzedniego półrocza, kiedy byłem dziekanem Wydziału Biologi oraz tego, co dzieje się w tej chwili mogę stwierdzić, że w przypadku dyscyplin eksperymentalnych zapewnienie jakiejkolwiek ciągłości jest bardzo uciążliwe. Jakoś się to udawało w zeszłym semestrze, ale każde dłuższe wyłączenie staje się coraz trudniejsze. Kiedy popatrzę na morze dokumentów, które przepływa codziennie przez mój gabinet i które podpisuję, to coraz większy procent z nich stanowią wnioski o przedłużenie realizacji grantu. Boję się wobec tego, że w którymś momencie instytucje finansujące naukę „pękną”, bo nie będą miały pieniędzy na utrzymywanie grantów w przedłużonym czasie. Takie konsekwencje mogą nam się za rok-dwa przytrafić. 

Na poziomie zarządczo-funkcjonalnym, z punktu widzenia kierowania zespołami czy zadaniami, jest to możliwe. Z czysto ludzkiego punktu widzenia natomiast powiedziałbym, że zajmuje dużo więcej czasu. Znacznie szybciej da się pewne sprawy uzgodnić twarzą w twarz niż przy pomocy trybu zdalnego. 

RW: Z punktu widzenia wymiany międzynarodowej, kiedy wszyscy przechodzą na tryb zdalny,  podstawowym problemem jest podział na strefy czasowe – podczas gdy jedni idą spać, inni wstają. Skoordynowanie spotkań bywa zatem dość trudne. Pod względem technicznym jest wręcz przeciwnie – stało się to bardzo proste. Oczywiście nikt narzędzi tych nie wymyślił teraz, jednak nie były one stosowane w takim zakresie. Biorąc więc pod uwagę moje obowiązki, nie mogę narzekać, bo bym skłamał.

W listopadzie ubiegłego roku Uniwersytet wszedł w skład konsorcjum EPICUR zrzeszającego uniwersytety europejskie. Jakie możliwości otworzyły się przed studentami i pracownikami i czy ich realizacja będzie możliwa?

RW: Dotykamy tu tematu, o którym wspomniał już prof. Wojtaszek, a mianowicie niemożności realizowania tego, co zostało wcześniej założone. Organizacja mobilności, spotkań, wyjazdów, warsztatów, konferencji siłą rzeczy przeszła do sieci, ale nie uda się tego przeprowadzić w wymiarze, jaki pierwotnie zamierzaliśmy. Wbrew pozorom w tego rodzaju konsorcjach przejście na tryb zdalny zmusiło nas, abyśmy znacznie szybciej doszli do punktu, do którego chcieliśmy dojść. Jeśli bowiem myśleliśmy o tym, aby przygotować platformy nauczania zdalnego dla wszystkich studentów w federacji EPICUR, a przypomnę, że mówimy o trzystu tysiącach studiujących na ośmiu uczelniach, to po niecałym roku funkcjonowania musieliśmy zrobić to, co chcieliśmy zrobić po trzech latach. Pewne działania zostały więc ewidentnie przyspieszone, inne zostały przedefiniowane, a co najważniejsze – zaczęliśmy szukać innych form współpracy i w miejsce wymiany skupionej na ofercie dydaktycznej, o wiele częściej zaczęliśmy rozmawiać o wymianie naukowej. W efekcie w ciągu ostatniego pół roku przygotowaliśmy trzy duże projekty w ramach federacji. Obecnie pracujemy nad kolejnymi trzema, zaczęliśmy już szukać partnerów grantowych wśród naszej „epikurowej rodziny”. Prawie połowa pracy nad każdym projektem to właśnie szukanie partnerów, a jeśli już ich mamy, zyskujemy bardzo dużo czasu. Obecna sytuacja motywuje więc nas, aby krok po kroku zacieśniać i rozwijać powiązania, które w naturalny sposób obejmować będą wkrótce wszystkie wydziały uczelni. 

KDK: Pozwolę sobie dodać, że wspomniani partnerzy są znakomici, to są naprawdę dobre uczelnie. Nasze obecne usytuowanie w konsorcjum jest wyjątkowo szczęśliwe, jesteśmy z tego bardzo zadowoleni. 

Jakie priorytety stawia przed sobą Szkoła Nauk Przyrodniczych?

PW: Szkołę tworzą dwa silne wydziały o wspólnym korzeniu. Jest to swego rodzaju odświeżenie znajomości z Wydziałem Nauk Geograficznych i Geologicznych, z którym biologia rozeszła się trzydzieści sześć lat temu. Przydaje się to do tego, o czym wspomniała prof. Dziubalska-Kołaczyk, czyli przeciwdziałania rozbiciu dyscyplinarnemu. Współpraca interdyscyplinarna daje nam znacznie więcej. 

To, co dotyczy uniwersytetu, dotyczy i szkoły, więc priorytetem są jak najlepsze badania i dydaktyka. W zeszłym roku rozpoczęły się dyskusje na temat wspólnego kierunku studiów, zobaczymy czy uda się coś z tego wyciągnąć. Drugi element, który zakiełkował w zeszłym roku, a teraz powinien się rozwinąć, to powołanie zespołu, w którym główną rolę odgrywać będą przedstawiciele naszej szkoły. Nazywamy go roboczo zespołem ds. zrównoważonego rozwoju. Pierwotnie miał się zajmować kwestiami zmian klimatycznych, jednak zakres znacznie się rozszerzył, a skład rozbudował o członków pozostałych szkół.

Na koniec chciałabym zauważyć, że każdy z Państwa coś poświęcił obejmując funkcję prorektora. Pozwolę sobie umówić się z Państwem za dwa-trzy lata, żeby odpowiedzieć na pytanie czy było warto...

RW: Bardzo chętnie się spotkamy, dla nas także będzie to ważny moment, aby zatrzymać się, spojrzeć wstecz i zobaczyć, czy było warto. Po krótkich doświadczeniach współpracy z panią rektor i w gronie prorektorskim, mogę już teraz stwierdzić, że jest to tak fascynująca i wielowątkowa przygoda, że jeśli tempo pracy utrzyma się przez następne dwa lata, to proszę sobie zarezerwować nie godzinę, ale pięć, bo będziemy mieć mnóstwo do opowiadania! (śmiech)

KDK: Dokładnie tak, moglibyśmy mówić i mówić już teraz, a co dopiero za trzy lata!

PW: Jedną rzecz trzeba podkreślić – w momencie, kiedy się decydowaliśmy na objęcie funkcji, zdawaliśmy sobie sprawę, że będzie to miało swoje konsekwencje, póki co mamy do czynienia tylko z tymi pozytywnymi – pracujemy w znakomitym, dobrze się dogadującym zespole z bardzo dobrą szefową. Dlaczego by więc tego nie kontynuować.

KDK: W przeciwieństwie do wielu zespołów skupiających władzę, nasz czuje się ze sobą bardzo dobrze, jesteśmy świetnie działającym ciałem, a podstawą jest to, że się lubimy. Bez tego nie da się pracować. 

Warte uwagi

Organizujemy eventy firmowe

event1

Dom Wydawniczy Netter – wydawca magazynu Merkuriusz Polska prowadzi również działalność w obszarze organizowania konferencji, zjazdów, jubileuszy oraz „lecia” firm. Możemy pochwalić się ciekawymi rozwiązaniami, pełnym oddaniem w realizację danego projektu i fantazją. Najważniejszy dla nas jest zleceniodawca i to jemu służymy całą naszą wiedzą, dlatego uważamy, że warto być właśnie z nami.

Więcej…

 © Merkuriusz Polska | Redakcja: tel. +48 501 180 575, +48 515 079 888, Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.