wtorek, 16 czerwiec 2020 17:13

Dyrektor, ambasador, mediator

z Tomaszem Łęckim, dyrektorem Muzeum Narodowego w Poznaniu, rozmawia Mariola Zdancewicz

Stanowisko dyrektora Muzeum Narodowego objął Pan w grudniu. Co Pan zapamięta z pierwszych dni piastowania tej funkcji? 

Czas biegnie bardzo szybko i intensywnie, to już cztery miesiące. Zapamiętam przede wszystkim pierwsze kontakty z pracownikami, ich naturalną, zrozumiałą rezerwę i niepewność, równoczesne zgłoszenie gotowości współtworzenia przyszłości muzeum, zaangażowania, a nawet wprowadzenia pewnych zmian. Pierwsze wrażenie było bardzo dobre, znacznie lepsze niż przewidywałem. 

Z jakimi planami objął Pan to stanowisko?

Chciałbym usprawnić funkcjonowanie muzeum w zakresie zarządzania – zaplanowałem zorganizowanie nowego zespołu dyrektorskiego. Dotychczasowy wieloletni dyrektor odszedł na emeryturę, jego zastępcy też już nie pracują. Druga sprawa to pieniądze, muzeum jest mocno niedofinansowane. Być może wynika to z faktu, że pod jedną marką Muzeum Narodowego funkcjonuje dziewięć autonomicznych placówek o różnych profilach, zatem musi kosztować więcej, niż muzeum zatrudniające tyle samo osób, ale zlokalizowane w jednym miejscu. Po trzecie – działalność merytoryczna, w pierwszej kolejności należy podjąć się przepracowania, zaktualizowania programu wystaw. Muzeum było przez rok w okresie przejściowym – kierowała nim osoba pełniącą obowiązki dyrektora, stąd niektóre tematy nie mogły być dopięte. Bardzo ważną kwestią w życiu każdego muzeum jest gromadzenie zbiorów, zależy mi więc na sprofesjonalizowaniu i wzmocnieniu tego działu, łącznie z rozwiązaniem problemu braku magazynów właściwych dla części naszych zbiorów. W ramach działalności merytorycznej opowiadam się też za współpracą z wiodącymi muzeami i to już się dokonuje, z Muzeum Narodowym i Zamkiem Królewskim w Warszawie, Muzeum Narodowym w Krakowie, z zamkiem na Wawelu i innymi. Kolejnym obszarem, na którym chciałbym popracować jest rozwój pracowników. Mamy spory zespół znakomitych osób, które muszą mieć stworzone warunki, aby rozwijać się i podnosić swoje kwalifikacje na pracowników, a nawet zdobywać stopnie naukowe. Chodzi mi także o kompetencje miękkie w zakresie umiejętności współpracy, pracy w zespołach w systemie projektowym czy wreszcie doskonalenia tego, co jest dostrzegane przez publiczność – czyli empatii – zdolności do miłego przyjęcia. Ostatnia kwestia to komunikacja i rozwój publiczności. Chcielibyśmy usystematyzować, uspójnić ten obszar, począwszy od takich narzędzi, jak system identyfikacji wizualnej stosowany konsekwentnie we wszystkich obszarach muzeum. Planujemy także badać – nie tylko opierając się na intuicji – satysfakcję publiczności. Spowoduje to, że zobiektywizujemy to, co się o nas myśli. Nie będziemy polegać tylko na bezpośrednio docierających głosach, które najczęściej są bardzo spolaryzowane – krytyczne bądź entuzjastyczne – lub na własnych odczuciach, które z kolei są subiektywne. Badania będziemy realizować przy pomocy odpowiednich badań przeprowadzonych we współpracy z Wydziałem Antropologii i Kulturoznawstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. Chcielibyśmy także zbudować silny wolontariat młodzieżowy i senioralny oraz usieciowić nasze muzeum we współpracy ze wspomnianymi muzeami w Polsce, ale także realizować projekty międzynarodowe. 

Kierował Pan Wielkopolskim Muzeum Niepodległości, ale też przez wiele lat był Pan burmistrzem Murowanej Gośliny. Czy doświadczenie to pomaga w zarządzaniu instytucją kultury? 

W swoim nie takim krótkim życiu wykonywałem różne prace – byłem nauczycielem, kierownikiem lokalnej telewizji, dyrektorem handlowym w firmie wyposażającej sklepy w urządzenia i regały do sprzedaży nośników kultury, czyli płyt kompaktowych, jeszcze wtedy kaset video, książek, w wieże do słuchania muzyki. Najdłużej, bo szesnaście lat, pełniłem funkcję burmistrza. Byłem także przewodniczącym związku międzygminnego i w końcu dyrektorem Wielkopolskiego Muzeum Niepodległości. To jest dość bogate doświadczenie – z każdego etapu mogę wyciągnąć coś na przyszłość. Kompetencje historyka pochodzą z okresu akademickiego i nauczania historii, już wówczas kształtowała się moja umiejętność współpracy z ludźmi. Pewne wyczucie komunikacji z kolei zrodziło się w okresie, kiedy współtworzyłem telewizję na Zielonych Wzgórzach. Kiedy byłem burmistrzem bardzo mocno stawialiśmy na kulturę, już dość dobrze zakorzenioną w tym małym, ale dość prężnym miasteczku. Aktywnie rozwijaliśmy wówczas bibliotekę, mini muzeum – Izbę Regionalną, powołaliśmy także do życia pracownię archeologiczną Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy, która prowadziła badania na Radzimiu, kasztelańskim grodzie średniowiecznym na wyspie na Warcie. Wydarzenia, które zazwyczaj mają miejsce w małych miejscowościach, takich jak dni miasta, u nas wyglądały zupełnie inaczej. Nawiązywaliśmy do tradycji naszej gminy, a ważnym jej elementem była partycypacja mieszkańców. Mieliśmy zatem nie Dni Murowanej Gośliny, a Jarmark św. Jakuba, który organizował Ośrodek Kultury we współpracy z wieloma stowarzyszeniami i mieszkańcami. Był Targ Wiejski w Boduszewie przygotowywany przez Sołectwo Boduszewo. Festiwal „Musica Sacra Musica Profana” w Długiej Goślinie był organizowany we współpracy z tamtejsza parafią i sołectwem, podobnie Wianki w Mściszewie. Opracowaliśmy wówczas monografię Murowanej Gośliny. Kultura odgrywała więc ważną rolę i nie polegała na powielaniu jakichś wzorców, ale związana była z odkrywaniem własnej tożsamości. Przystąpiliśmy do dobrej rodziny miast europejskich w ramach ruchu Cittaslow, skupiającego miejsca ceniące własną tożsamość, gdzie żyje się dobrze, w sposób uporządkowany, nie tak szybki, jak w wielkich ośrodkach. 

Najbardziej konkretnym doświadczeniem muzealniczym było oczywiście to, zdobywane w Wielkopolskim Muzeum Niepodległości, też dość złożonej placówce, bo składającej się z pięciu zróżnicowanych oddziałów. Kiedy objąłem stanowisko dyrektora powszechnie twierdzono, że jest za mało pieniędzy i niewiele można osiągnąć, a udało się przeprowadzić modernizację wszystkich muzeów, przygotować wielką epokową inwestycję, jaką jest budowa nowego Muzeum Powstania Wielkopolskiego oraz zgromadzić środki i przeprowadzić modernizację tragicznego, ale niezwykle ważnego miejsca, jakim jest Fort VII. 

Od początku podjął Pan działania w celu zwiększenia dofinansowania muzeum…

Jesteśmy w momencie, w którym wykonaliśmy wszystkie możliwe ruchy. Kiedy zostałem dyrektorem od razu rzuciliśmy się do pracy, aby przygotować dobrze uzasadnione wnioski o dofinansowanie. Wraz z zespołem kierowniczym zorganizowaliśmy dwudniowy wyjazd do Warszawy i przekonaliśmy ministerstwo, że pieniędzy jest tutaj za mało. Ufam, że przynajmniej część naszych potrzeb zostanie zaspokojona. Należy jednak pamiętać, że pojawiło się coś, czego nikt nie przewidywał, kiedy byliśmy w styczniu w Warszawie, a mianowicie pandemia koronawirusa. Prawdopodobnie nastąpi przerzucenie wielu rezerw państwowych na ten obszar, ale jest to sytuacja nadzwyczajna. Mam nadzieję jednak, że nasze podstawowe potrzeby zostaną dofinansowane. 

Jednym z głównych punktów Pana programu jest budowa nowego Muzeum Powstania Wielkopolskiego. Czy jest to aktualne?

Deklaruję wsparcie tego przedsięwzięcia. Jest to inwestycja Wielkopolskiego Muzeum Niepodległości, ale uzyskałem zgodę pana ministra Piotra Glińskiego, abym mógł część swojego czasu poświęcić wspieraniu jej przygotowania i realizacji. Reprezentuję muzeum ministerialne, jestem dobrym ambasadorem sprawy, mediatorem pomiędzy muzeum samorządowym Miasta Poznania, jego władzami a ministrem kultury. Nie jest tajemnicą, że relacje te nie są usłane różami (śmiech), w związku z tym ktoś taki, jak ja jest dobrym pośrednikiem. Udało mi się przyczynić do pewnego porozumienia politycznego w tej sprawie, czyli pierwszy etap misji wykonałem. Jest zgoda pana prezydenta Jaśkowiaka i pana ministra Glińskiego i decyzja, że mamy to zrobić wspólnie, razem finansując. 

Jest też druga rzecz – publiczność często nie rozumie, dlaczego w Poznaniu pewne zasoby prezentowane są fragmentarycznie, skoro mamy jedno wielkie zwycięskie Powstanie Wielkopolskie, w którym udział brała inteligencja, ziemiaństwo, robotnicy, chłopi, rzemieślnicy, w zasadzie każdy, to muzeum, jeśli ma być poważane i doceniane w skali narodowej, też powinno być jedno. Powstanie zatem placówka będąca w strukturach Wielkopolskiego Muzeum Niepodległości, a nasze muzeum, które także ma w swoich zasobach pamiątki z powstania, często nieeksponowane, zasili i wzbogaci tę wystawę. Będzie można powiedzieć, że zbiór eksponatów prezentowanych w nowym muzeum przy ul. Północnej, pod Wzgórzem Św. Wojciecha, będzie wspólnym wysiłkiem Muzeum Niepodległości i partnera, jakim jest Muzeum Narodowe. I tak widzę swoją rolę – jako ambasadora, mediatora i tego, który może pomóc wzbogacić ekspozycję dla dobra pamięci o powstaniu, ale też atrakcyjności dla odwiedzających. 

Najwyższy czas, żeby jakaś instytucja reprezentowała powstanie wielkopolskie w sposób godny. Do tej pory wiele się mówi o powstaniu warszawskim, nic mu nie ujmując, ale oni do tego powstania byli przymuszeni, a my działaliśmy od lat, żeby w pewnym dogodnym dla nas momencie je zrobić. Dlatego takie były skutki, nie było żadnej martyrologii, ludzie ginęli incydentalnie. Potrafiliśmy to po prostu świetnie zorganizować i wykorzystać sytuację i czas.

Jedno i drugie ma bardzo ważną pozycję w historii Polski, trudno te dwa powstania porównywać, ale mógłbym się tego zestawienia podjąć pod kątem muzealniczym – powstanie warszawskie dysponuje trzema tysiącami metrów kwadratowych na ekspozycję stałą, a obecne Muzeum Powstania Wielkopolskiego ma dziesięć procent tej powierzchni. To była dla mnie główna motywacja i powód, dla którego podjąłem się tego projektu, ponieważ dysproporcja jest absolutnie nie do usprawiedliwienia. Na trzystu metrach nie można nawet przeprowadzić klasy szkolnej, w Odwachu są pomieszczenia, do których może wejść tylko około piętnastu osób.

Czy projekt jest jeszcze w sferze dyskusji czy już możemy zapytać kiedy się pojawi na mapie Poznania?

Opracowana jest dokumentacja techniczna, w przyszłym roku będzie pozwolenie na budowę. Jesteśmy przed ogłoszeniem konkursu na ekspozycję stałą, za dwa lata mogłyby się rozpocząć prace budowlane. Myślę, że powinniśmy móc odwiedzić muzeum w sto szóstą lub sto siódmą rocznicę wybuchu powstania wielkopolskiego, czyli w 2024 lub 2025 roku. 

Jakie są pozostałe plany dyrektora Muzeum Narodowego w Poznaniu na ten rok i najbliższe lata? Czy spróbuje Pan zrobić to, czego nie podjął się poprzednik i wrócić do wielkich, pięknych wystaw jak Malczewski, Vanitas, Moda, Odwilż...? Wystawy te cenił nie tylko Poznań, były ogólnopolskie, a nawet europejskie. Przy jednej z nich pracowałam, zrobiłam film „Pomiędzy Wiedniem a Wilnem” na zlecenie muzeum, dotyczył baroku. Może to byłby dobry sposób, żeby pozyskać więcej zwiedzających...?

Na początku chciałbym podkreślić, że doceniam działalność moich poprzedników, każdy z nich pozostawił sporo serca, zaangażowania, swój ślad. Nie jestem historykiem sztuki, ale jestem pewien, że kompetencje moich poprzedników były znakomite. Ja mam wystarczające doświadczenie w sprawach organizacyjnych, żeby do dotychczasowego doświadczenia coś wnieść. Mogę zapowiedzieć trzy bardzo duże wystawy, które panią redaktor na pewno usatysfakcjonują, oprócz innych cennych, w ramach których będziemy się skupiali na prezentowaniu naszych zbiorów w mniejszych formach. Jako impreza towarzysząca Światowemu Kongresowi Historyków pojawi się np. wystawa zbiorów grafiki niemieckiej. 

Wracając do planowanych wielkich wystaw – w październiku zamierzamy otworzyć wystawę, której pewna wersja była już prezentowana w oddziale Luwru, niebawem będzie w Warszawie, a jesienią zawita do nas. W pewnej części współtworzona jest przez poznańskie muzeum. Będzie to wystawa malarska „Polska. Siła obrazu”, prezentująca najbardziej przekonujące obrazy, głównie XIX-wieczne, aż po Młodą Polskę. Wszystko wskazuje na to, że uda się, aby wystawę tę otwierał „Rejtan” z Zamku Królewskiego i nasza „Melancholia” Jacka Malczewskiego. Będą znakomite obrazy, które na pewno publiczności przypadną do gustu. 

Drugą, będzie wystawa wspaniałego, jeszcze może mało znanego, ale zyskującego popularność na świecie, duńskiego malarza Vilhelma Hammershoia. Jest to przepiękne malarstwo. Do współpracy zaprosiliśmy muzeum krakowskie, więc z Poznania wystawa powędruje do Małopolski. 

Kolejna wystawa robiona jest wspólnie przez Poznań, Kraków i Warszawę, odbędzie się za trzy-cztery lata i prezentować będzie dzieła Józefa Chełmońskiego. Przy okazji chcę podkreślić, że nie mamy żadnych oporów, żeby współpracować z muzeami, utrzymujemy bardzo dobre relacje z głównymi muzeami narodowymi i zamkami królewskimi, które też mają znakomite zbiory. 

Uważam, że nie powinniśmy mieć kompleksów w tej materii...

Nasza kolekcja malarstwa europejskiego jest z całą pewnością najlepsza w Polsce.

Chciałabym jeszcze dodać, że wystawy, o które Pana pytałam dotyczyły tutejszych zbiorów, chodziło o pokazanie tego, co jest w muzeum. Oczywiście współpraca też jest ważna, może w dzisiejszych czasach ważniejsza...

Jest przede wszystkim racjonalna. Przedsięwzięcia, o których wspomniałem są wysokobudżetowe, łatwiej przekonać organizatora czyli ministerstwo, że robimy dużą wystawę, która ma potem swoje kolejne edycje, kiedy robimy to wspólnie. Nie ma obecnie żadnej ekspozycji malarstwa XIX-wiecznego, na której nie byłoby naszych obrazów, tak poważny jest ten zbiór. Zawdzięczamy go rodzinie Raczyńskich, Poznańskiemu Towarzystwu Przyjaciół Nauk, ale też systematycznemu powiększaniu  kolekcji przez samo muzeum. 

Czy planuje Pan jakieś wydawnictwa traktujące o naszym poznańskim muzeum?

Każdej wystawie towarzyszy pieczołowicie przygotowany katalog. Przed paroma dniami została otwarta ekspozycja w Muzeum Sztuk Użytkowych na Zamku Przemysła pięćdziesięciu dziewięciu plakatów z naszego ogromnego, cennego zbioru trzydziestu pięciu tysięcy prac. Wystawa nosi tytuł „Siedzisko. Krzesło. Tron.” i dotyczy mebli do zasiadania. Wydarzeniu towarzyszy katalog, rozpoczynający całą serię wydawnictw, które stopniowo będą pokazywać bogactwo naszej kolekcji plakatów, których stałej ekspozycji niestety nie mamy. Nasz zespół wydawnictw jest precyzyjny, świetnie pracuje i z całą pewnością pomysłów nie zabraknie.

Pragnę zwrócić uwagę, że mówimy o Muzeum Narodowym, galerii głównej, ale nie zapominajmy, że mamy jeszcze osiem innych muzeów: Muzeum Sztuk Użytkowych ze wspaniałymi zbiorami i nowym gmachem, Wielkopolskie Muzeum Wojskowe ze znakomitymi tradycjami sięgającymi początków niepodległości, w ratuszu – Muzeum Historii Miasta Poznania (trwa właśnie renowacja części pomieszczeń), mamy Muzeum Instrumentów Muzycznych po kapitalnym remoncie – jedyne tej rangi muzeum w Polsce, jest Muzeum Etnograficzne wymagające sporych nakładów, ale o bardzo ciekawym programie czy wreszcie trzy wielkie, znakomite rezydencje – Rogalin Raczyńskich, Gołuchów Czartoryskich i Śmiełów Chełkowskich z przepięknym Muzeum Adama Mickiewicza.

Jest Pan prezesem stowarzyszenia, które powołało do życia Park Dzieje, który okazał się być strzałem w dziesiątkę, a widowisko „Orzeł i krzyż” cieszy się nieustanym powodzeniem. Czy będą jakieś punkty styczne pomiędzy Pana obecną pracą, a tym pomysłem?

One już są, niezależnie od mojej obecnej funkcji. „Orzeł i krzyż” inspirowany jest polskim malarstwem historycznym, głównym narratorem jest Stańczyk z obrazu Jana Matejki, współnarratorką dziewczyna przy studni pędzla Jacka Malczewskiego. Te inspiracje pojawiły się więc, kiedy nawet nie planowałem zostać dyrektorem Muzeum Narodowego. Obrazy odróżniają widowisko, dźwigają na nieco wyższy poziom piękna w stosunku do dość realistycznych rekonstrukcji historycznych. W końcu autorem scenariusza jest znakomity przedstawiciel środowiska historyków sztuki współpracujący z muzeum prof. Jacek Kowalski. W tym roku „Orzeł i krzyż” z podtytułem „Wielkie zwycięstwa” poprzez galerię żywych obrazów będzie akcentować Grunwald, Wiedeń, Bitwę Warszawską i Jana Pawła II.

Warte uwagi

Organizujemy eventy firmowe

event1

Dom Wydawniczy Netter – wydawca magazynu Merkuriusz Polska prowadzi również działalność w obszarze organizowania konferencji, zjazdów, jubileuszy oraz „lecia” firm. Możemy pochwalić się ciekawymi rozwiązaniami, pełnym oddaniem w realizację danego projektu i fantazją. Najważniejszy dla nas jest zleceniodawca i to jemu służymy całą naszą wiedzą, dlatego uważamy, że warto być właśnie z nami.

Więcej…

 © Merkuriusz Polska | Redakcja: tel. +48 501 180 575, +48 515 079 888, Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.