piątek, 26 luty 2021 04:06

August Zamoyski; rzeźbiarz

z dr Anną Lipą – kustoszem Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie – rozmawia Mariola Zdancewicz

W Muzeum Narodowym w Poznaniu gościmy piękną wystawę monograficzną czy raczej pokazującą go na tle epoki, poświęconą Augustowi Zamoyskiemu.

Ekspozycja „August Zamoyski. Myśleć w kamieniu” jest drugą odsłoną wystawy, która swoją premierę miała 5 grudnia 2019 roku w Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie. Jest to rodzaj eseju wizualnego, nawiązującego do długoletniej tradycji wystawienniczej naszego Muzeum, polegającej na łączeniu obrazu, słowa i przestrzeni w opowieść o życiu i twórczości artysty.

Był popularną postacią, wręcz filmową, ekscentryczną, właściwie typowym celebrytą... 

Urodził się 28 czerwca 1893 roku w Jabłoniu na Lubelszczyźnie. Pochodził ze znanej, arystokratycznej rodziny, pieczętującej się herbem Jelita. Był więc artystą, rzeźbiarzem, arystokratą – podobnie jak Toulouse-Lautrec w malarstwie. Swego czasu był także celebrytą, mistrzem autokreacji i skandalistą, którego wczesne rzeźby powodowały falę krytyki i zamykanie wystaw za obrazę moralności. Epatował swoim wyglądem i ubiorem. Był także wysportowanym atletą, który w Zakopanem jeździł na nartach w łowickich portkach, chadzał podpierając się zielonym kosturem oraz zwracał uwagę swoim głośnym zachowaniem. Nazywany był nawet przez swoich kolegów formistów „ekrazytowym Guciem”. W Paryżu natomiast często widywany był już jako rzeźbiarz-dżentelmen, w dobrze skrojonym garniturze, z kamerą bądź aparatem fotograficznym, jako doskonały sportowiec i wielbiciel motoryzacji – w uniformie i czapce pilotce. 

Pewne relacje łączyły Zamoyskiego z Poznaniem, trafił tu do awangardowego Zrzeszenia Artystów Bunt...

Związał się z Berlinem i Monachium, tam poznał Stanisława Przybyszewskiego i dzięki niemu w końcu 1917 roku nawiązał kontakt z ekspresjonistyczną grupą Bunt. Jego wczesne, preformistyczne rzeźby zostały pokazane w Poznaniu 1 kwietnia 1918 roku. Wywołały skandal i spowodowały zamknięcie wystawy. Głównie chodziło o rzeźbę „Sansara”, która rozpoczęła długi cykl kompozycji zatytułowany „Ich dwoje”. Były to dwie postaci splecione w miłosnym uścisku, konotacje erotyczne były bardzo czytelne, zostały negatywnie odebrane przez ówczesną krytykę i mieszczaństwo. Te wczesne rzeźby niestety zaginęły bądź też zostały zniszczone przez samego artystę, znamy je tylko z reprodukcji. Dotyczy to także innej, bardzo ekspresyjnej kompozycji „Zdrój”, która ukazywała małpę w objęciach konia. Ona również spowodowała obrazę gustu mieszczańskiego… 

…Możemy to zrozumieć, ale szkoda, ze wystawa nie trwała dłużej...

To prawda, ale dotyczyło to zwłaszcza preformistycznych, formistycznych, ekspresjonistycznych początków artysty. W połowie lat dwudziestych Zamoyski przeszedł przemianę, radykalnie zmienił  styl, a tworzona wówczas sztuka klasycyzująca zyskała uznanie krytyki. 

Pomówmy o kobietach jego życia... 

Zamoyski miał trzy żony. Pierwszą była tancerka włoskiego pochodzenia Margherita Sacchetto, zdrobniale Rita. Była prekursorką tańca nowoczesnego, cenioną aktorką niemych filmów, która notabene występowała także na poznańskich scenach. Na początku I wojny światowej artysta dostał się do obozu niemieckiego, z którego po interwencji rodziny został przeniesiony do szpitala oficerskiego. W Berlinie właśnie obejrzał występ Rity, zakochał się w niej, a wkrótce zostali małżeństwem. To ona wprowadziła go w środowisko ówczesnej awangardy artystycznej i skierowała na drogę sztuki. To pierwsza ważna kobieta w jego życiu, która była jednocześnie żoną, kochanką i muzą. Wykonał jej rzeźbiarskie portrety, które można oglądać w Poznaniu w dwóch wersjach – secesyjnym portrecie „Łza” oraz bardziej realistycznym odlewie gipsowym. Rita była starsza od Augusta o trzynaście lat, a biorąc pod uwagę jego arystokratyczne pochodzenie, stanowiło to kolejny w jego życiu skandal. Mezalians na długie lata wykluczył go z życia rodzinnego. Korespondencja z ojcem Tomaszem hr.Zamoyskim zachowana w Muzeum Literatury, świadczy o konflikcie, który wygasł właściwie dopiero pod koniec lat dwudziestych, kiedy August miał już za sobą związek z Ritą i związał się z kolejną partnerką – Anną Marią „Manetą” Radwan.

Tym razem wybranka była o trzynaście lat młodsza. Była śpiewaczką, występowała w Teatrze Beriza w Paryżu. Ich związek trwał około dziesięciu lat, do wybuchu II wojny światowej, kiedy artysta wyemigrował do Brazylii. Maneta chciała uchodzić za prawowitą żonę Zamoyskiego, ale nie mógł on wejść w związek formalny, ponieważ nie był oficjalnie rozwiedziony. Legendy rodzinne głoszą, że w przeciwieństwie do kompletnie nieakceptowanej przez rodzinę artysty Rity, właściwie mogła przyjeżdżać do pałacu w Jabłoniu, ponieważ pochodziła z arystokratycznego rodu i była akceptowana przez bardzo pryncypialnego ojca artysty.

Proszę zdradzić kim była trzecia żona. Czy była nią Franka?

Nie, Franka – właściwie Franciszka Kusiuk, wieśniaczka pracująca w jabłońskim majątku – była jego ulubioną modelką i kochanką. Jej rysy i wspaniałe ciało uwiecznił w posągu „Rhea”, zwanym także „W półmroku tego świata”. Wykuwał go przez dziesięć lat w portugalskim marmurze już podczas swojego pobytu w Brazylii. W Muzeum Literatury zachowały się dwa tomy dzienników artysty, które tam pisał. Opisał w nich swój stosunek do Franki. Była ważną postacią w jego życiu.

W Brazylii ożenił się z młodszą od siebie o siedemnaście lat Isabel Paes Leme, artystką ze znanej burżuazyjnej rodziny z Rio de Janeiro. Była malarką i scenografką, uczyła się w szkole rzeźbiarskiej, którą założył Zamoyski. 

Dlaczego mówi się o niej tak mało?

Związane jest to z faktem, iż okres brazylijski jest stosunkowo najmniej znany, wymaga bowiem badań na miejscu. Związek Isabel i Augusta nie przetrwał traumatycznej dla obojga próby, śmierci nowonarodzonego syna, jedynego potomka artysty.

Poślubiona po powrocie do Europy w 1959 roku trzecia żona Augusta Zamoyskiego, o ponad trzydzieści lat od niego młodsza Francuzka Hélène Peltier, była filologiem rosyjskim i wykładała na uniwersytecie w Tuluzie. Przeżył z nią ostatnie szczęśliwe, lecz spędzone w pewnej izolacji lata życia w małej miejscowości Saint-Clar-de-Rivière. 19 maja 1970 roku artysta zmarł i został pochowany na terenie swojej posiadłości.

W naszej opowieści pojawiło się wiele miejsc – Jabłoń, Zakopane, Paryż, Brazylia... Które z nich było najważniejsze dla Zamoyskiego jako człowieka i artysty?

Niewątpliwie każde było dla niego ważne. Jabłoń to początki twórczości, miejsce dzieciństwa, młodości, czasu, w którym kształtowała się świadomość artystyczna. Już tam, pod okiem kowala Bronikowskiego wykuł swoje pierwsze dzieło, czyli krokodylka, którego można zobaczyć na wystawie. Wyciosał także w drewnie lipowym figurkę Madonny. Wtedy też nawiązał silną więź z naturą – hektary pól, lasów wokół Jabłonia  z  pewnością wpłynęły na artystyczne wybory.

Następnie był Berlin, Monachium, a potem Zakopane. Tam nawiązał kontakt z polskimi ekspresjonistami, formistami, miejscową bohemą artystyczną. Zakopiański okres ukształtował postawę artysty. Stał się w tamtym czasie twórcą niemal abstrakcyjnym.

Pod koniec 1923 roku w Zakopanem organizuje słynny happening artystyczny – na oczach zgromadzonych widzów niszczy część swoich formistycznych rzeźb, ponieważ uważa, że droga abstrakcji, do której się zbliżył, prowadzi donikąd. Dlatego też okres formistyczny jest tak ubogo reprezentowany na wystawie.

Jak by go Pani określiła jako człowieka? Nawet niszczenie, pozbywanie się swojego „ja”, musi odbywać się publicznie...

Można powiedzieć, że charakteryzował go swego rodzaju ekshibicjonizm. Nie był introwertykiem, artystą skupionym na sobie, potrzebował uznania i rozgłosu. Myślę, że miało to związek z konfliktem rodzinnym – wciąż starał się udowodnić, że jest najlepszy, zarówno w sztuce, jak w sporcie, który był jego drugą wielką pasją.

Ówczesna prasa szeroko rozpisywała się o epizodzie z 1925 roku, kiedy to Zamoyski założył się z pewnym argentyńskim milionerem, że w ciągu dwudziestu jeden dni rowerem pokona trasę z Paryża do Zakopanego. Ten wyczyn się udał. Trasa liczy sobie około trzech tysięcy kilometrów. Po wygraniu zakładu ogłosił w polskiej prasie, że poszukuje ochotników na wyprawę na Mount Everest. Wyprawa ta jednak nie doszła do skutku ze względów finansowych.

Był niespokojnym duchem, który wciąż szukał nowych wyzwań i potwierdzania swojej wartości, zarówno jako artysta, jak i człowiek. Konflikt z rodziną bardzo mu ciążył i chciał udowodnić  ojcu, który był mocno zasadniczy i uparty  że potrafi wspiąć się na wyżyny w każdej dziedzinie.

W 1926 roku, tuż po wspomnianym wyczynie sportowym miał wypadek na motorze – kolejną jego pasją była bowiem motoryzacja. Mówi się, że jeździł sportowym Bugatti, które zawsze stało przy jego paryskiej pracowni, podobno codziennie udawał się nim na poranną kawę. Wypadek na motorze przekreślił jego karierę sportową. Wcześniej nie mógł się zdecydować, czy zostać artystą czy zająć się zawodowo sportem – świetnie jeździł na rowerze, biegał, wspinał się po górach, jeździł na nartach i uprawiał boks, a nawet żeglował.

Paryż był dla niego bardzo ważny...?

...W połowie lat dwudziestych XX wieku był mekką dla artystów z całego świata. Zamoyski miał kilka pracowni na Montparnassie, czyli w samym centrum ówczesnego życia artystycznego. Jak już wspomnieliśmy na przykładzie etapu zakopiańskiego, Zamoyski nie był typem biednego artysty wyklętego, był światowcem, miał pieniądze, otrzymywał regularnie rentę od ordynacji hrabiów Zamoyskich, która zapewniała mu dostatnie życie, możliwość podróży artystycznych, kupno sprzętu fotograficznego czy amatorskiej kamery. W zbiorach warszawskiego Muzeum Literatury zachowało się około stu rolek z jego autorskimi filmami, na których utrwalił swoich najbliższych, rodzinny Jabłoń czy przyjaciół-artystów, m.in. Stanisława Ignacego Witkiewicza (Witkacego), który do kamery stroi swoje słynne miny, Artura Rubinsteina, Marca Chagalla, Maxa Jacoba, Louisa Marcoussisa, Alicję Halicką, Mojżesza Kislinga. Uwiecznił całą plejadę ówczesnej École de Paris. Witkacego poznał w Zakopanem. Była to jedna z  najważniejszych przyjaźni. Udało mu się spełnić jego marzenie, mianowicie całe życie chciał zagrać w filmie. Rzeźbiarz z kamerą nie był zjawiskiem codziennym, ze względu chociażby na cenę sprzętu. Filmował i fotografował także swoje rzeźby, pracownie. W czasie podróży kamerę przyjmowała czasem Anna Maria Maneta Radwan, dzięki czemu zachowały się także filmowe portrety artysty, co stanowi dziś dodatkową atrakcję wystawy.

W 1940 roku trafił do Ameryki Południowej. Przebywając w Brazylii przez piętnaście lat prowadził dwie szkoły rzeźbiarskie, pierwszą w Rio de Janeiro, a następną São Paulo. Zorganizowane były na zasadach średniowiecznej kooperatywy, gdzie był mistrz i uczniowie pracujący nad dziełem – w ten sposób powstał wielki posąg siedzącej kobiety zwanej „Carmelą”, który stoi przed kasynem w Belo Horizonte, budynkiem projektu słynnego architekta Oscara Niemeyera. W Brazylii powstał także wspaniały posąg Fryderyka Chopina, jedyny w Ameryce Południowej, stoi do dziś nad brzegiem oceanu w Rio.

Ważny w twórczości Zamoyskiego był aspekt dydaktyczny. W 1937 roku wydał traktat „O rzeźbieniu”, który do dziś pozostaje jednym z niewielu praktycznych podręczników dla rzeźbiarzy. W czasie pobytu w Brazylii musiał się już sam utrzymywać, prowadził dochodową hodowlę bydła! Na wystawie można zobaczyć dyplom, jaki otrzymał za wyhodowanie byka rasy holenderskiej.

Po 1956 roku chciał odwiedzić Polskę, otrzymał pozwolenie na przyjazd i na trzy miesiące objął stanowisko profesora rzeźby na Politechnice Warszawskiej. Ze względu na trudności, niechęć komunistycznych władz do niego jako artysty o arystokratycznym pochodzeniu, musiał tę ideę porzucić.

Artysta nie bał się zmian. W okresie formizmu dochodzi wręcz do abstrakcji, a w połowie lat dwudziestych w Paryżu sięga do źródeł, sztuki egipskiej, antyku i zostaje wybitnym klasycystą. Pod koniec życia znów radykalnie zmienia styl, sięga po tematy metafizyczne i religijne. Cennym aspektem naszej wystawy jest pokazanie po raz pierwszy ostatnich rzeźb artysty z okresu podążania w stronę sacrum. W tej fazie twórczości Zamoyski tworzy pomnik kardynała Adama Sapiehy, który stoi przy zachodniej fasadzie zakonu ojców Franciszkanów w Krakowie. Jeden z odlewów podziwiać można na wystawie. Powstał z inicjatywy kardynała Stefana Wyszyńskiego, co popierał także arcybiskup Karol Wojtyła. W Muzeum Literatury zachowała się bogata korespondencja na temat powstania tego jedynego monumentu Zamoyskiego w publicznej przestrzeni w Polsce.

Ostatnim dziełem artysty było „Zmartwychwstanie”, czyli wygięta w łuk postać wieńcząca jego grób znajdujący się na terenie posiadłości na południu Francji. W 2012 roku po śmierci żony, rodzina chciała sprzedać posiadłość – wtedy nastąpiła ekshumacja i nagrobek przeniesiono na przykościelny cmentarz w Saint-Clar, gdzie spoczywa razem z Heleną.

Jak wyglądał fascynujący, wydawać by się mogło, proces odnajdywania i odzyskiwania jego dzieł? Jak są dzisiaj prezentowane?

Muzeum Literatury stało się inicjatorem sprowadzenia twórczości artysty do kraju. W latach 2007-2016 wpłynęło do naszego muzeum w trzech dużych transzach z Francji obszerne archiwum Augusta Zamoyskiego. Pierwsza część była darem jego żony Hélène Peltier-Zamoyskiej. Otrzymaliśmy tysiące fotografii, albumy, szkicowniki, korespondencję, rękopisy, pamiątki, drobne rzeczy osobiste. Stało się to początkiem idei, której inicjatorem był historyk sztuki Andrzej Wat, syn poety Aleksandra Wata i pisarki Pauliny Watowej, od lat działający na rzecz kultury polskiej we Francji. Razem z ówczesnym dyrektorem Muzeum, Januszem Odrowąż-Pieniążkiem, postanowili rozpocząć starania o sprowadzenie całej spuścizny rzeźbiarskiej do kraju, która od śmierci artysty w 1970 roku znajdowała się w okolicach Tuluzy w rękach wdowy.

Muzeum Literatury stało się domem dla intelektualnej spuścizny Zamoyskiego, naturalną koleją rzeczy było więc zorganizowanie wielkiej monograficznej wystawy, w oparciu o zbiory archiwalne i rzeźby, które wcześniej trzeba było sprowadzić.

W 2012 roku zmarła żona artysty i testamentem przekazała całą spuściznę męża, czyli około stu rzeźb, w opiekę zgromadzeniu ojców Dominikanów, pod warunkiem, że przewodniczący mu ojciec André Gouzes zorganizuje muzeum Augusta Zamoyskiego, gdzie udostępni zwiedzającym jego dzieła. Rzeźby były przechowywane w dwóch miejscach – około stu pięćdziesięciu kilometrów od Tuluzy, prawie u podnóża Pirenejów, w Sylvanès. Część dzieł przechowywana była w galerii stworzonej przy pocysterskim opactwie. Pozostałe – w specjalnie wybudowanym budynku, położonym jednak w ukrytej w kompletnej głuszy górskiej miejscowości Prieuré des Granges nieopodal opactwa, nieodwiedzanej przez turystów, a co za tym idzie – nie były udostępnione dla zwiedzających. Nie poddawano ich inwentaryzacji, nie konserwowano, a ojciec André Gouzes zaczął podupadać na zdrowiu. Stało się więc jasne, że kolekcję należy ratować.

My, kustosze z Muzeum Literatury jako pierwsi pojechaliśmy do Sylvanès, zinwentaryzowaliśmy wszystkie rzeźby i nawiązaliśmy współpracę z Ministerstwem Kultury i Muzeum Narodowym w Warszawie, które pomóc miało w logistyce związanej ze sprowadzeniem dorobku do Polski. Dzięki współpracy tych trzech instytucji, idea zakończyła się zakupem kolekcji liczącej około stu rzeźb w styczniu 2019 roku do zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie.  Zamoyski zawsze chciał, żeby jego dzieła trafiły do kraju.

Ile rzeźb oglądamy w Poznaniu?

Ponad sto, po raz pierwszy w kontekście archiwum. Prawie w całości prezentowana jest zakupiona kolekcja oraz wszystkie najważniejsze rzeźby z pozostałych polskich muzeów, które są w posiadaniu jedynie pojedynczych dzieł Zamoyskiego. Możemy także zobaczyć nieliczne pamiątki z rodzinnego pałacu wypożyczone z Muzeum Augusta Zamoyskiego w Jabłoniu, kierowanego przez Barbarę Wikło, która od lat jest niestrudzoną propagatorką jego twórczości. 

Cieszę się, że w poznańskiej edycji wystawy udało się zachować pierwotną strukturę opowieści, portretu, eseju o artyście i człowieku. W pięknym holu Muzeum Narodowego posągi nabrały innego wymiaru. Na galeryjce stoi kopia „Myśliciela” Rodina, a obok znajduje się posąg „Rhea” – mocno oparta nogami o podłoże kobieta, przedstawiające klasyczną postawę polskiej chłopki, podpierająca głowę w geście zamyślenia. Jest to bezpośrednie nawiązanie do Rodina, możemy więc zobaczyć inspirację oraz jej kontynuację w redakcji Zamoyskiego. To bardzo ciekawy element poznańskiej edycji wystawy.

Warte uwagi

Organizujemy eventy firmowe

event1

Dom Wydawniczy Netter – wydawca magazynu Merkuriusz Polska prowadzi również działalność w obszarze organizowania konferencji, zjazdów, jubileuszy oraz „lecia” firm. Możemy pochwalić się ciekawymi rozwiązaniami, pełnym oddaniem w realizację danego projektu i fantazją. Najważniejszy dla nas jest zleceniodawca i to jemu służymy całą naszą wiedzą, dlatego uważamy, że warto być właśnie z nami.

Więcej…

 © Merkuriusz Polska | Redakcja: tel. +48 501 180 575, +48 515 079 888, Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.